Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
27 obserwujących
313 notek
161k odsłon
229 odsłon

Brexit vs. Covid

Wykop Skomentuj

Mieszkańcy Zjednoczonego Królestwa mogą się w końcu 2020 roku poczuć niby bohaterowie japońskich filmów przygodowo-katastroficznych, obserwujących kolejne zmagania Godzilli z Królem Ghidorah. Oto o lepsze (?) w brytyjskiej polityce walczą właśnie dwa legendarne superpotwory: BREXIT z COVIDem.

image

Kto kogo przetrzyma

Oczywiście, z obu tych zagrożeń (?) – BREXIT jest znacznie realniejszy, w każdym razie dla samych mieszkańców UK. Z kolei zaś, choć reszta świata z brytyjskiego wychodzenia z Unii czyni już sobie co najwyżej niewybredne żarty, o tyle jednak negocjatorzy unijni bynajmniej nie wykazują się poczuciem humoru, starając się przetrzymać Londyn do ostatniej chwili, ostatecznie wymuszając rozwiązanie jednostronnie korzystne wyłącznie dla eurokratów. Po raz kolejny więc, tuż po ogłoszeniu nieomal przełomu w rozmowach nad umową mającą ostatecznie regulować relacje między UK z UE po 31 grudnia 2020 r. i uzgodnieniu, jak oświadczono „95 procent jej tekstu” – negocjacje zostały znów zawieszone, tym razem w związku z… przypadkiem COVIDa w szeregach negocjatorów brytyjskich. I tak oto pandemia przybyła na pomoc, by po raz kolejny ocalić premiera Borisa Johnsona, który z jednej z strony wie, że większość Anglików (a w sumie to ich zdanie ma znaczenie wyborcze dla premiera Królestwa coraz słabiej Zjednoczonego) upiera się, że BREXIT znaczy BREXIT– z drugiej zaś strony ma problem z własną partią i gabinetem, po wielu kolejnych czystkach i tak nadal zainteresowanych jakąś formą porozumienia z Brukselą.

Stosunki UK-USA – jeszcze bardziej specjalne?

Tymczasem Komisja Europejska bez trudu wyczuła słabszy moment negocjacyjny Johnsona – oczywiście związany z wynikiem wyborów w USA. Nie jest tajemnicą, że istotnym uzupełnieniem strategii BREXITU (zwłaszcza propagandowej) – miały być „jeszcze bardziej specjalne stosunki ze brytyjsko-amerykańskie”, obiecywane wspólnie przez premiera Johnsona i prezydenta Trumpa. Sęk w tym, że słowo tego ostatniego, nigdy jakoś szczególnie nie wiarygodne – ostatnio uległo jeszcze dalej idącej dewaluacji. Zwłaszcza, że w istocie niczego jeszcze nie uzgodniono realnie i na piśmie, także ze względu na dużą podejrzliwość nie tylko opozycji, ale zwłaszcza mediów i organizacji pozarządowych, wietrzących „w jeszcze specjalniejszych” relacjach transatlantyckich a to zgodę na prywatyzację w amerykańskie ręce brytyjskiej publicznej służby zdrowia, NHS (czemu im bardziej Johnson zaprzecza - tym mniej mu ktoś wierzy), jak zwłaszcza wpuszczenie na rynek brytyjski genetycznie modyfikowanej, szpikowanej sterydami i antybiotykami żywności z USA. A to zwłaszcza biłoby w farmerów – dotychczas stanowiących zaplecze BREXITU. Producenci rolni głosowali za wyjściem w Unii nawet w tradycyjnie pro-europejskiej Szkocji – tymczasem dziś ostatnie sondaże AgriScot dowodzą, że aż 75 proc. miejscowych farmerów zmieniło zdanie i woli nawet Wspólną Politykę Rolną niż uderzenie łomem nieuczciwej amerykańskiej konkurencji.

Trzy węzły BREXITU

W ogóle zresztą trzy główne faktory BREXITU – realnie nie dotyczą wprost spraw… europejskich. Kwestia wyjścia z Unii sprowadza się bowiem do trzech węzłów –wspomnianych relacji amerykańsko-brytyjskich, przyszłości Irlandii Północnej i niepodległości Szkocji, a więc likwidacji Zjednoczonego Królestwa takiego, jakim stworzone zostało w 1707/1801/1922 roku. I tu również istotna okazuje się przegrana Donalda Trumpa. Jego następca bowiem nie tylko zapewne przeorientuje znowu politykę amerykańską na kierunek europejski, porzucając, a w każdym razie degradując w hierarchii Johnsona i jego samotną Wyspę. Co więcej, Joe Biden znany jest z osobistego zaangażowania w kwestię irlandzką i swego zdecydowanego sprzeciwu wobec prób naruszenia ładu ustanowionego Porozumieniem Wielkopiątkowym (1988) kończącym walki w Irlandii Północnej. Tymczasem B. Johsnon już wziął się za rozmontowywanie dewolucji (czyli autonomii północno-irlandzkiej, szkockiej i walijskiej), narzucając mimo oporu rządów i parlamentów krajowych Internal Market Bill, ograniczający kompetencje Belfastu, Edynburga i Cardiff w sprawach tak wrażliwych, jak m.in. dotacje dla farmerów, prawo samodzielnego, narodowego znakowania produkcji żywnościowej, wydajność energetyczna – no i właśnie normy jakościowe dla żywności. Projekt nowego prawa przeszedł właśnie procedury w Izbie Lordów, tymczasem Irlandia już zapowiedziała, że zawetuje wszelki deal BREXITOWY jeśli ustawa zacznie obowiązywać. A Irlandczycy wyraźnie liczą na wsparcie ze strony Bidena, dla którego irlandzcy wyborcy mogą okazać się ważniejsi niż wielkie koncerny przemysłowej produkcji żywności, popierające Trumpa…

Dla Johnsona nie ma zresztą dobrego wyjścia z pułapki irlandzkiej – jak zresztą dla żadnego brytyjskiego premiera od lat blisko 200. Nadal nie jest wszak rozstrzygnięte gdzie po BREXICIE miałaby przebiegać efektywna granica celna między UK a Irlandią: pomiędzy Republiką Irlandzką a Irlandią Północną (na co nie godzą się irlandzcy republikanie), czy może po Morzu Irlandzkim, między Anglią, Szkocją i Walią a Irlandią Północną (czego za nic nie chcą unioniści). A wszystko to w atmosferze, w której wszyscy dobrze wiedzą, że tak czy siak, czego by nie ustalono, będzie to fikcja – bo w przypadku No Deal BREXIT wróci co najwyżej sytuacja z końcówki lat 60/70-tych ubiegłego wieku, gdyby głównym zajęciem mieszkańców na wybrzeżach zwaśnionych wysp był przemyt i żadna granica celna realnie nie istniała.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale