Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
27 obserwujących
411 notek
190k odsłon
  206   0

Najwyższa pora jechać do Mińska

Charakterystyczne, że w nawale „pomysłów” na zakończenie kryzysu granicznego (o skali zresztą wciąż mniejszej niż emocje, jakie budzi) mamy już i marnowanie miliardów złotych na mur, i likwidację granic Polski w ogóle, i „ogłoszenie Białorusi agresorem", i przygraniczne wesołe miasteczko celebrytów. Nikt tylko jakoś nie może wpaść na rozwiązanie najprostsze: JECHAĆ DO MIŃSKA I ROZMAWIAĆ.

A żeby w ogóle mieć o czym - najpierw usunąć z Polski/zlikwidować wszelkie jaczejki zajmujące się czynną polityką i propagandą antybiałoruską. I zrobić to wiarygodnie, naprawdę resetując wzajemne stosunki, co znacząco, pomogłoby także mieszkającym na Białorusi Polakom. Ot i wszystko. To naprawdę jest takie proste.

image

Słupki graniczne padają – słupki wyborcze rosną

Oczywiście jednak każdy zgłaszający taki pomysł zostanie potraktowany jak ten jedyny rozsądny z rysunkowego dowcipu o zebraniu – spotka go w najlepszym razie medialno-polityczny odpowiednik zrzucenia z wieżowca. I nie tylko dlatego, że Warszawa jest przecież w swej polityce wobec Białorusi zupełnie niesamodzielna, wykonując tylko zlecenia zachodnie. Rzecz także w tym, że graniczna ustawka jest głównym siłom partyjnym III RP jak najbardziej… na rękę.

Jak to, zagrożenie granic/naruszanie praw człowieka* (niepotrzebne skreślić) ma służyć samej politycznej elicie naszego kraju?! Ano tak. Mamy bowiem znowu powtórkę z rozrywki, którą wszyscy tak lubią. Społeczeństwo polskie jak zwykle dało się znakomicie podzielić: część boi się imigrantów (większość), więc trzyma kciuki za cienką zieloną linię Straży Granicznej i WOT. Część wierzy w opowieści z krypty o setkach trupów w granicznych rzekach (?) i masywne przybyszki z Trzeciego Świata przelatujące nad drutami. Słowem – trudno oprzeć się wrażeniu, że wszyscy znakomicie się bawią, słupki wyborcze reagują znacznie lepiej niż te graniczne a publika ma zajęcie zamiast pytać: co z gospodarką? Jakie realne działania osłonowe zamiast bajek o „Polskim Nieładzie” można podjąć wobec ogólnoeuropejskiej już inflacji? Jak bronić się przed spekulacją na rynku paliw i energii prowadzoną na globalną już skalę? Jak wycofać się z morderczych dla naszej gospodarki unijnych i światowych ustaleń klimatycznych? A także ze spraw stałych – jak zaprowadzić choć elementarny porządek w ochronie zdrowia, dodatkowo zdezorganizowanej cyrkiem COVID-owym?

Ruch należy do Niemiec

Ale żadne z tych pytań nie padnie, bo zamiast nich mamy sytuację jak ze starego przeboju: „przemytnicy i celnicy – czyli orgazm na granicy”. Więc zamiast oszczędzić co najmniej 1,6 miliarda złotych już przewidziane na budowę zasieków, które równie łatwo da się przeskoczyć, jak obejść, a także uzyskać dodatkowe oszczędności z zakręcenia kurków BIELSATOWI (40 mln zł rocznie) i jeszcze zrobić UE prezent wycofując z Brukseli idiotyczny projekt obdarowanie kabaretu Ciechanowskiej 3 miliardami euro – będziemy się bawić w graniczne przeciąganie liny, które zresztą tak czy inaczej musimy przegrać.

Bo igrać można bez trudu z 4 tysiącami nacierających na linię graniczną. I jeszcze foty wyjdą odpowiednio malownicze. Ale gdyby rzeczywiście żarty miały się skończyć i do forsowania wzięło się 40 albo 400 tysięcy imigrantów – to już operetkowa armia III RP sobie nie poradzi i zrejteruje ze wstydem przed tłumem uzbrojonym w sztachety i chęć dotarcia do Niemiec. I to jest zresztą kolejny ważny, a pomijany w Polsce aspekt całego zdarzenia. Bo owszem, Aleksander Łukaszenko ma swoje porachunki z III RP i z pewnością z satysfakcją je przy okazji załatwia. Ale też przecież jeden z najbystrzejszych współczesnych przywódców wie znakomicie, że klasa polityczna Polski składa się nie tylko z głupców, ale i w dodatku niesamodzielnych. I że nie agenci werbowani i szkoleni przez Polaków nie próbowaliby go obalić, gdyby nie dostali na to zielonego światła w Brukseli, Paryżu i Berlinie (a także Waszyngtonie). Białoruski prezydent pogrywa więc nie tylko z Warszawą, ale i z jej zachodnimi mocodawcami. I doskonale wie, że teraz ruch należy w istocie do Niemiec, których rządzący uwolnieni z ograniczeń kampanii wyborczej równie dobrze mogą przyznać się, że nadal przyjmą ta zwanych „uchodźców” i to skolko ugodno – albo mogą iść w zaparte, ale wówczas w uspokojenie sytuacji na swej wschodniej flance będą musieli zapłacić,

Wspólnie skubnijmy Unię!

I tu znowu otwiera się pole dla Polski, Tzn. otworzyłoby się, gdyby była Polską, a nie III RP. Jeśli bowiem Niemcy i Unia nie zechcą jednak przyjąć kolejnej transzy przybyszów – mogą się wykupić na dwa sposoby. Albo turecki – czyli płacąc Baćce niczym niegdyś stosującemu tę samą taktykę Erdoganowi. Albo grecki – finansując infrastrukturę na terenie kraju granicznego, czyli w tym przypadku naszą. Czyż znowu – nie byłoby to znakomite pole do porozumienia z prezydentem Łukaszenką jak wspólnie skubnąć eurokratów na parę miliardów, odpowiednio dzieląc się rolami? Wszak każdy niemal kryzys jest znakomitą okazją do robienie interesów. A skoro tak, to czemu akurat mają zarabiać szwagrowie z PiSu ciągnący drut (kolczasty) na granicy czy kabareciarze z PO i „Lewicy” kicający z kanapkami z szynką – a nie bratnie narody polski i białoruski?

Niestety, bodaj ostatni wiarygodny polski polityk, z którym Aleksander Łukaszenko bez trudu znajdował wspólny język, Andrzej Lepper – to już dziesięć lat, odkąd spotkał anonimowego samoubijcę. A nikomu z postawionych na czubku III RP pacynek – Baćka nigdy przecież nie uwierzy. I będzie mieć rację. No, chyba, że rząd i „opozycja” parlamentarna grzecznie przeproszą i poproszą, by do Mińska poleciał porozmawiać dr Mateusz Piskorski, oczywiście wyposażony w odpowiednie pełnomocnictwa. I w dwa tygodnie na granicy będzie spokój.

Konrad Rękas

Sputnik Polska


Lubię to! Skomentuj11 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale