Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
27 obserwujących
313 notek
161k odsłon
225 odsłon

Julka, Julka (po)pamiętasz...

Wykop Skomentuj2

Jak już wiemy, jakaś rada faszyzmu językowego ogłosiła, że „julka nie będzie młodzieżowym słowem roku”! Cóż, nie znam młodzieży, która dobierając słownictwo zwracałaby uwagę na stanowiska takich gremiów, a samo julkowe (julijskie?) oświadczenie samo w sobie zasługuje na złotą czcionkę – wszystko to jednak razem układa się w kolejne śmieszno-straszne epizody podstawowego narzędzia obowiązującej obecnie globalnej ideologii – polityczną poprawność, która tak długo była w Polsce lekceważona, że aż niepostrzeżenie… zaczęła obowiązywać.

image

Sądziliśmy, że to tak dla jaj?

Zasadniczy problem z recepcją politpoprawności w Polsce wziął się bowiem m.in. z typowo polskiego ojtamojtam, czyli przekonania, że tak naprawdę nic nie jest na poważnie, zatem i do political correctness można będzie mieć stosunek niczym ZChN-owcy do księży, a palikotowcy do kobiet i gejów. Czyli służbowo być na wysokim C za – a po wyłączeniu mikrofonu od razu walnąć jakiś pieprzny kawał jak to "do baru wchodzi klecha, pe… [mężczyzna inaczej] i blondynka...". Sęk w tym, że politpoprawność nie daje urlopów, nie zezwala na żadne "ale tak prywatnie..." i przez cały czas wymaga śmiertelnej powagi, wręcz karze za jej brak i oczywiście kategorycznie zabrania żartów z samej siebie, nie mówiąc o najłagodniejszej choćby krytyce. Przyjęcie tej optyki jako nadprawa, z zadaniem organizacji całokształtu życia politycznego, medialnego, zawodowego, a także tej części internetu, którą dotąd (niesłusznie!) uważaliśmy za prywatną - jest więc drogą bez odwrotu. Politpoprawność nie da się przecież ani pokonać, ani zakwestionować politpoprawnymi metodami, a o istnieniu innych w jej ramach nawet nie wolno się nam będzie dowiedzieć.

Jesteśmy w niej uwięzieni. O, przepraszam więźniów: Wolni inaczej.

Kto się zacznie śmiać, ten dostanie w…

Dam przykład, że żartów nie ma. W związku ze swoją aktywnością społeczną w Szkocji, współpracowałem z pewnym miejscowym biurem poselskim (a żeby być ścisłym - nawet poselsko-ministerialnym). W egalitarnym społeczeństwie szkockim istnieje niewinny zwyczaj, że każdy sam po sobie zmywa naczynia (to wszak nie Anglia z jej arystokratycznymi i klasowymi fumami!). No ale traf chciał, że naszym gościem była kobieta, a mój sexizm całą mocą sprzeciwia się możliwości, by zmywał gość, płci odmiennej, nieco tylko, ale jednak starszy ode mnie (a przy okazji osoba z nas wszystkich zdecydowanie najwyższa stanowiskiem). Poderwałem się więc do wyrywania filiżanki z rąk, niestety zapominając, że Szkoci są nie tylko egalitarystyczni, ale i politpoprawni. Dopiero więc po moim radosnym "Zostaw proszę, kto ma pozmywać, jak nie Polak!" - zobaczyłem absolutną grozę na twarzach wszystkich obecnych. W oczach mignął mi cień JKM wywalanego z najbardziej skrajnej frakcji PE za czerstwy żarcik, że "skarbnikiem powinien być Żyd!".

Oczywiście, jakoś to zagadano, no w sumie o sobie wolno... ale, niczym w kawale o zgubionej i znalezionej cukiernicy - niesmak pozostał.Zaprawdę więc, żartów nie ma...!

Czas afroafrykańskich Robin Hoodów

Weźmy kolejny skobel naszego więzie... Naszego miejsca odmienionej wolności. Oto koncept tzw. grabieży kulturowej wyszedł pierwotnie m.in. z dążenia do wyeliminowania grających Indian białych wysmarowanych farbą. Pojęcie zostało jednak oczywiście rozszerzone poza wymiar absurdalny tak, że teraz bawiąc się w western białe dzieci nie mogą same zakładać pióropuszy, ale powinny znaleźć najbliższego nieletniego Rdzennego Amerykanina, grzecznie parokrotnie przeprosić i zapytać czy w ramach historycznej sprawiedliwości nie byłby ich łaskaw oskalpować. Już o fakcie, że taki np. afroafrykański Mały John nie jest wcale kulturowym ograbieniem Robin Hooda, tylko aktem uzasadnionego i koniecznego zadośćuczynienia za wieki kolonializmu, niewolnictwa oraz niedocenianie wybitnych afroafrykańskordzennych budowniczych katedr, kompozytorów i fizyków kwantowych - chyba nawet nie warto wspominać?

Na końcu nie będzie Słowa

Dlatego właśnie wszystkich, których wciąż jeszcze tylko śmieszą językowe faszyzmy nasze powszednie – ostrzegam: wkurza was przecież choćby tzw. algorytm Facebooka, już nie tylko siejący banami, ale usuwający trwale fanpage, a wkrótce zapewne i indywidualnych użytkowników, przyłapanych na „mowie nienawiści”, niewierze w COVIDA czy innych myślozbrodniach? Miejcie świadomość, że to tylko przedsmak tego, co już przecież pełzająco dzieje się w realu. Bańka się domyka: wraz z zamknięciem granic oraz cenzurą internetu - zamknięta ma zostać i ludzka myśl. I to, od czego wszystko się przecież kiedyś zaczęło.

SŁOWO.

Konrad Rękas

Konserwatyzm.pl


Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale