Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
26 obserwujących
290 notek
153k odsłony
599 odsłon

Gdzie Lwów – gdzie Grodno. Gdy „rewizjonizm” okazuje się prowokacją

Wykop Skomentuj16

31. stycznia 1990 r. w lubelskim Teatrze im. Osterwy miała miejsce premiera spektaklu "Lwów - Semper Fidelis". Z naszą klasą byliśmy na nim chyba ze cztery, może pięć razy. ZAWSZE, gdy pod koniec przedstawienia śpiewano bardzo lwowską, czyli smutno(w treści)-wesołą(w formie) piosenkę Ref-Rena "Ta joj, ta Lwów" - na widowni zapadała przejmująca cisza. Gdy zaś ze sceny padał wiersz:

"Kurtyna się zrobiła, że aż podnieść nie ma sił

Szkodziło im, że Lwów akurat przed kurtyną był

Więc niech się nikt nie dziwi, że po lwowsku powiem tak

NIECH TEN POCZDAM KREW ZALEJE, NIECH TĘ JAŁTĘ TRAFI SZLAG!"

- rozlegały się frenetyczne oklaski wstającej z miejsc publiczności.

Nic wówczas nie wydawało się niemożliwe. Czas, byśmy odzyskali tamtą wiarę i świadomość. Jednocześnie jednak – tym bardziej nie dając się obcym prowokacjom.

image

Piękna słowo: wysied… Tzn. wymiana ludności

"Jak możesz chcieć odzyskać Lwów, przecież tam jest pełno Ukraińców!" – słyszę często. Cóż, po pierwsze nie zajmuję się przesuwaniem granic, tylko odzyskiwaniem własności polskiej, bezprawnie odebranej wypędzonym z Kresów. Tym bardziej jednak nie mogę nie zauważać, że kiedy Lwów wcielono do sowieckiej Ukrainy - był pełen Polaków. Ile razy robiono Wilno stolicą "republiki litewskiej" - tyle razy "Litwinów" było w nim mniej niż gołębi. A jednak nacjonalizmy ukraiński i auksztocki nie cofnęły się przed zadaniem przejęcia i asymilacji tych ośrodków, przeobrażając je metodą wysiedleń, kolonizacji, usuwania śladów polskości z przestrzeni publicznej i wymyślania własnej historii dla miejsc w oczywisty sposób polskich.

Czemu więc naród polski, nie dążąc bynajmniej do siłowej zmiany granic europejskich - miałby się cofnąć, gdyby jednak na naszych Kresach pojawiła się próżnia geopolityczna?

Wszak nasi obecni formalni sojusznicy, Turcy - nie zawahali się i podjęli ochronę swych rodaków na Cyprze (nie oglądając przy tym na NATO- wskie zobowiązania i ograniczenia). I dziś północ wyspy nie jest już w ogóle grecka... Niezależnie od osobistych sympatii - można, Zosiu, można? W sposób, którego oczywiście żadną miarą nie należy naśladować, niemniej jednak zaszły podobne przemiany i przesunięcia mas ludności na Bałkanach – i to nie tylko w wyniku wojen, które pamiętamy doskonale, w Kosowie, Bośni, Krajinie, ale także wcześniej, praktycznie przez cały wiek XX, w wyniku rozgraniczeń turecko-greckich, grecko-bułgarskich itd. I nie chodzi o to, czy to „dobre” czy „złe” w kategoriach moralnych – tylko, że to po prostu… możliwe. Zmiany graniczne i demograficzne, odmieniające zaludnienie ogromnych obszarów cały czas zachodzą we współczesnym świecie i jest skrajną naiwnością albo zakłamaniem udawanie, że akurat Polski i Polaków zagadnienia te nigdy więcej nie mogłyby już dotyczyć.

Nasza Litwa

Wystarczy bowiem wziąć przykład najprostszy i najwyraźniejszy. Zostawmy na chwilę Lwów i spójrzmy na północny-wschód, gdzie mimo dekad (a na niektórych obszarach – nawet stulecia) „lituanizacji” ludność polska nadal stanowi zwartą większość. Tymczasem mieniących się kłamliwie gospodarzami tych ziem Auksztotów zostało tam góra jakieś półtora miliona. Przecież z takim "problemikiem" poradziłby sobie nawet osłabiony demograficznie naród polski! Zwłaszcza we współpracy z Białorusinami, Rosjanami i Żmudzinami...

I to jest perspektywa, której żadną miarą bać się nie możemy, bo też i ona nie zniknie od zaciskania polskich powiek. Gdyby Polska była na przełomie lat 80-tych i 90-tych ubiegłego rządzona przez Polaków i w polskim interesie – to kto wie, gdzie dziś przebiegałyby jej wschodnie granice, bo takie możliwości się wówczas przed nami na chwilę otworzyły (przede wszystkim przy okazji potępionej przez Solidarność inicjatywy Polskiego Kraju Narodowo-Terytorialnego na Wileńszczyźnie, ale także w zachodnich obwodach ówczesnej Białoruskiej SSR). Tamten moment możliwej restytucji nam ukradziono - tym bardziej więc nie możemy dziś przespać upadku państwowości ukraińskiej czy demograficznego zaniku pseudo-litewskości.

Co po Jałcie i Poczdamie?

I nie – odpowiadając wszelkiej maści prowokatorom i ludziom mikrej inteligencji - to NIE SĄ transakcje połączone z kwestią polskich Ziem Zachodnich. Ewentualne odzyskanie Lwowa nie oznacza automatycznego wejścia Niemców do Wrocławia (gdzie i tak, jak i w całej Polsce – są już obecni gospodarczo). To tylko Polacy dali tak sobie wmówić jako łatwe usprawiedliwienie dla własnej bierności i lenistwa. Cała Polska jest częścią gospodarczych Wielkich Niemiec. Po co mieli nam odbierać same Ziemie Zachodnie, żeby musieć na nich autostrady budować? Silne państwo, takie, które umiałoby artykułować i realizować własne cele, w rodzaju powrotu na Kresy – nie tylko nie musiałby oddawać nawet centymetra własnej ziemi, ale mogłoby też pozbyć się z niej raz na zawsze ekonomicznych eksploatatorów i militarnych okupantów. Bo to oni pilnują właśnie – by Polacy ignorowali pojawiające się przed nami możliwości.

Wykop Skomentuj16
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale