Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
22 obserwujących
259 notek
143k odsłony
213 odsłon

Samotność Putina

Wykop Skomentuj3

Prezydent Rosji oczywiście zdecydowanie wygrał głosowanie ludowe (bo taką rangę miała decyzja podjęta przez obywateli Federacji między 25 czerwca a 1 lipca. Dokonał tego bez większych cudów nad urną, choć zapewne nie bez nadgorliwości lokalnych biurokratów. Uzyskał nie tylko bardzo wyraźny mandat zaufania, ale i szereg cennych informacji na temat nastawienia mieszkańców poszczególnych regionów kraju. A mimo to sam Włodzimierz Putin nie może chyba mówić o pełnym sukcesie – zmuszony był bowiem odstąpić od pierwotnego planu uczynienia z putinizmu systemu politycznego, zadowalając się osobistym zwycięstwem i petryfikacją równie personalnego liberalnego autorytaryzmu do… nie wiadomo kiedy.

image

W zaszczanych butach Jelcyna

Oczywiście, faktem jest plebiscytarny charakter samego głosowania (o czym niżej), jednak przeglądając polskie czy szerzej zachodnie relacje na jego temat można by odnieść wrażenie, że rzeczywiście zadano Rosjanom tylko jedno pytanie, o brzmieniu „czy popierasz, by W. Putin rządził nami, dopóki mu się nie znudzi?”. Przedmiot, zakres, jak również i prawdziwe motywy wdrożenia tego planu były jednak nieco bardziej złożone. A dokładniej na tyle skomplikowane, że – jak wynika z badań przeprowadzonych tuż przed samym rozpoczęciem procedury – sami Rosjanie za szczególnie ważne kwestie, o których mieli się wypowiadać uznali te, których ostatecznie wśród pytań… zabrakło. Co więcej, nawet i te braki w zaproponowanych treściach i tak przecież głosujących nie zniechęciły. O co więc naprawdę chodziło w rosyjskim referendum?

Po pierwsze należy dobrze zrozumieć co takiego chciał prezydent zmienić – i w jakim dokumencie. Konsytucja Federacji Rosyjskiej z grudnia 1993 r. została przyjęta w bardzo szczególnych okolicznościach – po rozstrzelaniu przez siły Borysa Jelcyna Białego Domu (niestety, nie tego, co trzeba…). Nowe zapisy miały więc przede wszystkim zagwarantować zakres władzy ówczesnej sitwy prezydenckiej (tak mafijno-cwaniackiej, acz niepozbawionej rysu patriotyzmu Familii jelcynowskiej, jak i znajdujących się pod parasolem Kremla liberalnych zapadników). Równolegle zaś chodziło o uspokojenie tzw. zachodniej opinii publicznej, która była nieco skonsternowana faktem, że demokracji w Rosji broni się poprzez podpalanie gmachu parlamentu. Konstytucja ustanowiła więc w Rosji system liberalnego autorytaryzmu, utrzymywany z niewielkimi zmianami do dziś dzięki osobowości obecnego prezydenta. I właśnie on sam postanowił był to zmienić.

Pułapka de Gaulle’a

Inicjatywa podjęta przez Władymira Putina w grudniu 2019 i styczniu 2020 miała dwa wyraźne cele. Po pierwsze – zaproponowanie nowego rozwiązania ustrojowego pozwalającego dotychczasowemu prezydentowi odejść ze stanowiska przy jednoczesnym zachowaniu ciągłości władzy, a przy okazji lepsze skoordynowanie słabo obecnie zbalansowanych ośrodków polityczno-państwowych, których realne kompetencje nie są wprost związane z zapisami konstytucyjnymi. Służyć temu miało ustrojowe umocowanie Rady Państwa – jak się domyślano, na czele z samym Putinem.

Drugim pakietem były zagadnienia ideowe – czyli wpisanie do ustawy zasadniczej odwołania do Boga, zdefiniowanie rodziny opartej o związek heteroseksualny, podkreślenie roli narodu i języka rosyjskiego w ramach Federacji. Jeśli dodamy do tego wprowadzenie elementów gwarancji socjalnych (w najbardziej kontrowersyjnej kwestii wieku emerytalnego, a także waloryzacji świadczeń) – otrzymalibyśmy wizję reformy Rosji w kierunku narodowo-konserwatywno-wspólnotowym, z zapewnieniem elementu ciągłości władzy, a zatem koniec liberalnego autorytaryzmu jednostki, zastąpionego przez ukonserwatywnione państwo. I ten właśnie, pierwotny sens całego procesu – został (znowu – świadomie) przez W. Putina porzucony.

Tym razem nie zadziałało jednak chyba legendarne już kunktatorstwo prezydenta, jego kutuzizm, czyli skłonność do łatwej defensywy, maskującej chęć przeczekiwania decyzji. Władymir Putin pojął chyba już po kilku tygodniach kampanii referendalnej, że zmierza żwawo w kierunku pułapki de Gaulle’a. Jak wiemy – przywódca Francji w 1969 r., swym neo-bonapartystowskim zwyczajem zdecydował się poddać pod osąd narodu propozycje pozornie kosmetycznej, a w istocie systemowej reformy ustrojowej kraju w duchu ściśle gaullistowskiego partycypacjonizmu. Jak wszystkie referenda tego typu – i to miało charakter plebiscytarny, votum zaufania bądź jego odmowy dla szefa państwa, a jednocześnie i sama materia zmian prawnych była zbyt skomplikowana dla mas, i moment na wyrażanie przez nie zdania dobrano kontrowersyjnie, i wreszcie sam aparat prezydencko-rządowy i partyjny Francji nie tylko nie widział własnego interesu w popieraniu zaproponowanych przez Generała zmian, ale wręcz postanowił je sabotować. Efekt znamy – referendum zostało przegrane, de Gaulle po chwili wahania nad rozwiązaniem siłowym oddał władzę, która dostała się w ręce technokratów, w których rękach znajduje się do dzisiaj, niwecząc wszystkie osiągnięcia Francji neo-mocarstwowej, będącej dzieckiem gaullizmu. I dokładnie to samo działo się z pomysłem Putina.

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale