Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
22 obserwujących
259 notek
143k odsłony
146 odsłon

Picipolo na małą (jedną) brameczkę

Wykop Skomentuj6

Ależ oczywiście, że Konwencja Stambulska jest absolutnie niezbędną - gdyż, jak wiadomo, polski kodeks karny nie tylko zezwala, ale nawet zaleca obtłukiwanie się małżonków kablem od prodiża (byle nie tą stroną z prodiżem) i tylko deklaracje międzynarodowe zmieniają ten stan rzeczy! Stąd właśnie tak popularny w (jakże patologicznych wcześniej) polskich małżeństwach stał się okrzyk "Tknij mnie tylko, dziadu ty - to z tym do Stambułu pojadę!".

image

Generalnie zaś upór jednych, że jakiś świstek naprawdę zmniejsza(y) przemoc domową - ma mniej więcej taką samą moc, jak wiara drugich w decydującą rolę speckomisji sejmowych dla zwalczania pedofilii.

To są koszta Zachodu

Z jednej strony prawactwo daje się łapać na wszystko, co deklaratywne - bo samo tak lubi i jest to bodaj jedyny język polityki („polityki”), który do tych kręgów dociera. Potwierdzają to także kolejne mikroaferki i tematy zastępcze, w rodzaju nieszczęsnych stanowisk o „strefach wolnych od LGBT”, właśnie używanych skwapliwie do dalszego odzierania Polaków ze złudzeń, że zachodni projekt geopolityczny raz - nie jest ideologiczny, a dwa – przecież miał służyć wyłącznie do „pomagania” i „wyrównywania szans”, a nie stymulowania obrotów gospodarek Niemiec i USA. Jako najbardziej entuzjastyczna kolonia amerykańska w Europie (co potwierdziły kolejne badania), jak również najbardziej wdzięczny za każde zarabiane na nas euro członek Unii Europejskiej – ponosimy teraz jedynie możliwe koszta swojej geopolitycznej przynależności. A hałaśliwe awantury o dokumenty podrzędnego znaczenia, jak rzeczona Konwencja – mają tylko ten oczywisty fakt przysłonić.

Jednocześnie zaś kolejny spór o pietruszkę pasuje też stronie odgórnie pasowanej na… drugą, bo przecież nigdy żaden progresista nie przeczytał żadnego dokumentu, w obronie którego albo przeciw któremu protestuje. Wszak z Konwencją jest dokładnie tak, jak z "piekłem kobiet". Tak jak wtedy wszystkie były pewne, że chodzi o jakąś PiSowską ustawę, żeby kobiety skrobać szydełkiem i wsadzać do więzień - tak teraz jest powszechnie wiadomym, że się ustawowo nakaże bicie żon w każdą niehandlową niedzielę. Ba, PR-owcom progresywnym układa się to wszystko w znakomitą całość: ciemny chłop (z rzeszowskiego) idzie głosować na PiS, potem wraca pijany za pincet plus i złamanym trzonkiem od łopaty bije żonę (z pewnością zastraszoną lesbijkę o płci społecznej). Inna rzecz, że reszta uczestników tej ganianki jest nie lepsza i też sądzi, że cały czas pociera lampę od znikania lewactwa...

Tymczasem zrozummy wreszcie - to cały czas nie jest mecz, to picipolo do jednej brameczki.

Prawo nie polega na deklar/macjach

A przecież od strony prawnej i ustrojowej to naprawdę jest całkiem proste. Deklaracje międzynarodowe są wyrazem ideologii, a nie aktami stanowiącymi prawo, choćby nawet udawały, że jest inaczej. Prawo międzynarodowe służy sobie do kończenia wojen i rozgraniczania stref połowów, a nie ratowania dzieci, pingwinów i demokracji. W przypadku takim, jak ta nieszczęsna Konwencja problem nie ogranicza się zresztą tylko do treści takich apeli, ale przede wszystkim do ich powszechnej nadprodukcji. Mamy do czynienia z INFLACJĄ różnego typu mniej lub bardziej ostrych zobowiązań, tworzących chmurę pseudo-prawną. Zawodowi dyplomaci i nie gorzej żyjący z tego aktywiści tworzą stosy takich świstków, żeby potem partyjni PR-owcy mieli czym zajmować opinię publiczną.

Ma ktoś pomysły jak lepiej stosować już obowiązujące prawo? To niech je wdroży, zamiast produkować zdewaluowaną makulaturę. Dlatego też wzruszać tylko ramionami można na postawę oj-tam-oj-tam: "Przecież takie deklaracje nie mają znaczenia, skoro nie mają mocy, więc niech tam sobie będą...". Nie mają znaczenia? Ani mocy? No to tym bardziej SĄ ZBĘDNE. Do kosza z nimi. Ojtający nigdy sobie nie robili porządku w biurkach?

Czy trzeba bowiem wiecznie powtarzać, że prawo nie składa się z deklaracji, tylko ze spisu ograniczeń wolności. Najlepiej i możliwie nielicznych.

Wdzięczność post-Solidarności

Niestety, trudno stwierdzić czy w tym przypadku mamy do czynienia tylko z rytualnym zajmowanie elektoratów wojną pozornie ideologiczną oraz odwracaniem uwagi od rządowej wtopy na szczycie UE. Trudno się bowiem oprzeć niepokojowi, jaki budzi korelacja kolejnej gówno-wojenki – i następnego już po szambobombie pedofilskiej ataku na Kościół katolicki.

Moje związki z hierarchią czy w ogóle z duchowieństwem katolickim są mniej niż żadne, niemniej patrzę i kolejny raz kręcę głową jak osoby i środowiska nawet szczerze, nie tylko deklaratywnie wierzące i konserwatywne - lecą za dzwonkiem jakiejś tam konwencji podczas gdy właśnie demoluje się im nie tylko strukturę, ale i samego ducha Kościoła, najpierw go depedofilując, a teraz znów lustrując.

Wykop Skomentuj6
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka