Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
28 obserwujących
384 notki
184k odsłony
  199   0

Iran: zwycięstwo nieprzekupnego konserwatysty?

image

Osiem lat temu Irańczycy byli zmęczeni. Zmęczeni sankcjami, blokadą międzynarodową i niskimi zarobkami. Nierozwiązany problem programu atomowego groził eskalacją konfliktu z Zachodem, a pierścień wrogich sąsiadów zaciskał się, nie bacząc na obronne zapowiedzi Teheranu. Osiem lat temu Irańczycy poprosili o oddech w ramach rewolucji islamskiej i zgodzili się na liberalny eksperyment Hassana Rouhaniego. Dziś bardziej niż kiedykolwiek widać, że było to jedno wielkie nieporozumienie. 

Liberalizm = korupcja

Kończący swoją drugą kadencję prezydent Iranu nie dotrzymał żadnej ze swoich obietnic. Nie zakończył sporu o program nuklearny, a co gorsza, mimo ustępstw poczynionych jeszcze w ramach Joint Comprehensive Plan of Action z 2015 r. – nie uzyskał trwałego choćby złagodzenia sankcji. Nie doszło do zapowiadanego ożywienia gospodarki, natomiast wzrósł poziom jej skorumpowania. Okazało się, że zwolennicy zachodnich rozwiązań, otwartości i liberalizacji – wykazują się pazernością na pewno nie mniejszą od atakowanych przez nich wcześniej mułłów, tyle tylko, że z zagarniętymi publicznymi pieniędzmi dzielą się znacznie mniej chętnie… Przed wyborami prezydenckimi 18. czerwca perspektywy obozu nadal z przyzwyczajenia nazywanego „reformatorskim” od dłuższego czasu wydawały się marne i to pomimo powrotu do Białego Domu ekipy demokratycznej. Jak wiemy bowiem choćby z jej postawy wobec eskalacji w Palestynie – mimo pewnej zmiany akcentów administracja Joe Bidena nie ośmiela się naruszać podstaw polityki amerykańskiej, którą Donald Trump dodatkowo podkręcił do poziomu hipersyjonizmu i antyirańskości. Z drugiej jednak strony irańscy liberałowie nie rezygnowali, grając wszak o życie, majątki i perspektywy wkomponowania państwa w struktury globalne. Na szczęście jednak w Islamskiej Republice w takich przypadkach działa platoński mechanizm mądrościowo-religijny.

Umiarkowany konserwatyzm” tajną bronią Zachodu

Jak zgodnie uznawali analitycy, nadzieją stronnictwa pro-zachodniego nie był bynajmniej w nadchodzących wyborach formalny lider reformatorów, mdły i bezbarwny wiceprezydent Eshaq Jahangiri, dostatecznie skompromitowany współfirmowanie przekrętów rouhanistów. Zdając sobie sprawy ze spalenia haseł jawnie liberalnych – irańscy zapadnicy mieli mniej lub bardziej dyskretnie obstawiać raczej Aliego Larijaniego, byłego przewodniczącego Islamskiego Zgromadzenia Konsultatywnego (czyli parlamentu), prezentowanego jako umiarkowany konserwatysta. Z jednej strony jego przeszłość w szeregach Strażników Rewolucji i Narodowej Rady Bezpieczeństwa, w której z nadania ówczesnego prezydenta Mahmuda Ahmadineżada zastąpił… odchodzącą dziś głowę państwa, Hassana Rouhaniego miałaby więc uspokoić wyborców bardziej zachowawczych, zniechęconych do reformatorów. Z drugiej menedżerski styl i eksponowane dobre kontakty zagraniczne miałyby być dla liberałów gwarancją kontynuacji polityki otwarcia. A nade wszystko zaś, pochodząc z klanu, który sam M. Ahmadinejad uznał za jeden z symboli irańskiej korupcji – A. Larijani połączyłby zainteresowanych robieniem interesów z obu stron perskiej politycznej szachownicy.

Smutny koniec legendy

I wreszcie, by dodatkowo osłabić szanse konserwatystów – tajną bronią liberałów miał być… Mahmoud Ahmadineżad. Były prezydent jest wprawdzie bardziej popularny w zachodnich kręgach antysystemowych niż we własnym kraju, jednak jego silnie pro-socjalna platforma społeczno-polityczna wciąż nie pozwala uznać go za całkowicie przegranego. Drażliwy, egocentryczny, ambicjonalny M. Ahmadineżad wciąż wydaje się odczuwać uraz do dawnych kolegów z szerokiego frontu fundamentalistycznego, że nie uznali jego jednoosobowego przywództwa i nie uczestniczyli w kolejnych, coraz mniej udanych projektach politycznych. Choć więc od początku było wiadomo, że zapalczywy w swych deklaracjach ex-prezydent odszedł od linii Rewolucji na tyle daleko, że jego kandydatura nie zostanie zaakceptowana przez Radę Strażników (co jest wymogiem niezbędnym rejestracji) – to jednak liberałowie mogli obstawiać tak sam efekt podziału wyborców antyzachodnich, a poza tym oczywistym też było, że ponownie demonstracyjnie obrażony M. Ahmadineżad nie wezwie swych zwolenników do poparcia żadnego z konserwatywnych kandydatów, po cichu obstawiając ich ponowną porażkę. Niestety, ale charyzmatyczny lider, nadzieja wszystkich antyimperialistów – dziś bawi się w ambicjonalną grę „im gorzej – tym lepiej, gdy nie będą mieli wyjścia – to wrócą po mnie”. A to już działanie nie tylko na szkodę Rewolucji, ale i najżywotniejszych interesów Republiki Islamskiej.

Państwo platońskie

Jeszcze kilka dni temu mogło się wydawać, że plan liberałów powiedzie się w całości. A. Larijani faktycznie zyskiwał w sondażach, spośród aż 16 chętnych do prezydentury większość stanowili poróżnieni kandydaci różnych skrzydeł konserwatystów, zaś M. Ahmadineżad oczywiście nie został zarejestrowany przez Radę Strażników i oczywiście zachował się tak dziecinnie, jak zakładano, wzywając do bojkotu wyborów. A jednak – reformatorzy zapomnieli chyba, że Iran jest nade wszystko państwem Idei. A na Jej straży stoi ktoś ponad partyjnymi gierkami. Jest zupełnie oczywiste, że to interwencja samego Najwyższego Przywódcy, wielkiego Ajatollaha Alego Chamenei przewróciła całą liberalną intrygę dosłownie w jednym momencie.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka