Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
27 obserwujących
411 notek
190k odsłon
  155   0

Nic przeciw Klimatyzmowi!

Adaptacja do zmian klimatu to cywilizacyjna konieczność. Wiara w zdolność człowieka powstrzymywania i kierunkowania zmian klimatu – to mix cywilizacyjnej pychy i naiwności, a więc właśnie doktryna, starająca się zostać ideologią. Najprostsze, ale i najbardziej fundamentalne pytanie brzmi wszak: czy gdyby nawet udało się osiągnąć „zeroemisyjność” – klimat przestanie się zmieniać?

image

Nowy (?) totalitaryzm

Przez lata, a właściwie już dekady - uważano treści ekologiczne za niewinną rozrywkę dla młodzieży, uwrażliwiającą ją na problemy ochrony środowiska. No i okazję do robienia biznesików, w rodzaju „załatwmy sobie nakaz wymiany żarówek konkurencji na nasze”. Po tzw. prawej (a faktycznie neokonskiej) stronie pojawiały się co najwyżej typowe aroganckie prychnięcia wrzucające wszystkie zielone napomknięcia do worka (recyklingowego) z napisem „lewactwo”. Z kolei typowe kręgi demoliberalne widziały w ekologach własne lewe skrzydło, które można uspokoić kolejnymi deklaracjami i zapewnieniami, że owszem, tak, kiedyś, coś... W ten sposób (nie)zgodnie przeoczono, kiedy w sympatyczny skądinąd w wielu aspektach nurt - zaczęły się angażować coraz większe pieniądze i coraz bardziej wyraziste uroszczenia doktrynalne. W wyniku ich sprzężenia wyrosło pokolenie (a na Zachodzie - już kolejne) szczerze przekonane, że „Ziemia zginie jeszcze w ciągu naszego życia - i to z wyłącznej winy człowieka!”.

A zatem wszystko i wszyscy muszą zostać podporządkowani nadrzędnemu celowi odwrócenia tego przyjmowanego na wiarę stanu, bez względu na koszty. To właśnie nastawienie decyduje, że współcześnie dominująca postawa post-ekologiczna, Klimatyzm - ma wszelkie zadatki totalitarne. I nie jest to bynajmniej inwektywa, tylko proste stwierdzenie faktu, skoro zapewne standardowi zwolennicy nowej ideologii dominującej - bez problemu podpisaliby się pod taką trawestacją:

Wszystko dla Klimatu.

Nic poza Klimatem.

Nic przeciw Klimatowi!

Zielona gwardia plutokracji

I myliłby się ten, który widziałby we wdrażanych obecnie zmianach jakiś nowy objaw klasycznej lewicowości czy anachronicznie w takich przypadkach przywoływanego marksizmu. Wszak rewolucji nie zburzono pałaców - tylko „wprowadzono do nich lud”, przynajmniej deklaratywnie. Tymczasem współcześnie rewolucja ma zacząć się, a w praktyce zapewne ograniczyć do odebrania ludowi chruszczowek... Obserwując oczywisty kryzys kapitalizmu i słabość udzielanej temu zjawisku odpowiedzi liberalnej - zarówno ze strony tradycjonalistycznej, jak ortodoksyjno lewicowej zapowiadano świat, w którym ograniczona zostanie nadmierność konsumpcji, ale zachowana zostanie jej równomierność. Współcześnie dzieje się coś odwrotnego. Konsumuje się nadal ponadmiarowo - tylko, że teraz znów czynić to będą jedynie nieliczni...

Jest to skądinąd typowe dla latte-lewicy zwalczanie klasy średniej (choć na przemian ze słusznym dowodzeniem, że wcale nie jest ona średnia, zrzeszając jedynie więcej konsumujących proli) przy całkowitym pomijaniu kwestii klas wyższych, oligarchii i jej interesów. Niby to też zgodne z klasyczną praktyką bolszewizmu, bo łatwiej było wzbudzić nienawiść klasową do burżuja z ulicy, który mieszkał piętro wyżej i miał tylko trochę lepiej - niż od tego w pałacu, bo ten był zbyt abstrakcyjny... Tyle tylko, że historycznie bolszewicy dobrze wiedzieli, że istnieją i nie mieli w planach ich pominąć w ostatecznym rozwiązaniu. A w przypadku klimatystów można mieć co do tego więcej niż wątpliwości. Ci bowiem udają tercyzm, a czasem faktycznie także jakąś doskonalszą formę marksizmu. A są tylko kolejnym naturalnym stadium kapitalizmu i korporacyjnego liberalizmu. To funkcjonariusze plutokracji, psy łańcuchowe reżimu, tylko na rowerach. Co zabawne zresztą – każdego swego krytyka traktując jako liberała konserwatywnego, na zasadzie „a ten twój Trump to...!”. Nie mają wdrukowanego przekazu do krytyki z żadnych innych kierunków, także tych szczerze zainteresowanych prawdziwą ochroną środowiska. Nie, dowolny polemista z pewnością musi być samolubnym kucem rozjeżdżającym swym suvem biedne foczki w drodze nad jezioro, w którym płucze beczki po ropie. A że sami służą tylko interesom wielkiej finansjery - biorący udział w systemowo umocowanych „wagarach dla planety” za nic przecież nie uwierzą…

Biznes zawsze jest tylko biznesem

I tak jest przecież nawet w najbardziej ewidentnych przypadkach. Weźmy choćby najprostszy przykład - rynek odpadów. No właśnie - rynek... Na pewnym etapie przy rosnącej konsumpcji stało się oczywiste, że sama ilość odpadów zmienia ich usuwanie z uciążliwej i kosztochonnej służby społecznej w potencjalnie dochodowy biznes. Nie można było jednak przecież po prostu powiedzieć ludziom, że ktoś sobie będzie zarabiał na ich śmieciach, przeważnie zresztą najbardziej uciążliwą część, czyli składowanie pozostawiając stronie publicznej. By udrożnić rynek segregacji, wywozu, handlu nadwyżkami odpadów - stworzono więc odpowiednią legendę. A jakże, również ilustrowaną z interesem planety (żółwiki w plastikowych siatkach, pelikany połykające PETy itd.). Postarano się także, by pewną część roboty konsumenci wykonywali, w czynie społecznym dokonując preselekcji. Nb. tak z biznesowego, jak i zwłaszcza ekologicznie mało istotnej, bo realnie recycling nie przekracza 10 proc. masy odpadów niby to przeznaczonych do odzysku. Każąc jednak ludziom samemu babrać się w śmieciach uzyskano przede wszystkim efekt świadomościowy - i pewność, że nikt nie zada pytań o biznesowe cele i środowiskowe efekty całego przedsięwzięcia. Nie trzeba bowiem wspominać, że cokolwiek by się nie wydawało fanom metalowych słomek - to nie do konsumentów w ich masie należy wybór choćby nawet opakowań towarów. Realnie dyktuje to bowiem podaż, serwowana gotowa kultura konsumpcji, polityka cenowa o tyle niepodatna na naciski konsumenckie, że sama je wywołująca i kształtująca, przeważnie w celach konkurencyjnych i sprzedażowych. I tak dalej. Przemysł rowerowy nie jest przemysłem, kapitał zaangażowany w technologie energii odnawialnych nie jest kapitałem, propaganda klimatyzmu nie jest propagandą. I imperializm energetyczny jest imperializmem tylko w zależności od zwrotu, w jakim jest prowadzony. Czego jeszcze nie rozumiemy?

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale