Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
27 obserwujących
414 notek
191k odsłon
  147   0

Warszawski zlot partii amerykańskich

Czy organizując w Warszawie zlot liderów formacji uznawanych zgodnie, acz niekoniecznie słusznie za ze zdecydowanie prawicowe – Jarosław Kaczyński naprawdę byłby gotów dopuścić szukania alternatywy dla integracji europejskiej we współpracy z Rosją?

Czy organizując w Warszawie zlot liderów formacji uznawanych zgodnie, acz niekoniecznie słusznie za ze zdecydowanie prawicowe – Jarosław Kaczyński naprawdę byłby gotów dopuścić szukania alternatywy dla integracji europejskiej we współpracy z Rosją? Oczywiście, że nie. Mieliśmy do czynienia jedynie ze spotkaniem sierot po Trumpie, z których niektóre z czasów, gdy naprawdę były jeszcze niezależnie i pozasystemowe – pozostawiły sobie prawo do odrębnego zdania w sprawie dominującej na Zachodzie frazeologii antyrosyjskiej. Warto jednak pamiętać, że prawdziwie pozbawiony uprzedzeń wobec Rosji jest ten, kto robi z nią obustronnie korzystne interesy, nie zaś ten, kto zajada się blinami, słucha bałałajki i zarzeka się, że świata poza Tołstojem, Puszkinem i… Putinem nie widzi.

image

Wojna czy pokój?

Jarosław Kaczyński zaś jak zwykle mówiąc i czyniąc - wykonuje jedynie zlecenia amerykańskie, a nawet próbuje je wyprzedzać. Z Rosją nie ma to dokładnie niczego wspólnego a raczej ma à rebours, bo to niemiecka Europa (niezależnie od tego kto akurat rządzi w Berlinie) prędzej czy później będzie musiała ułożyć się z Moskwą. A Amerykanie starają się w tym przeszkadzać. Bo jest tylko jedna siła zainteresowane spowolnieniem i osłabieniem Europy. Nie Rosja bynajmniej i nie Chiny – tylko Stany Zjednoczone. Oczywiście, można by warszawską konferencję odbierać optymistycznie – jako próbę zaoferowania przez Amerykę współpracy Rosji przeciw obecnemu kształtowi Europy. Ot, tak nowa polityka pingpongowa i to bez zobowiązań, bo w razie czego Waszyngton ma rączki na kołderce, a to wszystko ci europejscy ekstremiści sami z siebie wymyślają! Faktycznie jednak równolegle przecież Polska, kraje bałtyckiej i Rumunia słyszą z USA i to z kręgów obecnej administracji zachęty do zacieśniania związków przede wszystkim z Wielką Brytanią (już przecież poza UE) i tworzenia sojuszu jednoznacznie antyrosyjskiego, ukierunkowanego na każdą konfrontację z Moskwą i Mińskiem, militarnej nie wykluczając. Którzy Kaczyński i Morawiecki są zatem prawdziwsi: ci udający, że nie słyszą zastrzeżeń Marine Le Pen o rosyjskości Krymu i Ukrainie w rosyjskiej strefie interesów – czy ci z Johnsonem i Wallacem szykujący wprowadzenie wojsk NATO na tęże Ukrainę?

Wolimy gender waszyngtoński od brukselskiego?

Nie mamy więc do czynienia ani z ofertą atlantycką dla Rosji, ani nawet z prawdziwą wizją organizacji Europy bez całego biurokratyczno-liberalno-postępowo-klimatycznego bagażu Komisji Europejskiej. Gdyby nasz kontynent faktycznie miał dokonać zwrotu w kierunku własnej tożsamości i własnych interesów, tak cywilizacyjnych, jak i gospodarczych – wówczas nie mógłby tego przecież czynić w antagonizmie wobec własnego oczywistego zaplecza, czyli reszty Eurazji. Nikt, kto podpowiada Polakom, Węgrom, Bałtom, Hiszpanom czy komukolwiek innemu, że ich największymi wrogami są dziś Rosjanie, Białorusini czy Chińczycy – nie jest prawdziwym przyjacielem, ani nie ma dobrych intencji, czegokolwiek by nie obiecywał. Czy jednak samo wyzwolenie się spod ideologicznego dyktatu KE, a także ekonomicznej dominacji Niemiec – nie byłyby dla Polski wystarczającymi korzyściami, by z oferty Anglosaskiej korzystać w ciemno?

Z tym też lepiej bądźmy ostrożni. Jeśli chodzi o doktrynalne zacietrzewienie – zwróćmy uwagę, że agenda amerykańska nie różni się w żadnym szczególnym punkcie od unijnej. Nawet za czasów Trumpa mieliśmy do czynienia z takim samym nachalnym lansowaniem choćby genderyzmu. Niewzruszonym fundamentem anglosaskiego świata pozostaje też globalny kapitalizm, w każdym razie dopóki służy interesom angloamerykańskiego kapitału. Nawet pod względem zaangażowania w klimatyzm obecna administracja waszyngtońska nie różni się od brukselskiej. Co więc niby byśmy ugrali opowiadając się w biznesowo-geopolitycznych rozgrywkach naszych hegemonów tym akurat, którzy są kosztowniejsi, za to jeszcze słabiej zainteresowani jakimikolwiek uzyskami Polaków?

Z niemieckiego deszczu pod amerykańską rynnę

Bo że jesteśmy poddani niemieckiej dominacji ekonomicznej – to zupełna oczywistość. I Jarosław Kaczyński rzeczywiście wie o tym najlepiej, jako pierwszy człowiek zaufania Berlina w III RP. To CDU (poprzez Fundację Adenauera) współfinansowała Kaczyńskiemu założenie Porozumienia Centrum, dumnie pozycjonującą się jako niemiecka partia w Polsce (na złość uchodzących za „francuskich” kolegów z Unii Demokratycznej). Ostatecznie jednak Niemcy postawiły w Polsce na liberałów z KLD, zaś Kaczyński musiał dopraszać się sponsoringu z innego kierunku. I nie był to bynajmniej nigdy kierunek wschodni. I nigdy nie będzie. Choćby ostatnimi państwami na świecie zainteresowanymi jeszcze litościwie współpracą z Polską pozostały Rosja i Chiny – Kaczyński prędzej wysadziłby kraj niż poszedł na taki układ. Rzekomy pragmatyzm lidera PiS jest bowiem tak samo fałszywy, jak jego fasadowy patriotyzm.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale