Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
28 obserwujących
376 notek
182k odsłony
  126   0

Kukiz-PiS – bo tutaj jest jak jest…

image

Elementem maskującym porozumienie Kukiz-PiS – ma być powołanie zespołu omawiającego wprowadzenie mieszanej ordynacji wyborczej, w celu „urealnienia biernego prawa wyborczego każdego pojedynczego obywatela”, jak to się ładnie nazywa w kręgach zwolenników JOW. Czyli, mówiąc po ludzku, żeby każdy obywatel mógł sobie wystartować do Sejmu inaczej niż jako kandydat z listy partii politycznej, najlepiej ogólnopolskiej.


Kto floty nie posiada ten jest kurwa cienki!

Dowcip polega jednak na tym, że dla uzyskania tego efektu - JOW-y czy mix ordynacyjny wcale nie są konieczne. W dodatku ich wprowadzenie skutecznie UTRUDNI zwykłym, acz zainteresowanym ludziom dostanie się do Sejmu.

Tymczasem wystarczyłoby:

1. Znieść wymóg minimalnej ilości kandydatów na listach w obecnych okręgach tak, by pojedynczy kandydat też mógł w nich występować jako odrębna „lista”.

2. Znieść ogólnopolski próg wyborczy, a wówczas decydować będzie liczba głosów zdobytych w danym okręgu - także przez w/w jednosoobową listę.

I już. Nie trzeba dłubać w konstytucji, wprowadzać ordynacji większościowej czy mieszanej. Chętni będą sobie mogli startować, a co więcej - ich szanse zdobycia mandatu będą WIĘKSZE niż w JOW-ach, w których i tak musieliby uzyskać więcej głosów niż kandydaci głównych partii. A tak, w okręgach wielomandatowych działać będzie jedynie próg efektywny, wynikający ze stosunku zdobytych głosów do łącznej ilości mandatów do obsadzenia. Prościej?

No właśnie, prościej. Obywatel w JOW-ie nie pokona kandydata partii, chyba, że jest milionerem i/lub celebrytą. A w okręgu wielomandatowym bez progu i bez wymogu listy wieloosobowej - do zdobycia mandatu wystarczy kilkakrotnie mniej głosów niż przy wyborach większościowych. Nie trzeba będzie bowiem koniecznie mieć więcej głosów niż kandydaci partii, wystarczy być powiedzmy piątym czy siódmym itp., w zależności od wielkości okręgu. A zatem urealnienie biernego prawa wyborczego byłoby posunięte znacznie dalej niż w propozycjach KUKIZ'15 dla PiS-u.

No, chyba że wcale nie chodzi o osłabienie monopolu partii na dojenie III RP... Tym bardziej, że przecież mechanizmem obronnym tego zawłaszczenia jest nie (sama) ordynacja, ale przede wszystkim system finansowania partii z budżetu państwa. A ten pozostanie nienaruszony, jest bowiem dzieckiem PiS-u i jedną z przyczyn rozstania Kukiza z PSL. Układ KUKIZ-PIS to zatem ten fantastyczny rodzaj porozumienia, w którym strona teoretycznie pozyskiwana, czyli Kukiz triumfalnie wyrywa od oferującej, tj. PiS tylko to, co jest dla Kaczyńskiego i s-ki korzystne. To zresztą cecha rozpoznawcza tego drugiego ugrupowania: PiS często mówi, że daje, by w rzeczywistości zabierać i prezenty robić tylko sobie. Ot, taki szeryf z Nottingham w przebraniu Robina.

Będzie nowa flota, a lojalność jebał pies”

Rzecz jasna nie ma chyba większego sensu odnosić się tu do reszty znanych argumentów za JOW-ami, a jedynie do tezy, że tylko JOW-y, względnie ordynacja mieszana pozwolą niezrzeszonemu obywatelowi na start w wyborach. Bo to po prostu nieprawda. Co zaś się tyczy zbawiennego wpływu samej ordynacji większościowej – wystarczająco wiele razy było już tłumaczone, że wizja ta opiera się na naiwnym założeniu, że niczym rycerze pod Giewontem drzemią gdzieś zastępy uczciwych, bezinteresownych, cieszących się szerokim poparciem, którzy byliby znakomitymi posłami i już, już czekają, by nimi zostać, a tylko złe prawo wyborcze im to uniemożliwia. Niestety, ale nic nie wskazuje na istnienie tych ukrytych rezerw społecznych, a zwolennicy JOW-ów myślą przeważnie o sobie jako o tych skrzywdzonych przez Kodeks Wyborczy. W dodatku zaś utopią jest wizja, że sama ordynacja większościowa, a już zwłaszcza mieszana sama w sobie wpłynie na zmniejszenie dominacji partii w życiu politycznym III RP, bo oto zmienią się zasady kampanii wyborczej, będzie się więcej chodzić po domach, rozmawiać, słuchać i przekonywać itd. Przykre, ale to tylko nieuzasadniona ekstrapolacja zwyczajowego przebiegu kampanii w JOW, przede wszystkim w UK. Kandydaci będą chodzić po domach - i szlus, tyle! Nie przyjedzie prezes K., (a także prezes T., prezes B. i paru innych prezesów), nie obieca, że jak Pipsztycki z partii Y. wygra, to się chodnik załata i wszystkim da po pincet więcej, kandydat Pipsztycki z partii Y. nie będzie na wszystkich kanałach rządzonej przez partię Y. telewizji. Nic z tego, wystarczy chodzić i przedstawiać pomysły.

Tak właśnie będzie. Z całą pewnością.

Podobnie zresztą grzeszą naiwnością zaklęcia przeciw zniesieniu budżetowania partii, że „jak nie wezmo z budżetu – to partyjne ukradno i jeszcze poleco do oligarchów!”. Bo teraz też kradną i też latają do oligarchów, co było przecież jasno powiedziane przy okazji tzw. taśm Sowy, gdyby już koniecznie ktoś potrzebował twardych dowodów. No, to skoro tak wielu i tak jest na sprzedaż – to po im jeszcze dodatkowo dopłacać z podatków nas wszystkich?

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale