Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
28 obserwujących
337 notek
170k odsłon
  358   3

COVID – ostatnia granica

Jak bardzo szalona i uciążliwa jest polityka COVIDowa przekonujemy się często dopiero, kiedy przyzwyczaiwszy się już do niektórych jej aspektów – zmuszeni jesteśmy wystawić się na kolejne, dotąd milcząco akceptowane, bo przydarzające się innym. Tak jest m.in. z podróżami w świecie lockdownów.

image

Nowa normalność

Bardzo popularny szkocki bloger i publicysta, Craig Murray, niegdyś dyplomata i znany obrońca praw człowieka (ale tych prawdziwych) – kilka dni temu popełnił pod rząd dwa felietony, dobrze oddające proces dochodzenia przez tzw. normalnych ludzi do świadomości COVIDabsurdów. Oto w pierwszym z nich autor (co ważne – bynajmniej nie zafiksowany antyCOVIDowo, sceptyczny wprawdzie wobec lockdownów, ale nie prowadzący  przeciw nim jakiejś zmasowanej kampanii) – opowiedział się zdecydowanie przeciw próbom segregowaniu ludzi pod kątem szczepień, testów i pochodnych eksperymentów. „Dyskryminacja ludzi ze względu na ich stan zdrowia jest niedopuszczalna, a stale zwiększający się zakres nadzoru ze strony państwa okaże się fatalny w skutkach. Pomysł traktowania ludzi bez przeciwciał COVID-19 jak obywateli drugiej kategorii powinien być wyklęty przez każdego, kto troszczy się o wolność człowieka” – napisał tak rzadką dziś oczywistość były ambasador, niegdyś pogromca nielegalnych amerykańskich więzień i krwawych pro-zachodnich dyktatur azjatyckich. Jednocześnie jednak b. dyplomata zastrzegł, że nie oponuje bynajmniej przeciw medycznym wymogom przy przekraczaniu granic, bo przyzwyczaił się do nich podróżując często do krajów egzotycznych, wymagających odpowiedniego pakietu szczepień. Biedny Craig nie wiedział o czym mówi…

Kilka dni później już wiedział – i napisał kolejny, kipiący z oburzenia, ale i zaskoczenia tekst, opisujący coś znanego każdemu Kowalskiemu, który próbuje z UK wydostać się na pogrzeb ojca w Polsce. C. Murray jadąc do Hiszpanii na proces w sprawie bezprawnych działań amerykańskich przeciw przebywającemu w ambasadzie ekwadorskiej w Londynie Julianowi Assange – zderzył się z systemem, przy którym doświadczenia Assange’a wydają się tylko przedszkolną próbą. I nie ma to nic, ale to absolutnie nic wspólnego ze znanym systemem np. szczepień przeciw malarii przed wyjazdem w lasy tropikalne. „Jak dotąd zeszło mi sześć godzin z hakiem i wciąż nie udało mi się rozwiązać tego problemu. Będę podróżować przez Schiphol, musze więc załączyć całą masę formularzy i zaświadczeń dla władz brytyjskich, holenderskich i hiszpańskich, dla lotnisk i linii lotniczych. Potrzebuję również negatywnego testu PCR COVID-19 przed lotami w obu kierunkach, z wynikiem ustalonym na mniej niż 72 godziny przed wylotem i… przylotem.

Ponieważ na otrzymanie wyników testu czeka się do 48 godzin, a z reguły większość miejsc w kolejce jest już zarezerwowana – praktycznie uniemożliwia to jakiekolwiek planowanie czasowe, zwłaszcza że zamierzam przebywać w Hiszpanii krócej niż 72 godziny. Efekt? Musisz się zmieść w bardziej niż wąskim okienku Jedną z rzeczy, które starałem się ustalić, jest to, czy test na lot powrotny muszę robić w Hiszpanii, czy też może ten wykonany w Wielkiej Brytanii tuż przed moim wyjazdem, nadal będzie ważny, skoro nie upłyną jeszcze 72 godziny do mojego powrotu. Kilka telefonów do rządowych linii zaufania później zorientowałem się, że NIKT nie zna odpowiedzi na takie pytania”.

Dalej pan ambasador dał wyraz szokowi spowodowanemu szczególnym wkładem Szkocji w politykę lockdownową, czyli kwarantannie hotelowej. Po krótce polega ona na tym, że jeśli wyląduje się na dowolnym szkockim lotnisku, to nawet mieszkając w Szkocji nie można odbyć obowiązkowej kwarantanny we własnym domu, ale zostaje się uwięzionym w jednym z hoteli, oczywiście za własne pieniądze, płacąc £1750 za dziesięciodniowy przymusowy pobyt, bez odwiedzin, pod strażą, oczywiście bez prawa wyjścia i z narzuconym więziennym menu. Jeśli jednak wyląduje się w Anglii i i następnie złapie samolot czy pociąg przesiadkowy do Szkocji – wówczas już można samoizolować się we własnym ogródku. Zostawmy jednak zdziwienia dyplomaty, skoro te same fakty można poznać wchodząc na dowolną polską grupę na brytyjskim FB. I choć powszechna jest zgoda, że na granicach panuje większy jeszcze chaos niż np. w sklepach – to jednak, o dziwo, ta część szaleństwa znajduje nader często swych obrońców.

Lęk pierwotny

Ulubiona przeze mnie grupa ostrożnych (wiecie, ci „oj już nie przesadzajcie!”, ci od paska i szelek jednocześnie) nawet zgadzając się, że może faktycznie, w którymś momencie niektóre z wybranych ograniczeń można by, ewentualnie nieco złagodzić – tym głośniej przyklaskuje nakazom i regulacjom praktycznie uniemożliwiającym podróże zagraniczne bez poddawania się rygorom COVIDowym. W ogóle od początku tego szaleństwa zamknięcia granic, zakazy lotów, kwarantanny i „paszporty” budzą stosunkowo najmniej wątpliwości i sprzeciwów. Narzekania - owszem, gdy ktoś zmuszony jest sam przejść przez kołowrotek badań, testów itd. Ale nie zdziwienia czy sprzeciwu. A przecież ograniczenia graniczne nie mają wcale więcej sensu od pozostałych. Czyli - nie mają go wcale.

Lubię to! Skomentuj6 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale