Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
28 obserwujących
384 notki
184k odsłony
  4254   2

Jeder Tritt ein Britt! - czyli jeszcze o systemie brytyjskim

Nie jestem bynajmniej anglofobem. Ba, nie jestem nawet brytofobem pamiętając wszak, że samo pojęcie politycznej Wielkiej Brytanii wymyślono dla wzmocnienia władzy skądinąd sympatycznych mi władców ze szkockiej dynastii Stuartów. W dodatku, odkąd pierwszy raz trzydzieści kilka lat temu noga moja pierwszy raz stanęła na Wyspach, przez mój tamtejszy epizod szkolny po częste powroty – przyznaję się do lubienia niemal wszystkiego, co z Anglii, Walii, a zwłaszcza oczywiście Szkocji pochodzi, wliczając w to język(i), kuchnię, alkohole, tradycyjny styl ubioru, zabudowy i wyposażenia wnętrz, aż po humor i rzecz jasna szkołę politycznego myślenia oraz system prawny, w mojej skromnej opinii praktyka w wielu aspektach dalece efektywniejszy od kontynentalnego. Słowem, zupełnie mimowolnie naśladuję tak wielu miłośników tych wszystkich dóbr i wartości przede mną, by przywołać choćby samego… Romana Dmowskiego.

image

System pani Bucket

I z tych samych jednak co on powodów nie mogę czasem nadziwić tej dziwnej mieszaninie fascynacji i irracjonalnej sympatii Polaków do Anglii, a już zwłaszcza angielskich klas panujących. Tych samych, które (jak trafnie pisał Cat) z całej Europy odrobinę uważania miewały niekiedy dla (niektórych) Niemców, rzeczową interesowność podszytą poczuciem wyższości zachowując dla Amerykanów, a całą resztą świata zgodnie pogardzając aż po wykraczające poza lekceważenie niedostrzeganie cudzej nicości. Tak jak bowiem nie sposób nie doceniać angielskich, a następnie brytyjskich dokonań – tak również nijak wszak nie mogą one budzić sympatii, ani też nie są i nie były nigdy obliczone na jej zdobywanie. - Każdy niech robi co do niego należy – ten jakże porywający rozkaz księcia Wellingtona spod Waterloo najlepiej wszak opisuje i uznawaną wyjątkowość systemu brytyjskiego, i najwłaściwszy do niego stosunek z zewnątrz.

Co zaś się tyczy samych kwestii społeczno-organizacyjnych nawet bardziej niż ustrojowych, to przez wieki polityczny system Brytanii wyglądał tak: Monarchia i arystokracja skupiały na sobie zainteresowanie i kompleksy klasy średniej, wszystkich Bucketów tego świata. Jednocześnie zaś Kościół Anglikański pilnował posłuszeństwa biedoty i klasy robotniczej. A prawdziwe rządy i interesy odbywały się poza czy zza pleców tej quasi-monarchicznej i pseudo-religijnej szopki. I dzięki temu właściwie po Oliwierze Cromwellu klasa rządząca Anglii nie musiała się już ujawniać, rządząc zza słabych, figuranckich królów i wypychanych do pierwszego szeregu premierów. Śmierć Filipa Battenberga tylko przypomniała o tej utylitarnej roli brytyjskiego domu... panującego. Przy czym sam książę Filip, o czym zawsze warto przypominać - płaszczykiem niezgrabnej arogancji pokrywał swoją wiodącą, a w każdym razie reprezentatywną rolę w inicjatywach, które dopiero po upływie pół wieku ujawniają w pełni swój cywilizacyjny wymiar. Mówiąc prościej - skupiając się na chamstwie arystokraty (cóż za pozorna antynomia, godna Żorża Ponimirskiego…!) nie widzieliśmy, iż był rzecznikiem wczesnego klimatyzmu, depopulacji i nowej oligarchicznej stratyfikacji na skalę globalną.

System pani „Windsor

Przy okazji zaś warto może o wspomnieć o ciekawostce ze styku interesujących nas kwestii brytyjskiego ustroju, pozycji battenbergsko-saskogotajskiego i klimatyzmu właśnie. Oto bowiem przywoływany niedawno w „Myśli Konserwatywnej” przez kol. dra Adama Danka niewidzialny ustrój UK w istocie nadal utrzymuje hamulce legislacyjne, naciskane za pośrednictwem lokatorów Pałacu Buckingham. Oto bowiem kilka miesięcy po tym, jak „The Guardian” zajął się sprawą konsultowania przez rząd brytyjski treści ustaw z dworem jeszcze przed ich formalnym zgłoszeniem Parlamentowi - podobną praktyką ujawniono (?) w Szkocji. W poprzedniej jeszcze kadencji tamtejszego parlamentu rządząca autonomią Szkocka Partia Narodowa negocjując poparcie miejscowych Zielonych (skądinąd pro-niepodległościowych i silnie antymonarchistycznych) zaproponowała wprowadzenie przepisów zmuszających właścicieli ziemskich do sprzedaży lub dzierżawy gruntów niezbędnych dla przeprowadzenia instalacji przesyłowych ze źródeł energii odnawialnej (wiatraków i farm solarnych). Jak wiadomo zaś - największymi posiadaczami ziemskimi w Szkocji są Korona i Elżbieta personalnie. I oto okazało się, że niestroniący wszak od republikanizmu rząd szkocki zgodził się wprowadzić jeszcze przed procedowaniem parlamentarnym poprawki zwalniające tylko i wyłącznie posiadłości obecnej monarchini z nowej służebności. Podkreślmy - Elżbieta ani nie zablokowała, choć mogła tego z gruntu naruszającego fundament własności prawa, ani nie załatwiła zwolnień kumplom-arystokratom, ale przyklepała tylko korzyść dla swego majątku osobistego. Rząd zaś autonomii zmuszony był przyznać, że stało się tak dla „zapewnienia płynności prac nad nowym prawem”. Zanim więc ktoś znowu radośnie, a bezrefleksyjnie napisze coś o „królach, którzy panują, ale nie rządzą” - niech lepiej sprawdzi czym się ci dziadziusie-cacusie naprawdę zajmują, co posiadają i do czego tego używają…

Lubię to! Skomentuj51 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale