Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
28 obserwujących
384 notki
184k odsłony
  147   0

„Niczyja inna, lecz ich wina – sojusz Hitlera i Stalina!”

Ukraina.ru: Panie Konradzie, w historiografii oficjalnej za datę wybuchu II wojny światowej uznaje się 1 września 1939 r. Już wcześniej dochodziło jednak do starć zbrojnych. Jakie wydarzenie, Pana zdaniem, właściwie zapoczątkowało tę wojnę?

image

Konrad Rękas: Wybieranie dat początkowych to domena bardziej polityki historycznej niż historii. Po prostu – potrzebne są pomniki, miejsca, osoby, pouczające przykłady i porywające opowieści na których można ogniskować świadomość potomnych, budować odpowiednie narracje, wykorzystywane następnie w propagandzie czy wychowywaniu narodu. Badacz dziejów wie jednak, że właściwie nie ma historii zdarzeń, istnieje wyłącznie historia procesów historycznych, ciągów i następstw, wynikających z artykułowania i ścieranie się konkretnych interesów, tylko wyrażanych następnie przez coś, co my znamy jako historyczne rocznice.

Doskonale to widać właśnie na przykładzie II wojny światowej. Wszyscy wiedzą, że wybuchła ona 1. września 1939 roku, prawda? No dobrze, ale właściwie czemu nie 15. marca 1939 r. wraz z wejściem hitlerowców do Pragi, sprzedanej i wystawionej Niemcom przez swych francuskich sojuszników? Albo nie 29. września 1938 roku, kiedy to mocarstwa zachodnie zgodziły się na rewizję granic czechosłowackich? Albo od 17. lipca 1936 r., kiedy to wraz z puczem wojskowym rozpoczęły się w istocie swej międzynarodowe zmagania dwóch, czy nawet trzech bloków, znane nam jako hiszpańska wojna domowa? A może pierwszymi strzałami II wojny światowej były te z 7. lipca 1937 r. na Moście Marco Polo koło Pekinu? Czy niby miałby być europocentryzm w poszukiwaniu początku konfliktu, skoro miał on wymiar prawdziwie globalny?

Globalne były też zresztą jego przyczyny. Te same interesy klas posiadających, konflikty geopolityczne i procesy cywilizacyjne, które doprowadziły do wybuchu I wojny światowej (jak się przecież powszechnie wydawało – wbrew elementarnemu zdrowemu rozsądkowi i oczywistym potrzebom niemal wszystkich zaangażowanych narodów) – stały za koniecznym dokończeniem całej rozgrywki. I czy za datę graniczną przyjmiemy 1. września czy jakikolwiek inny dzień, czy za katalizator zdarzeń uznamy Polskę czy którekolwiek z innych państw-przedmiotów zdarzeń – niczego to w obrazie całości nie zmieni. Wojna wybuchła – bo taka, niestety, zaistniała konieczność historyczna.

Ukraina.ru: Pierwszy pakt o nieagresji i pierwszy traktat o pomocy wzajemnej z hitlerowskimi Niemcami jeszcze 26 stycznia 1934 r. został zawarty przez Polskę, gdzie podobnie jak w Niemczech teoria rasowa była bardzo popularna (choć z pewnymi poprawkami), rozwijały się dobre stosunki między Hitlerom i Piłsudskim... Czy można uważać, że Polska i nazistowskie Niemcy nie różniły się ideologicznie, i jeśli tak – to dlaczego w końcu ich sojusz, skierowany przeciwko ZSRR, nie został utrzymany?

Konrad Rękas: Pierwszy traktat polsko-sowiecki został zawarty 25 lipca 1932 r. przez Polskę, gdzie podobnie jak w ZSSR, teoria planowania gospodarczego była bardzo popularna (choć z pewnymi poprawkami), rozwijały się dobre stosunki między Stalinem i Piłsudskim. Czy można jednak uznać, że Polska i ZSSR nie różniły się ideologicznie, a jeśli tak, to czemu w końcu ich sojusz, skierowany przeciw Niemcom nie doszedł do skutku?

Rozpatrując pozycję międzynarodową Polski w dwudziestoleciu międzywojennym należy zauważyć, że pierwsze lata naszej niepodległości – to okres geopolitycznej zależności od Francji. I to zależności realizowanej w sposób bardzo upokarzający dla Polaków, przypominający jako żywo współczesne wiernopoddańcze stosunki ze Stanami Zjednoczonymi. Stan ten uległ zmianie w wyniku zamachu majowego, przeprowadzonego w 1926 r. przez marszałka Piłsudskiego z dość wyraźnej inspiracji brytyjskiej, potrzebującej wówczas pilnie polskiego narzędzia do własnej rozgrywki ze Związkiem Sowieckim. Co ciekawe jednak sam Piłsudski jeszcze na etapie przygotowań do przewrotu był w kontakcie z polskimi komunistami, a za ich pośrednictwem także z Moskwą zapewniając tą drogą, że wbrew pozorom nie zamierza wcale prowadzić następnej wyprawy kijowskiej. I słowa dotrzymał. Choć po zmianie władzy w Polsce jeszcze przez kilka lat oficjalna dyplomacja polska faktycznie wysługiwała się brytyjskiej, dzięki czemu ta uzyskiwała określone koncesje w ZSSR – to równolegle Piłsudski wdrożył własną sekretną dyplomację, starając się uzyskać bezpośredni kontakt ze Stalinem i w ten sposób wybić Polskę na względną choćby niezależność międzynarodową. W tym celu między innymi odbywały się misje zaufanych Piłsudskiego do Moskwy – Bogusława Miedzińskiego konferującego z Karolem Radkiem, Ignacego Matuszewskiego rozmawiającego z Włodzimierzem Antonowem-Owsiejenką i (już na końcowym etapie)… Józefa Becka spotykającego się z Maksymem Litwinowem. Jak przypomniał niedawno wybitny polski historyk, prof. Krzysztof Rak - zapisana przez Radka propozycja Becka, a faktycznie Piłsudskiego brzmiała: „Jeśli my [Sowieci – przyp. K.R.] będziemy gotowi pomóc im [Polakom – przyp. K.R.] bronić korytarza, to oni są gotowi umówić się, aby razem przeszkodzić w posuwaniu się Niemiec na północny wschód w kierunku Leningradu. Trzeba stworzyć iunctim: Pomorze – Leningrad«. Zapisałem to prawie dosłownie. Trzeba próbować uwzględnić interesy obu naszych krajów od Morza Czarnego do Bałtyku [Надо пытаться согласовать нашу и их родину от Черного моря до Балтики]”.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale