Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
28 obserwujących
392 notki
186k odsłon
  4272   2

Jeder Tritt ein Britt! - czyli jeszcze o systemie brytyjskim

To zaangażowanie brytyjskiej klasy panującej w ekspansję klimatyzmu (przy czym takiego rzecz jasna, który nie narusza żadnego, najmniejszego choćby detalu interesów członków tej elity) potwierdza jedynie ciągłość tej doktryny z szeroko rozumianym nurtem liberalizmu, czyli podstawowego przez stulecia materiału eksportowego Brytanii. Bez przypomnienia sobie, że to nie USA bynajmniej wymyśliły globalny imperializm w formie rozsiewania wszędzie własnego ustroju – nie sposób też zrozumieć ustrojowej specyfiki brytyjskiej. A przecież to w taki właśnie sposób Londyn/City zneutralizowały europejską konkurencję Francji i ostatecznie zdezintegrowały geopolitycznie Hispanidad. Następnie zaś – o kolejny paradoksie! – podobna próba w stosunku do Rosji, w postaci rewolucji lutowej została katechońsko, acz w sposób nieuświadomiony zablokowana przez bolszewików. Następnie zaś pasożyt toczący Starą Anglię zaczął już przenosić się za Atlantyk, przybierając postać demoliberalizmu, jednak w istocie swojej pozostając wszak tym samym tasiemcem, który rozsiadł się w Londynie co najmniej od bitwy pod Bosworth…. I nie jest to bynajmniej kwestia obojętna dla polskiej zakompleksiałej anglofilii, bowiem kraj nasz i naród, aczkolwiek co do zasady Albionowi wszak doskonale mniej niż obojętne – patałętały się gdzieś tam na marginesie zainteresowań City z dwóch tylko względów: geopolityki/geoekonomii i służącej im ideologii.

Dlaczego Brytania jest wrogiem Polski

Co do się tyczy pierwszej z tych kwestii, to beznamiętnie należy zauważyć, iż geopolityczne interesy najpierw Anglii, a potem Brytanii gdzieś tak od XV/XVI wieku były wyłącznie sprzeczne z interesami Polski. Bez emocji i uczuć - po prostu tak było i jest. Począwszy od XV wieku Anglia zaczęła traktować rodzącą się Moscovię jako swoją strefę wpływów uznając za opłacalne zdobycie wpływów na Wschodzie i udział w zyskownym handlu (przede wszystkim futrami) z perspektywami rozwoju aż hen, w stronę azjatyckich stepów i Syberii. Stąd właśnie wzięła się trwająca następne trzy, stulecia sprzeczność interesów angielskich, a następnie brytyjskich z polskimi. Polska/Rzeczpospolita stanowiła problem np. rywalizując z Moskwą o Inflanty, czyli dostęp do bałtyckich portów, samemu okresowo angażując się w rywalizację o wpływy na Wschodzie. Słowem – zawadzając. Anglicy pragmatycznie starali się zatem kilkakrotnie polską przeszkodę usunąć, m.in. w ramach innego swojego, znacznie szerszego projektu: tkania własnej sieci międzynarodówki protestanckiej, która nie potrzebowała nawet szczególnych angielskich podpowiedzi, by prawidłowo za najsłabsze ogniwo obozu państw katolickich (traktowanych jako naturalny przeciwnik) uznać Rzeczpospolitą. I co charakterystyczne – działania takie podejmowali tak Elżbieta I, jak Jakub VI, a w wersji udoskonalonej zwłaszcza Cromwell. Jest to bowiem także jeden z najważniejszych elementów systemu angielsko/brytyjskiego – niezmienność postrzegania interesów geopolitycznych/geogospodarczych klasy panującej, niezależnie od bieżącej gradacji celów i niuansów taktycznych, nie mówiąc o schodzących w takich sprawa na plan dalszy różnicach w polityce wewnętrznej. Jak wiemy, po próbach mniej udanych, jak np. Potop i traktat w Radnot – polityka brytyjska ostatecznie zatriumfowała w czasie rozbiorów, których Londyn był sprawcą co najmniej komplementarnym wobec Berlina. Co jednak ważne – wtedy ze szczególną wyrazistością ujawnił się kolejny istotny element geopolityczny, a mianowicie narastająca sprzeczność interesów brytyjskich i rosyjskich, oczywiście już wcześniej immanentna ze względu na podrzędność tego drugiego komponentu, ale wówczas właśnie dostrzeżona przez samych zainteresowanych. A przynajmniej tych spośród nich, którzy do dziś dnia uchodzą skądinąd za niepoważnych głupców i wariatów… Realnie bowiem pierwszym przywódcą rosyjskim, który próbował ograniczyć wpływy Londynu był Piotr III, a następnie zwłaszcza jego syn, imperator Paweł. Oczywiście też absolutnie fundamentalna, egzystencjalna sprzeczność brytyjsko-rosyjska ujawniła się wraz z wyjściem Rosji na pozycje eurazjatyckie i co ważniejsze – obustronnym samouświadomieniem implikacji tego faktu. Równorzędnie zaś w niczym nie osłabła przeciwstawność interesów polskich i brytyjskich, w tym przypadku jednak niestety coraz mniej przejrzysta i zrozumiała dla tych spośród naszych przodków, którzy nie rozumieli, że walczą w powstaniach nie za Polskę bynajmniej, tylko w ramach globalnego eksportu ideologii liberalnej. Polski wiek XIX to wielkie zmaganie polskiego konserwatyzmu z kosmopolitycznym z samej swej istoty, choć formalnie wówczas brytyjskim, a dziś amerykańskim liberalizmem, pragnącym Polski raczej żadnej niż konserwatywnej. Niestety, w walce tej zamiast polskich konserwatystów - występować musieli nasi obrońcy w reakcji. Przeważnie – Rosjanie, wspierani przez mniej niż nielicznych, świadomych Polaków, czy to myślicieli (jak Henryk Rzewuski i Michał Grabowski), czy praktyków (jak Aleksander Wielopolski i Kazimierz Krzywicki). Dla porządku warto dodać, że choć trudno uznać to za udział samodzielny – to jako Polacy wnieśliśmy też swój wkład do wspólnej geopolitycznej Wielkiej Gry przeciw Albionowi, dzięki czemu nazwiska takie jak Jan Prosper Witkiewicz czy Bronisław Grąbczewski są tymi nielicznymi spośród polskich mian, które uświadomieni Anglicy wspominają z uznaniem, a na pewno częściej niż czynią to sami Polacy.

image

Gott strafe England

Jak zatem widzimy, na całość ustroju Brytanii składa się zarówno jego strona formalna i prawna (z nie do końca bynajmniej fasadową uzurpatorską monarchią i charakterystyczną formą parlamentaryzmu), jak zwłaszcza bardzo skonkretyzowany i uświadomiony interes klasowy oraz służące mu czynniki ideologiczne (niegdyś w postaci liberalizmu na przemian z liberalnym imitowaniem konserwatyzmu, dziś częściej jako różne wcielenia liberalizmu progresywnego, z klimatyzmem włącznie) oraz oczywiście geopolityczne i geoekonomiczne. To wszystko razem i nierozerwalnie konstytuuje polityczno-ustrojowo-społeczną brytyjskość, co winno być pouczające i ostrzegawcze zwłaszcza dla Polski. Skoro bowiem wiemy, że to Brytania (choćby nawet dziś znajdująca się na znacznie mniej eksponowanej pozycji od swej dawnej amerykańskiej kolonii) od kilkuset lat jest tylko nosicielem pasożyta finansjery, tasiemca będącego głównym motorem globalizmu, dla którego to zjawiska tylko dopełnieniem są tak gorszące zjawiska progresizmu świata zachodniego, to powinniśmy także rozumieć, że w realiach triumfu globalizmu, tego finału Nie-Boskiej Komedii - miejsca na Polskę nie ma w ogóle.

Choć równocześnie nie mamy też podstaw, by a priori odrzucić scenariusz najbardziej nieprawdopodobny – geopolityczną i ideową apokastazę. Skoro bowiem wg słów św. Marcina nawet Szatan mógłby zostać zbawiony, gdyby żałował za swe grzechy - tak nawet stany amerykańskie i Anglia stając się na powrót normalnymi państwami być może zasłużyłyby i stałyby się godne (nie tylko geopolitycznego) wybawienia. Choć zapewne nie jest i nie będzie to przebieg zdarzeń należący do naszego świata…

Konrad Rękas

Myśl Konserwatywna


Lubię to! Skomentuj51 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale