Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
27 obserwujących
332 notki
168k odsłon
  255   0

Powstanie listopadowe jako rewolta przeciw konserwatyzmowi polskiemu

Jednym z kilku celów XIX-wiecznych powstań w Polsce - było nie tylko niedopuszczenie do utrwalenia struktur państwowości polskiej. Była to także, a może przede wszystkim zaciekła walka przeciw nadaniu polskiej myśli i praktyce państwowo-politycznej charakteru jednoznacznie KONSERWATYWNEGO.

image

Taki kształt miał wywołany przez liberałów rękami węglarzy bunt listopadowy, taki cel miało sprowokowane przez liberałów wystąpienie proto-socjalistów niszczące zachowawczą Rzeczpospolitą Krakowską. W tym samym nurcie wreszcie mieściło się niszczące system Wielopolskiego przyłączenie się Białych (politycznie jak najbardziej reprezentujących opcję liberalną) do ruchawki styczniowej. Polski wiek XIX to wielkie zmaganie z liberalizmem, pragnącym Polski raczej ŻADNEJ niż konserwatywnej (zgodnie także z wytycznymi matki wszechliberalizmu - Brytanii). Niestety, w walce tej zamiast polskich konserwatystów - nader często występować musieli nasi obrońcy w reakcji. Przeważnie - Rosjanie. Tymczasem, gdyby polskie elity zachowywały się odpowiedzialnie - już 1. grudnia 1830 roku w Warszawie zapanowałby porządek...

Dlaczego nie należy tolerować spisków

Czemu tak się nie stało? Nie jest już dziś żadną tajemnicą, że o przygotowaniach do wybuchu powstania listopadowego, a nawet o jego dokładnej dacie – wiedzieli nie tylko czołowi wówczas przywódcy polscy (w tym także ci należący do najbardziej zdecydowanych przeciwników rebelii, jej motywów i inicjatorów), ale także tajne policje, których w Królestwie działało wszak co najmniej kilka. A mimo to do Nocy Listopadowej z pełną (?) premedytacją dopuszczono. Dlaczego, a właściwie – po co?

Motywy były oczywiście różne, by nie rzec przeciwstawne. Politycy konserwatywni, zarówno ci, którzy ostatecznie znaleźli się w szeregach powstańców, a nawet na ich czele (jak Czartoryski, a nawet Chłopicki), jak i ci ostatecznie występujący przeciw (jak sam Drucki-Lubecki) – zakładali zapewne, że bunt będzie okazją do renegocjacji pozycji Królestwa wobec jego konstytucyjnego monarchy. W istocie więc – rzeczeni konserwatyści działali na rzecz interesów liberalnej, antykrólewskiej, a zatem i antykonserwatywnej i antypolskiej opozycji liberalnej, w dodatku wykazując się krańcową nieznajomością psychologii Mikołaja I, prawdziwego z Bożej Łaski samodzierżcy i króla.

To jednak błąd dość znany i dobrze opisany. Znacznie ciekawsza jest bierność organów bezpieczeństwa – tak rosyjskich, jak i polskich, w tym tych związanych z wciąż mającym swe wpływy w Warszawie senatorem Nowosilcowem, jak i tych podległych bezpośrednio Wielkiemu Księciu-Cesarzewiczowi. Motywy Nowosilcowa (mającego w Królestwie dodatkowe oczy i uszy ludzi generała Aleksandra Rożnieckiego i Mateusza Lubowidzkiego) również wydają się proste: odsunięty wówczas nieco od spraw polskich - bez nich w istocie nie istniał (o czym boleśnie przekonał się już po powstaniu, u schyłku swej kariery). Dopuszczając do powstania w Warszawie, a jednocześnie będąc dalekim od najmniejszej nawet formalnej odpowiedzialności – Nowosilcow udowadniał zatem swoją potrzebność i dezawuował konkurencję, nie tylko, ani nawet nie przede wszystkim polską, bo zwłaszcza samego Konstantego, z którym (łagodnie mówiąc) za sobą wzajem nie przepadali.

Kolejny oblany polski egzamin

Co jednak kierowało Wielkim Księciem, mającym nie gorszą sieć kontrwywiadowczą, kierowaną przez Henryka Mackrotta? Raczej nie marzenie o secundogeniturze, wkładane mu w usta przez Wyspiańskiego i snute przez Rymkiewicza czy Łubieńskiego (ale nie ówczesnego, a tego z wieku XX). Czy Cesarzewicz nie chciał więc jedynie (?) udowodnić bratu, Rosjanom, pogardzanemu Nowosilcowowi – że Polacy są w istocie lojalnymi poddanymi i sami uporają się z młodzieńczą rozróbą, przy okazji kompromitującą liberalną opozycję i ujawniającą sieci węglarskich spisków? Taki charakter i cel wydawały się mieć działania Konstantego już podczas Nocy Listopadowej i bezpośrednio po niej. Niestety, jak wiemy – były to rachuby całkowicie nieudane, bo Polacy po raz kolejny, jak w 1792 czy 1812 (a także wiele jeszcze razy w przyszłości…) – egzaminu tego nie zdali, nie umiejąc samemu rozwiązać naszych własnych problemów, a jedynie bezwolnie przyłączając się do ich kolejnych sprawców.

Czemu jednak nie reagowała również policja carska, która acz formalnie w Królestwie bezpośrednio nieobecna – też przecież musiała mieć naszych spiskowców nieźle namierzonych, co najmniej od czasów dekabrystów i łukasińszczyzny? Rosjanie i to siłownicy przecież żadnych złudzeń wobec Polaków mieć nie mogli. No i zapewne nie mieli – i tu też tkwił problem. Po tym, jak po roku rozgoworów ewidentnych zdrajców i buntowników, członków tzw. Towarzystwa Patriotycznego, potraktowano przed Sądem Sejmowym Królestwa jak złodziei chrustu, a nie jak zbrodniarzy stanu, którymi wszak byli – stało się ewidentne, że sytuacja powtórzyłaby się z zatrzymaniem Wysockiego, Zaliwskiego i innych puczystów, o tym uroczym staruszku Lelewelu nie wspominając. Panowie senatorowie puściliby ich bez wątpienia wolno, nawet gdyby buntowników zatrzymano choćby i z pochodnią w ręku przy browarze na Solcu – ale bodaj minutę przed jego podpaleniem. Dlatego musiał zapłonąć, a wraz z nim cały kraj, by nikt już nie mógł odmówić rewolucji jej prawdziwego, obrzydliwego imienia.

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale