Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
27 obserwujących
294 notki
154k odsłony
249 odsłon

Niech słoniki jeszcze trochę pobiegają…

Wykop Skomentuj9

Tak, ja wiem. Mają już wszyscy dość tego COVIDa. Tylko czemu jakoś bardziej pisania o nim, w tym zwłaszcza krytyki bezsensownych i chaotycznych działań rządu, a mniej… tych właśnie działań? Nie, no ja wiem: "Dajcie już spokój, przecież obostrzenia z czasem spowszednieją..." - bywamy pocieszani. No dobrze, ale spowszednieją i znikną - czy spowszednieją i zostaną, bo to jednak nie to samo?

image

Fałszywy środek, pozorny kompromis

Za postawę środka - uważają się dziś ci, którzy powtarzają "Oj, już mamy dosyć tych co tylko mówią o koronawirusie! Jedni ciągle za, drudzy robią zagadnienie, że przeciw - ponosi się parę minut w sklepie i autobusie, wielkie mi co, banda radykałów...". Dlatego właśnie post-solidarność, post-komuna i ogólnie post - rządzą nami tyle czasu. Bo ludzie myślą, że uległość i przyjmowanie 99,9% nakazów i zakazów - to kompromis, centrum, zdrowy środek i unikanie ekstremizmów. Aby gorzej nie było...! Tymczasem, jeśli alternatywa wygląda tak:

1. nosić maskę,

2. nie nosić maski

- to jak ma wyglądać "zdrowy środek" i "kompromis"? Nosić maskę na jednej dziurce od nosa1?

Narzekający "dajcie nam spokój, wkładamy dla świętego spokoju, a jak się wam nie podoba, to przecież możecie jeździć do sklepu do Bydgoszczy" – już dali sobie wmówić perspektywę, że sam idiotyczny nakaz i krytykowanie go, to dwie skrajności, podczas gdy "rozsądnym kompromisem" jest... pokorne dostosowanie się do nakazu. A przecież elementarna logika podpowiada, że kompromisem mogłyby być co najwyżej maseczki dla chętnych, nie obarczone groźbą sankcji i kar. Wtedy rzeczywiście nie byłoby się o co spierać i nie byłoby przeszkód dla pogrążenia się w kompromisowej gnuśności.

Nie będzie polskiej drogi do COVIDyzmu?

Zamiast takiego, iście salomonowego rozwiązania (czyli maseczek dla chętnych i zniesienia pozostałych regulacji, za wyjątkiem rzecz jasna leczenia chorych i kwarantanny już zarażonych) pocieszamy się jak możemy, np., że "może tam na Zachodzie, to jest źle, ale u nas już odpuszczają, dużo ludzi bez masek chodzi, w wielu sklepach się już tak nie czepiają..." itd. Niestety, wszystko wskazuje, że "pokonanie pandemii" jest trudne, by nie rzecz niemożliwe tylko w jednym państwie. Oczywiście, sukces byłby wynikiem unikalnej skuteczności TEGO rządu itd. - ale jednak jakiekolwiek informacje z zagranicy: o ponownych lockdownach, jakichś dodatkowych obostrzeniach, o wprowadzeniu w Lichtensteinie obowiązku chodzenia w garnkach na głowie, o miliardach trumien z martwymi Andorczykami itp. - od razu wywołałyby i w Polsce reakcję typu "A czemu nie u nas?! Co władza ukrywa?! Siebie to pewnie ratują! A NAS CHCĄ ZABIĆ!". I jedni znowu napędzą drugich, tak jak w lutym i w marcu, bo na psychozę COVIDIĘ nie ma kwarantanny ani granic. Fakt zaś, że w sprawę zaangażowane są już całkiem duże pieniądze i interesy - tym bardziej wyklucza jakąś wyraźną odmienność polskiej drogi do COVIDYyzmu.

Nie jest też aż tak istotne czy ludzie chcą jeszcze słuchać o COVIDZIE, czy wolą nie słuchać, za to być posłusznymi. Ważniejsze, że same regulacje wciąż istnieją i pączkują. Czy warszawska ulica żyła na co dzień polowaniem na Ibn Ladena? A obostrzeniom na lotniskach i inwigilacji poddają się wszyscy potulnie do tej pory... Jasne, od początki taki scenariusz też zakładano - że nikt obostrzeń nie wycofa, tylko zamrą przez nieużywanie. Tak bardzo po... polsku. Sęk w tym, że w materiałach medycznych i w prawie stanowionym - temat wcale nie zdechł. A wprost przeciwnie, z takiego choćby LGBT recesji i bezrobocia nie będzie, a z COVIDA a juści. A zatem, obawiam się, że założenie "Zachód temat kręci, a Polin odpuści, bo taki jest powstały z kolan!" – nieco… grzeszy optymizmem.

Sami sobie nałożyliśmy ten kaganiec

Nawet zresztą na wewnętrznym podwórku zakończeniu całego tego ambarasu nie służy nadmierna jego polityzacja. Mam oto znajomych, sympatyków tzw. demokratycznej opozycji, którzy w szczycie lockdownu potrafili w jednym wpisie oburzyć się, że lockdown (czyli PiS) niszczy gospodarkę, a równolegle w drugim płakać, że poluzowanie zasad (przez PiS) nas pozabija. Tymczasem wiemy już przecież, że wszystkie główne partie z całą tą histerią poradziłyby sobie tak samo - czyli wcale. Niestety bowiem, wszystko wskazuje na to, że rządy (tak jak i banki) - tylko wykorzystały wpychającą im się w ręce możliwość, przy czym niektóre (jak zwłaszcza polski) - zrobiły to wyjątkowo niezgrabnie, uciążliwie i nieudolnie, bo wszystko tak robią. Sam kaganiec jednak - nałożyliśmy sobie sami, nie wierząc w tłumaczenia co to jest odporność stadna, wpadając w panikę na sam dźwięk słów "80 proc. zarażeń", wietrząc spisek spisków i ukrywanie przez elity prawdy o końcu świata. Jest dzieckiem Hollywood COVIDioza, to skutek naszych własnych lęków, alienacji, nieufności wobec rządów (skądinąd generalnie słusznej, ale w tym przypadku stanowiącej pułapkę w pułapce). Tak bardzo uciekaliśmy od konspiracji, tak bardzo baliśmy się prawdy - że sami wymyślimy sobie spisek i lęk pierwotny, a największy: przed zarazą niszczącą ludzkość. I sami zobowiązaliśmy władze, by nas chroniły, co jest zadaniem - przyznajmy - niewykonalnym, bo przecież zagrożenie tak dobrze, jak nie istnieje. A najtrudniej przecież jest wypędzić spod łóżka tego stracha, którego tam nie ma...

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale