Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
28 obserwujących
377 notek
182k odsłony
  194   1

Donald trzeciej świeżości

Przez ostatnie lata tzw. opinia publiczna w Polsce karmiona była opowieściami o niebywałym sukcesie międzynarodowym Donalda Tuska. Żadna panna po balu debiutantek nie mogła nigdy pochwalić się takimi recenzjami, jakie mocno już przecież przechodzony urodnik Donek otrzymywał po każdym swym pojawieniu się na europejskich salonach. A to go pijany Jean-Claud Juncker obklepał, a to Angela Merkel przytuliła, a to Donald Trump słabo skojarzył, a to wreszcie sam Donek swą imponującą tylko polskim gastarbajterom kulawą angielszczyzną zrugał twitterowo samego Borisa Johnsona – wszystko było odnotowywane przez gazety i stacje telewizyjne III RP i to bynajmniej nie tylko te programowo życzliwe. Wszak każde potępienie w mediach publicznych też jedynie dodawało chwały Donaldowi Wielkiemu, Jedynemu Zbawcy od PiS! I teraz ten Wielki, Międzynarodowo Obklepany Człowiek powrócił – hosanna nad Europą i jej polskimi wyznawcami. Tyle tylko, że to przecież wszystko fikcja. Tusk był na Zachodzie tak dobrze, jak szatniarzem (tylko, że jak na imigranta zarobkowego znośnie płatnym), a wraca do III RP wyraźnie nie z własnej woli, tylko bo mu kazali. I wcale nie wiadomo czy tak z góry skazany na sukces, jak chcieliby to widzieć jego wyznawcy.

image

Raczej Bokassa niż Napoleon

Jedno jest pewne – wraca, bo widać musiał. W tym punkcie jego stary kolega i dawny wspólnik, Jarosław Kaczyński ma absolutną rację. Kto zna Tuska, jego niechęć do pracy, przywiązanie do wygody i wreszcie osiągniętego stanu nieróbstwa za grubą kasę (7 milionów legalnie odłożone na europejskiej synekurze, 30 tys. miesięcznie wypłacane na obecnej posadzie, tyle samo na czekającej już za rok emeryturze) ten wie, że przecież sam sobie żadnego białego konia na przyjazd do Warszawy nie siodłał. Tyle, że właśnie – najdalej za rok i tak Donald Tusk pożegnałby się z gabinetem formalnej buzi Europejskiej Partii Ludowej, a kolejni oferenci łatwego życia jakoś nie ustawili się dotąd w kolejce. Nawet tak znaczne zasługi, jakie ma Tusk dla utrwalenia niemiecko-amerykańskiej dominacji nad Polską nie mogą wszak być opłacane wiecznie, a nawet najbardziej zasłużeni tubylczy kaprale armii kolonialnych w końcu bywali wystawiani za drzwi koszar. I by nie zostać zjedzonymi przez współplemieńców, których pomagali czołgać i okradać – często musieli zostawać ich cesarzami. Tak, robiący marsowe miny Tusk to więc nie tyle Napoleon – co raczej… Bokassa III RP.

Kuchenne rewolucje trzeciej świeżości

Do czego zresztą ex-premier powraca? Historia PO po odejściu Tuska jest stosunkowo prosta. Uciekając na europejskie lenistwo Donek chciał zostawić rząd Elżbiecie Bieńkowskiej, a partię HGW, czyli książkowo – tym najgłupszym. Pechowo zwłaszcza w przypadku pierwszej - przymiotu tego nie dało się dłużej ukrywać przed społeczeństwem. Wybrano więc przypadkową mietłę na premierzycę, ale zjazd już trwał i w tej sytuacji spanikowany lud POwski wezwał na ratunek gangstera Grześka, jako przynajmniej nie babę i nie Tuska. Tymczasem zaś Platforma znalazła się w sejmowej opozycji, czego nigdy nie umiała i nie lubiła robić, bo to szkodzi interesom. No, ale cyrk ma swoje prawa. Siłą rzecz trzeba było wybrać własnych Tarczyńskich, żeby tam coś wychodzili i piskliwie odkrzykiwali PiSowi, ku uciesze KODowego moheru. Tak z g… zlepiono Budkę. A gdy już wszyscy w PO przypomnieli sobie za co właściwie nigdy nie lubili Grzesia - potrzebna była mordka na przeczekanie aż komuś z prawdziwych decydentów będzie w Polsce znów potrzebny światły obóz europejski. I wygląda na to, że jest albo wkrótce będzie...

Jeśli bowiem tak zwana Koalicja Obywatelska naprawdę stała przed dylematem czy jej popisowym daniem ma być odgrzewany kotlet z Tuska czy nigdy niedogotowana sojowa potrawka z Trzaskowskiego – to znaczy, że tę polityczną garkuchnię można z powodzeniem zamknąć. Uporczywe wywoływanie Tuska świadczy bowiem dobitnie, że PO jest potrzebna już tylko własnemu aparatowi, podczas gdy upieranie się, że prezydent Warszawy jest wcieleniem Wałęsy na miarę XXI wieku dowodzi, że Platforma nie jest już potrzebna nikomu i całą wiedzę o polskiej rzeczywistości czerpie widać ze zlokalizowanych w stolicy komedii romantycznych. Jak brzmi bowiem to nowe otwarcie Tuska, dla kogo i po co on właściwie wrócił? „Żeby ratować Platformę!” – mówi się i pisze otwartym tekstem. A jaką to niby wartością dla Polaków i Polski jest ta schyłkowa partyjka???

Zwrócić Tuskiem

Specyfiką gabinetowo-trybunowej polityki PRL było jej wyraźne podzielenie na dekady. Jedna ekipa rządziła mniej więcej 10 lat, po czym szlus! Po kolejnym Polskim Miesiącu leciała, dobrze jak w ambasadory i więcej tych samych gąb (z nielicznymi wyjątkami) nie trzeba było oglądać. Tymczasem w Trzeciej RP od trzech dekad widzimy w pierwszej linii ten sam trzeci garnitur polityczków czynnych jeszcze w latach 80-tych! Imponująca to ciągłość w kraju, w którym non stop powtarza się jak wielkie zmiany są potrzebne i wprowadzane. Ale mimo tego, mimo tego zamęczania Polaków tymi samymi puchnącymi mordami doczepionymi do sprzedajnych łbów – jakieś spektakularne powroty tych zepchniętych wcześniej z karuzeli nigdy się nie udawały. Wałęsa próbował i stworzył jedynie własną parodię. Kwaśniewski mając pozornie tyle atutów więcej – ostatecznie ujawnił światu swą małość, nicość i żałosność (o pijaństwie nie wspominając), Olechowski – nikt nawet nie zauważył, że próbował, tak bardzo zmalał bez pompki, którą go wcześniej dmuchano. Czemu z Tuskiem miałoby być inaczej? Jasne, ma partię, partia dzięki dawnemu dogadaniu z PiS-em ma miliony subwencji, aparat, resztki szyldu. Ale dotąd to nie wystarczyło i raczej nie wystarczy, żeby płynnie zastąpić PiS w roli zarządu powierniczego III RP. A jednak Donald wraca mając, a przynajmniej sugerując, że ma coś ważniejszego niż jakieś krajowe układziki. Oto Tusk nieść ma jarłyk Europy, a w domyśle pewnie i nowej administracji waszyngtońskiej, by z ich błogosławieństwem dopasować polską kolonię do wzorca obecnie lansowanego przez Zachód. Cóż, może ma, może nie ma, może dopiero sam musi na niego zapracować i dlatego został zesłany do Warszawy, by pokazać, czy jeszcze warto mu płacić?

Gorsi od Czwartej Fali…

A poza tym ciekawe jest tylko jedno – że przysyłają Tuska, choć przecież do roku wyborczego zostało oficjalnie jeszcze dwa lata, a więc kto stoi na czele dowolnej partii powinno mieć jeszcze mniejsze znaczenie niż dotąd. Tusk nie jest przecież zdolny do żadnych długich marszów, żadnej żmudnej odbudowy ni pracy u podstaw. To spec od okazji, które tworzą mu inni. Czyżby więc naprawdę przychodził znowu w nadziei na gotowe, na zarządzone wyżej i przesłane po atlantyckich łączach do wykonania zlecenie odsunięcia innego emeryta, Kaczyńskiego, jako służącego chętniej tym, którzy już w Waszyngtonie nie rządzą? Ostatecznie kto będzie w polskiej kolonii zarządzał podczas jesiennej czwartej fali COVIDa i po niej – zapewne zostało już rozstrzygnięte. A powrót Wielkiego Europejskiego Sztaniarza – może być tylko ucieszną dekoracją tego przeprowadzanego nad nami i na nas procesu.

Zresztą, to Jarosław Kaczyński i Donald Tusk wspólnie zakładali kiedyś Porozumienie Centrum (z Kongresem Liberalno-Demokratycznym ukrywanym w trzewiach ryby z pierwszego partyjnego emblematu) – partię współkreatorkę III RP. Jest zatem rzeczą naturalną, że wspólnie będą ten etap jej dziejów kończyli. Widać na nikogo lepszego jako naród nie zasłużyliśmy ani nie zapracowaliśmy…

Konrad Rękas

Sputnik Polska


Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale