Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
28 obserwujących
384 notki
184k odsłony
  241   0

„Nie chcemy dziś od was uznania”. Rzecz o KPN

Prof. Jacek Bartyzel napisał kiedyś, że spośród polityków czynnych przed 1989 rokiem - tylko Leszek Moczulski posiadał cechy kwalifikujące go na prawdziwego przywódcę odrodzonego, niepodległego państwa polskiego. Problem III RP polega jednak m.in. na tym, że po '89 było w Polsce dwóch polityków zdolnych, nie zawsze pożytecznych, ale w pełni niewykorzystanych - czyli Wałęsa i Moczulski, dwóch całkowicie niewykorzystanych, a zdolnych i potencjalnie pożytecznych - czyli Tymiński i Lepper, a aż trzech zdolnych, ale szkodliwych, za to w nadmiarze wykorzystywanych, czyli Kwaśniewski, Tusk i Kaczyński.

image

Umieliśmy w ogień zapału
Młodzieńczych wiar rozniecić skry

Jest charakterystyczne, że jeśli w ogóle i to bardzo niechętnie wspomina się dziś o Konfederacji Polski Niepodległej – to oczywiście wyłącznie w kontekście antykomunistycznym i przy skrupulatnym pomijaniu nazwiska założyciela i lidera ugrupowania. A przecież bodaj najciekawsza część dziejów KPN – przypada właśnie na okres po 1989 r., zaś przemilczanie dziś tego epizodu wynika z faktu, że Konfederacja nigdy nie była do końca „ich”. Ani nie będąc rzecz jasna częścią formacji trockistowsko-korowskiej, ani też nie przynależąc do środowiska samozwańczo chodzącego w Polsce za tzw. centroprawicę. Właśnie ta ostatnia różnica, odczuwalna już w latach 80-tych, a uwypuklona jeszcze w dekadzie kolejnej skłania nawet szczerych niepodległościowców, by upierać raczej przy budowaniu legendy Solidarności Walczącej czy innych, jeszcze mniejszych grupek, odrzucając przy tym uparcie bez wątpienia największą i najsilniejszą ze wszystkich organizacji nurtu szczerze niekomunistycznego i piłsudczykowskiego. Fundamentalne rozróżnienie tych postaw już wówczas sprowadzało się bowiem do dwóch kwestii:

- po pierwsze w latach 80-tych KPN miała jakiś program wyjścia z komuny i jako bodaj jedyne środowisko niezależne nie była jakoś szczególnie zdziwiona ani rokiem '80, ani '88 - podczas gdy reszta środowisk niepodległościowych umiała wprawdzie chodzić na Kadrówki, wydawać pisemka, szykować restytucję Strzelca (i chwała za to!), ale polityką nie zajmowano się w tym gronie tak dobrze, jak wcale;

- jeszcze ważniejsza była jednak różnica po roku 1989. O ile bowiem KPN długo stanowiła JEDYNĄ realną i programową alternatywę dla projektu balcerowiczowsko-michnikoidalnego - o tyle dawnych niepodległościowców stać było co najwyżej na dołączenie do systemowej, potulnej „centroprawicy”, której szczytem ambicji było ucałowanie piegłasiewiczowskiej ręki jakiegoś Olszewskiego, Kaczyńskiego czy innej Suchockiej, byle tylko choć otrzeć się o margines układu. Może to i był z ich strony realizm, ale nie daje prawa do strojenia się dziś przeciw Moczulskiemu w pryncypialne piórka, jak to czynią wypinający piersi po kombatanckie ordery.

Wśród fałszów siać siew szlachetności

Inną ważną różnicą między konfederatami, a np. tak zwaną ekstremę „Solidarności”, jeszcze przed stanem wojennym manipulowaną bezpośrednio przez Jacka Kuronia i KOR (rękoma m.in. Bogdana Borusewicza, Andrzeja Gwiazdy, a z pomniejszych także braci Kaczyńskich) – była sprawa form działania i używanych haseł. I to nie KPN bynajmniej przodowała w tym zakresie w radykalizmie, wówczas w oczywisty sposób wynikającym z antynarodowych prowokacji. Głośne w swoim czasie kuroniowe nawoływanie do powstania było bowiem skrajnie sprzeczne z podstawowym postulatem programowym Konfederacji, zawartym jeszcze w głównym wówczas dziełku Leszka Moczulskiego, „Rewolucji bez rewolucji”. Co więcej i co tym bardziej dzisiaj szokujące - KPN podkreślała zawsze, że stoi na gruncie i konstytucji PRL, i ładu jałtańskiego, choć i przeciwnicy, i zwolennicy gotowi byli przysięgać, że Moczulski chce zdobyć Moskwę. Typowy to zresztą dla polityki w Polsce dysonans między tym, co ktoś naprawdę głosił, a co słyszeli jego przeciwnicy, a nawet i zwolennicy… Stąd właśnie m.in. KPN demonstracyjnie próbowała rejestrować swoich kandydatów do Sejmu, powołując się przy okazji na ustalenia jałtańskie. Tak więc „powstania” domagał się Kuroń w 1981 r., „rząd tymczasowy” chciał powoływać inny trockista, Modzelewski Frazeologią insurekcyjną i marzeniami terrorystycznymi posługiwała się Solidarność Walcząca. Rozważania o rewizji granic wschodnich snuła PPN Romualda Szeremietiewa. KPN była zaś przy tym wszystkim jeszcze szczytem racjonalizmu.

Podkreślmy bowiem, że naprawdę tylko ktoś bardzo głupi i/lub nieuczciwy nie chciał w latach 80-tych końca tzw. realnego socjalizmu, nie marzył o niepodległości Polski i nie pragnął lepszej przyszłości dla kolejnych pokoleń Polaków. Jak bardzo jednak trzeba było być zaślepionym, by najpóźniej od razu w 1989 r. nie zauważyć, że sprawy polskie idą w złym, dużo gorszym nawet niż na końcówce PRL kierunku? Że uzasadnione nadzieje Polaków są wykorzystywane przeciwko nam, do odebrania nam szans na rozwój gospodarczy, na godne życie i na prawdziwą niepodległość. W tych pierwszych latach kłamstwa zwanego III RP tylko i wyłącznie KPN stanowiła choć trochę liczącą się, przemyślaną i zorganizowaną formę obrony słusznych aspiracji naszego narodu przed solidarnościowym oszustwem, postkomunistyczną zdradą i liberalnym złodziejstwem. Dlatego zresztą była i jest do dziś tak opluwana i znienawidzona….

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale