Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
28 obserwujących
354 notki
173k odsłony
  429   0

Ostatnia wojna Ukrainy?

Czy jednak naprawdę kijowski kabareciarz może sobie na to pozwolić? Wyraźnie widać próbę wyproszenia czegoś od Waszyngtonu raz odwołaniem się do tamtejszych jastrzębi wojny (aktywnych na zapleczu Białego Domu), a dwa – niezawoalowaną sugestią, że pewnie coś tam jeszcze ukraińscy oligarchowie mają na czarną godzinę nagranego albo na samego amerykańskiego prezydenta, albo jego synka czy wspólników. Tylko, że w ten sposób sterujący Zełeńskim co najwyżej przyspieszą jego dymisję. Rozgrywka z oligarchią amerykańską i globalną to coś innego niż podkładanie świń ukraińskim gubernatorom. Jeśli więc ktoś tym razem pójdzie в жопу – to będzie to sam Zełenski i jego sponsorzy.

Ukraina.ru: Czy Zełenski naprawdę liczy na przystąpienie Ukrainy do NATO – w końcu wielokrotnie mówiono, że istnieje szereg warunków regulacyjnych, których Ukraina nie spełnia? Jakie opcje są możliwe w tej sytuacji? Czy w ostateczności NATO może zgodzić się na formalną zmianę swoich reguł? A może de facto stworzy specjalne warunki dla Ukrainy?

KR: Ukraina ani razu nie spełniła żadnego z kryteriów dotychczasowych inicjatyw integracyjnych z Paktem, jak osławione Partnerstwo dla Pokoju (to samo zresztą dotyczy unijnego Partnerstwa Wschodniego). Nie spełniła, nie mogła spełnić i nigdy nie spełni – i może to zresztą i dobrze dla samych Ukraińców, którzy i tak są już łupieni przez Zachód, nawet w ramach już istniejących zobowiązań i stowarzyszeń. A w dodatku obciąża ich polityka zbrojeń – jedyny obecnie sens istnienia NATO. Paktu, który (jeśli nie bombarduje akurat jakichś małych państw i bezbronnych narodów) zajmuje się domokrążnym wmuszaniem swym członkom horrendalnych ilości bardzo drogiego, amerykańskiego sprzętu wojskowego.

Dobrze by też było, gdyby Ukraińcy wyciągnęli wnioski i nie dali się nabrać na te same kłamstwa, które niegdyś serwowano Polakom czy Bałtom. NATO jest wszak „paktem obronnym”, który nigdy nikogo przed niczym i nikim nie obronił, a prowadzi wyłącznie politykę agresywną. Pozwolenie na wciągnięcie do takiego układu nie będzie więc stanowiło gestu obrony – ale krok napastniczy i tylko tak może zostać odebrane przez sąsiadów. No i poza wszystkim – czy naprawdę młodzi Ukraińcy nie mają ważniejszych spraw we własnym kraju niż rola najemników na cudzych wojnach? Naprawdę chcą wracać w workach z Syrii, Afganistanu czy dokąd ich tam Wielki Brat nie wyśle w swych niekończącej się „walce o pokój” czyli krew i ropę? Zresztą – czy jeśli zginą w Donbasie, to też w czymkolwiek poprawią los swoich skazanych na ukraińską nędzę rodzin?

Ukraina. Ru: Wydaje się, że w ostatnich dniach władze ukraińskie, a także lokalni radykałowie i „wściekli” złagodzili swój retoryczny zapał wobec Rosji, m.in., odmawiając militarnego „rozwiązania problemu Donbasu”. Jaki może być tego powód?

KR: Powód może być tylko jeden: rozkazy z zewnątrz. Retoryka Kijowa zmienia się w zależności od wyczucia wiatrów wiejących z Zachodu. Tam też rywalizują ze sobą różne frakcje, ścierają się interesy. Sytuacja na Ukrainie, w Polsce, w krajach bałtyckich, agresja polityczna wobec Białorusi, propaganda wojenna wobec Donbasu – wszystko zależy od różnych guzików naciskanych w Waszyngtonie i wielkich globalnych korporacjach. Przyjdzie rozkaz „ginąć” – i tzw. ukraińscy patrioci bez wahania poświęcą zwykłych ludzi dla kolejnej rozgrywki, która przecież nie może przynieść niczego dobrego.

I przede wszystkim – nie ma żadnego „problemu Donbasu”. Republiki Ludowe istnieją i mają się dobrze, choć oczywiście nie wszystko i tam układa się tylko pomyślnie, a warunki życia są trudne. Takie są realia państw de facto, wykutych w ogniu walki. Realny problem jednak – to problem samej Ukrainy. Problem dla jej sąsiadów, dla Europy, dla świata, dla samych Ukraińców. I właśnie ten kłopot niektórzy chcą rozwiązać zaczynając w ciemno wojnę, w myśl zasady: gdy już zupełnie nie wiesz co robić – zacznij strzelać. Tylko, że w ten sposób liczba problemów tylko wzrośnie…

Ukraina.ru: W rozmowie z magazynem „Time” Zełeński powiedział, że przemieszczenie wojsk rosyjskich przy granice Ukrainy, co Kijów, Stany Zjednoczone i Europa określają jako „agresywne działania”, będzie „testem relacji między Zachodem a Ukrainą”. Jakiego wyboru dokona Zachód w tej sytuacji?

KR: No, w końcu po to wojska ukraińskie kontynuują ostrzał Donbasu i demonstracyjnie paradują wzdłuż granicy z Rosją – żeby wywołać zrozumiałą i adekwatną reakcję rosyjską. Na poważnie nikt na takie sztuczki się nie nabiera, nawet chyba tzw. zachodnia opinia publiczna ma świadomość kolejnej ukraińskiej prowokacji. Oczywiście też jednak to nie wyborcy decydują – tylko interesy. A te na razie na Zachodzie wydają się związane raczej z konsumowaniem skutków COVID-19 i globalnej transformacji społecznej związanej z pandemią. Czy bowiem wojska NATO miałyby atakować Donbas w maseczkach, wymachując świadectwami szczepień? Trudno założyć, by w trakcje jednego światowego projektu – brano się nagle za drugi, czyli wojnę europejską, a może i transkontynentalną.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale