Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
26 obserwujących
290 notek
153k odsłony
268 odsłon

Wrzesień’39 – fakty a interpretacje

Wykop Skomentuj8

Rocznica zakończenia obrony Westerplatte - pozwala przeprowadzić doskonałe rozróżnienie między FAKTEM, a jego INTERPRETACJĄ. A jest to różnica kluczowa tak dla zrozumienia przyczyn, przebiegu i następstw wydarzeń z września 1939 r. – jak i dzisiejszych do nich nawiązań oraz wniosków wyciąganych, a częściej jeszcze nie wyciąganych z tego epizodu historii Polski.

image

Bić się czy nie bić

Jak wiemy, 2. września 1939 r., wobec wykonania zadania postawionego przez dowództwo oraz beznadziejności położenia - mjr Henryk Sucharski zadecydował o kapitulacji dowodzonej przez siebie Wojskowej Składnicy Tranzytowej, którego to rozkazu zbuntowani podwładni nie posłuchali. To FAKT. Natomiast często dziś powtarzane, a nawet zapisywane zdanie "Sucharski załamał się nerwowo" - to nie fakt, tylko jego INTERPRETACJA. A ściślej - nieuzasadniona manipulacja, wynikająca zapewne z niezrozumienia, że ktoś (zwłaszcza wojskowy i nawet podczas tamtego tragicznego września) potrafił myśleć i decydować racjonalnie. A przynajmniej próbował...

Niestety, cała kampania wrześniowa to właśnie takie zmultiplikowane Westerplatte - beznadziejna walka tam, gdzie należało bezwzględnie kapitulować, ofiary ponoszone na próżno, a nad tym wszystkim INTERPRETACJE, że w sumie, to przecież byczo wyszło!

Jest to zresztą podwójnie tragiczne. Bo z jednej strony patriotycznie jest np. oburzać się na scenę z "Lotnej" z uderzeniem szablą w lufę czołgu (choć w tym przestylizowanym filmie gest ten miał tylko symbolizować beznadziejność walki i dysproporcję sił Polski i Niemiec) - ale jeszcze patriotyczniej jest lansować choćby kult Wizny, czyli niewykonania rozkazu odwrotowego i bohaterskiej wprawdzie, ale jednak i tak ostatecznie pozbawionej znaczenia strategicznego, a samobójczej obrony pobocznego odcinka walk. Walk, których w ogóle - a już na pewno po przegraniu bitwy granicznej - być już nie powinno. Oczywiście, takie patriotyczne kawałki jak Wizna są potrzebne, ma je każdy kraj i każda wojna - ale OBOK, a nie ZAMIAST dojrzałej refleksji na temat celów danej wojny, zarówno tych zakładanych, jak zwłaszcza osiągniętych, no i drogi dojścia do nich, udanej lub nie. Tylko wtedy pamięć i świadomość historyczna narodu jest pełna.

Umiastowski redivivus

Niestety bowiem, ale upór w kontynuowaniu oporu we wrześniu 1939 r. wynikał z fundamentalnego niezrozumienia przez władze polskie co to była za wojna, o co wybuchła i o czyje interesy w niej chodzi. Nie dość, że ekipa rządząca II RP dała się Brytyjczykom użyć jako zapalnik kolejnego etapu walki o panowanie nad światem i przemianę cywilizacyjną, to jeszcze posłużywszy za pierwszą ofiarę - uparliśmy się kontynuować ponoszenie strat, żeby się broń Boże nasi kochani alianci nie wycofali ze swej filantropijnej dla nas pomocy! Czyż trzeba lepszego dowodu kto naprawdę stracił rozum we wrześniu 1939 r.?

Ha, widać trzeba, bowiem rehabilitacja tragicznego trójkąta Beck-Rydz-Mościcki – trwa w najlepsze nie tylko w publikacjach piłsudczyków niepoprawnych, a sentymentalnych (jak ci zbierający się na Jasnej Górze co do jednego neo-leguna poprzebierani za Piłsudskiego), ale także w ramach oficjalnej, rządowej polityki historycznej. A to znowu musi zapalać lampki ostrzegawcze, bo czym innym jest np. naukowe czy nawet ideowe dociekanie choćby co Śmigły zrozumiał z własnych błędów podczas internowania i z jak dobrymi intencjami przybył do Warszawy o dwa lata za późno, by – no właśnie, co, konspirować, czy… Czym innym zaś opowiadanie z powagą (?) państwa polskiego, że polityka przedwrześniowa była słuszna, sojusze zachodnie jedynie możliwe, a kampania wrześniowa właściwie prawie wygrana. Bo taka kompilacja antyhistorycznych kłamstw każe zapytać – kto u licha jest dziś kierownikiem polityki historycznej Polski, zmartwychwstały płk. Umiastowski, współautor niesławnej propagandy zwycięstwa z tamtego tragicznego Września?!

Nasi ułani biorą Prusy Wschodnie…

Wrażenie to potęguje lektura gazet z tamtego okresu czy choćby samych ich tytułów – tych niszczonych masowo niemieckich samolotów, buntów w Berlinie, aliantów w Zagłębiu Ruhry i polskich ułanów idących zwycięskim pochodem na Królewiec. Przecież to żywcem i jak dzisiejsza polithistoryczne oficjalne spojrzenie na tamtą wojnę, i całokształt obecnej polityki informacyjnej rządu! Do licha, jest wręcz jeszcze bardziej byczo, niż wtedy, gdy niemieckie czołgi podjeżdżały pod rogatki Warszawy, a radio i gazety nadal przekonywały, że to rozpaczliwy krok najeźdźcy, któremu zaraz zabraknie paliwa…

W dodatku tamta wrześniowa propaganda zwycięstwa odrodziła się w ramach współczesnej polityki historycznej także w postaci dogmatu "Już, już prawie wygrywaliśmy [w wersji nieco mniej stukniętej -"nasza obrona tężała na przedmościu rumuńskim"], gdy to Sowieci swym ciosem w plecy zniweczyli naszą zwycięską kampanię!". Ergo – w ogóle cała kampania wrześniowa jest zupełnie wtórna i dalszorzędna wobec wkroczenia Armii Czerwonej, a 1 września już definitywnie blednie wobec września 17. Ale już broń nas Beck nie 12. września, bo konferencja w Abbeville, konstatująca zresztą nie żadną „zdradę aliantów”, tylko prosty FAKT – że Wojsko Polskie było rozbite i nie stanowiło już zorganizowanej wartości operacyjnej – jakoś w dalszym ciągu elementem szerszej świadomości historycznej Polaków nie jest. A nawet jeśli się przebija – to nawet z zachwiania wiary w zachodnie sojusze współcześni propagandyści starają się wyjść mistrzowsko, rozróżniając, że może tamte układy, w wersji ’39 nie wypadły najlepiej – no, ale teraz gwarantami naszej niepodległości nie są jakieś tam Francja i Anglia, ale same wszechpotężne Stany Zjednoczone! Oklaski, kwiaty, pochód i wiwaty pod ambasadą wskazane! Zupełnie, jak 3. września. Tamtego Września…

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale