Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
28 obserwujących
391 notek
185k odsłon
  241   0

„Nie chcemy dziś od was uznania”. Rzecz o KPN

„Pamięta wszak Warszawa chwile,
Gdy szarych garść legunów szła

Tymczasem przy wszystkich swoich historycznych idiosynkrazjach oraz geopolitycznych dziwactwach - w Sejmie I kadencji to Konfederacja Polski Niepodległej zachowywała się najbliżej tego, jak powinno wyglądać stanowisko polskie wobec polityki kolejnych rządów - z przewróceniem wyjątkowo nieudolnego i szkodliwego gabinetu Olszewskiego włącznie. Doskonale rozumieli to zresztą, a przynajmniej wyczuwali ówcześni wyborcy. Elektorat KPN nie brał się bynajmniej (wyłącznie) z antykomunizmu. Taką motywację miało bez wątpienia te 2 proc. głosujące na Leszka Moczulskiego w wyborach prezydenckich 1990 r. Tymczasem wg późniejszych badań już rok później, w wyborach do Sejmu I kadencji na Konfederację głosowali już przede wszystkim wykwalifikowani robotnicy, pracownicy zagrożonych transformacją wielkich zakładów. I w drugą jednak też niestety stronę – z czasem siła Konfederacji spadała więc wraz z postępującą likwidacją tej grupy społecznej. Nieprzypadkowo bowiem postsolidarnościowo-postkomunistyczny obóz władzy zabezpieczał się przed jej utratą w pierwszej kolejności likwidując podstawy polskiego przemysłu, przy okazji też wykonując zadanie zlecone sobie przez Zachód u zarania transformacji ustrojowej.

Wspominając zatem 42 rocznicę powołania KPN – możemy chyba wreszcie zejść z ahistorycznych toksycznych obłoków dla wyborców PiS. To KPN w Sejmie I kadencji jako jedyna tak konsekwentnie była przeciw kontynuowaniu morderczej dla gospodarki polityki Leszka Balcerowicza. To KPN zgłosiła projekt ustawy o restytucji niepodległości, wcale nie tak groźnej geopolitycznie, jak powszechnie wówczas straszono, za to dającej formalne podstawy m.in. renegocjacji pozostałych po PRL zobowiązań finansowych z pozycji innych niż klienckie i kompradorskie. I dlatego właśnie, by nie dać Polakom takiej szansy 31. stycznia 1992 r., na 7 posiedzeniu Sejmu I kadencji zaplecze polityczne „pierwszego niekomunistycznego rządu Jana Olszewskiego” stosunkiem głosów 207 do 77, przy 36 posłach wstrzymujących się od głosowania (czyli głosami m.in. PC i ZChN, ręka w rękę z UD i KLD) odrzuciło już w pierwszym czytaniu Konfederacji. Co również warte sprecyzowania – okrzyczana przez następne lata „dekomunizacja” stanowiła postulat PC (choć okresowo Kaczyński twierdził, że… wcale go nie popierał), mający dodać tej partii fikcyjnego radykalizmu, razem z podpuszczaniem, że poważnie traktują gospodarczy program prof. Stefana Kurowskiego (znacznie lepiej wyrażony wszak w KPN-owskim Programie Interwencyjnego Ratowania Gospodarki, mocno wówczas nasiąkniętym treścią keynesowską). Natomiast KPN nie posługiwała się hasełkami dekomunizacyjnymi słusznie wskazując, że sugeruje ono odpowiedzialność zbiorową wobec milionów szeregowych członków PZPR niczego w istocie nie rozwiązując, podczas gdy kluczowe jest samo osądzenie konkretnych osób za konkretne zbrodnie i przerwanie jedynie dopuszczonej formy transformacji złodziejsko-prywatyzacyjnej PRL w III RP. To Leszek Moczulski jako jedyny miał wizję geopolityczną inną niż dalsze bezkrytyczne podporządkowywanie Polski WE i NATO, to KPN miała jedyny w Sejmie faktycznie konserwatywny projekt konstytucji, wreszcie tylko Konfederacja była realnie przeciw złodziejstwu i dewastacji naszej gospodarki i polityki socjalnej u zarania lat 90-tych. I do dziś żaden kłamca tego Moczulskiemu nie odbierze, niezależnie także od tego w jakim towarzystwie lokują się obecnie jego polityczno-towarzyskie sympatie. 30 lat temu to on miał rację.

I mówią, że nas już szanują,
Lecz właśnie czas odwetu już!

Już wtedy zresztą było jasne, że w Sejmie I kadencji jedyny układ jako tako mający sens programowy - byłoby to porozumienie KPN, PSL, całości lub przynajmniej części ZChN, PSL-PL i drobnicy chadeckiej. I to przeciwko zaistnieniu takiej potencjalnej koalicji zgodnie grał cały system, od Geremka, przez Tuska i Rokitę, Olszewskiego i Macierewicza - po Kaczyńskiego. Wobec niemożności wygenerowania skutecznej większości polskiej samo obalenie rządu Olszewskiego również było więc po prostu opowiedzeniem się po stronie narodowej. Antynarodowy wymiar miało bowiem i olszewickie wierne trzymanie się planu Balcerowicza, i kontynuowanie prywatyzacji (wbrew dzisiejszej kłamliwej propagandzie Olszewski także wyprzedawał polski majątek na zniszczenie), i zwłaszcza układ stowarzyszeniowy z Wspólnotami Europejskimi, sankcjonujący drenowanie naszej ekonomii jednostronnie na Zachód.

Oczywiście, KPN negocjowała nawet z tamtym beznadziejnym układem rządzącym, który skądinąd z niekończących się rozmów uczynił jedyny przedmiot swego istnienia. Konfederacja postawiła jednak Olszewskiemu tyleż proste, co czytelne warunki:

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale