Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
27 obserwujących
409 notek
190k odsłon
  304   1

Co się dzieje z cenami prądu

Czy mamy zachwycać się postawą polskich polityków, teraz drących szaty i wykonujących reytańskie gesty przeciw decyzjom, które sami wcześniej akceptowali? Nie, bo apele takie jak Zbigniewa Ziobry czy Jacka Sasina, by nagle „odrzucić europejską politykę klimatyczną” – to tylko słowa.

Takie apele fajnie wyglądają w Wiadomościach, ale nie mają mocy sprawczej. To nadal jest tylko chińska opera, żeby się różne fejsbukowe tradycjonalistyczne-solarne fora dyskusyjne jarały. Dobrze, pomińmy kwestię wychodzenia z Unii. Słyszymy też jednak „nie da się jednostronnie wypowiedzieć protokołu EU ETS!”. Serio? A może jednak spróbujmy? Na pewno będzie to miało więcej sensu niż uchwały sejmowe i „apelowanie do Komisji Europejskiej”.

image

Szok, który wszyscy przewidzieli

Choć podwyżkę cen energii elektrycznej często przedstawia się dziś jako kolejny szok podażowy, to jednak nie jest to stwierdzenie ścisłe. Faktem jest, że od kilku miesięcy obserwujemy wypadanie z rynku klientów biznesowych, zaś dla gospodarstw domowych obserwowany wzrost cen, oznacza spadek dostępnego dochodu, a co za tym idzie także spadek konsumpcji, a więc i popytu zagregowanego. Wzrost cen energii uznawany jest także za jeden z głównych katalizatorów rosnącej inflacji, odnotowywanej w całej Europie. Obserwacje te są oczywiście prawdziwe, potwierdzane codziennymi relacjami mediów. Skoro jednak wiemy, że samo generowanie energii elektrycznej musi być stale równe popytowi, a równocześnie zgadzamy się, że istotą szoku jest jego nieprzewidywalność, losowość i nagłość – to musimy zauważyć, że mamy do czynienia raczej ze strategicznym ryzykiem rynku niż z czymś przedstawianym dziś jako nieomal zaskakująca katastrofa.

Trudno bowiem mówić o szoku w sytuacji, gdy wzrost cen stanowi rozpoznany trend, gdy przynajmniej część warunków zewnętrznych mających wpływ na mix energetyczny jest przewidywalna (siła wiatrów w sezonie zimowym) i gdy już kilka miesięcy temu zostały podjęte działania osłonowe, w postaci zapowiadanych dopłat i wyrównania podwyżek. Inna rzecz czy mechanizmy te okazały się skuteczne – skoro je jednak szykowano, to dzisiejsze opowieści o „złym Putinie i jeszcze gorszych europejskich spekulantach” nie brzmią już tak wiarygodnie. O zagrożeniu wiedziano, tylko nie zostaliśmy nań odpowiednio przygotowani, nie mówiąc o choćby próbie uniknięcia niebezpieczeństwa. Pytanie nie brzmi więc czy wzrost cen można było przewidzieć, bo wiemy, że był przewidywany i zakładany choćby w ramach dyskusji na UE pakietem Fit for 55. Istotniejsze wydaje się czy prawidłowo udało się określić spodziewaną skalę wzrostu, czy rozumiemy jego przyczyny i jak przekłada się to na realizowane strategie. Mówiąc inaczej ustalić należy czy obecna sytuacja po stronie podaży może stanowić element zarządzania popytem przede wszystkim w celu uzyskania zakładanych celów klimatycznych – i/lub celów ekonomicznych i społecznych. A także sprawdzenia czy raz – cele te nie są ze sobą sprzeczne, a dwa czy dotychczasowy kształt transformacji energetyki nie współodpowiada przypadkiem za obecne problemy. Z pewnością zaś przeciętnego konsumenta energii, zwłaszcza nie-ekonomistę interesuje przede wszystkim: czy ceny spadną.

Trzech jeźdźców Apokalipsy: liberalizacja, klimatyzm, COVID

Analiza każdego rynku powinna być prowadzona przy zrozumieniu jego paradygmatu i ogólnej charakterystyki. W różnym wprawdzie stopniu, ale europejski rynek energii został w ciągu ostatnich dekad dalece zliberalizowany, od najdalej w tym zakresie posuniętej transformacji brytyjskiej, poprzez sytuację Danii, opartej już w zdecydowanej większości na źródłach odnawialnych, ze zdecentralizowanym systemem opartym o subsydia i Niemiec, o zdecentralizowanym systemie z silnym jednak udziałem państwa oraz przy znaczącym czynniku obywatelskim i nacisku na podatek energetyczny. Generalnie zaś wszystkie państwa europejskie (unijne i nie) postarały się, by intensywnej liberalizacji – towarzyszył nie mniejsze zaangażowanie w często skomplikowane mechanizmy subsydiów i regulacji taryf. Tak czy inaczej jednak mniej zróżnicowany obecnie niż powiedzmy dwadzieścia lat temu mix energetyczny, a zwłaszcza zatrzymanie się przy przechodzeniu od węgla do gazu, przy jednoczesnym rosnącym uzależnieniu od źródeł odnawialnych i niekonsekwentnym podejściu do atomu - tylko wzmocniły wrażliwość europejskiego rynku energetycznego na sytuację na międzynarodowym rynku gazu oraz The European Union Emissions Trading System. Te dwa czynniki mają zaś kluczowe znacznie dla kształtowania się ceny elektryczności. Sytuację zaś dodatkowo skomplikowała pandemia COVID-19.

Dane z większości krajów europejskich wskazują, że tendencja spadkowa cen energii elektrycznej zaczęła się już w 2019 r. ze zwiększeniem w trzecim kwartale 2019 r. Mimo okresowych fluktuacji ceny spadały aż do I. kw. 2021 r., co wyjaśniano wpływem pandemii, motywowanych nią lockdownów i zmniejszeniem aktywności publicznej i zawodowej mieszkańców, skutkującym zmniejszeniem popytu na energię. Okazało się to zbyt dużym wyzwaniem dla mniejszych podmiotów zajmujących się handlem i usługami, starających się wcześniej prowadzić konkurencję cenową. W efekcie zaczęły one wypadać z rynku, na którym wraz z realizowaniem rozmaitych programów osłon i odbudowy pojawiły się oczekiwania popytowe niemożliwe krótkoterminowo do zaspokojenia, co spotęgowało wrażenie niestabilności. W realiach gospodarki niedoboru (w tym przypadku przede wszystkim niedoboru gazu) i braku odpowiednio zarządzanej, szybkiej do uruchomienia pojemności zapasowej już w II kw. 2021 r. pojawił się początkowo łagodny trend zwyżkowy cen elektryczności, z widocznym w całej Europie wyraźnym skokiem pod koniec września 2021 r. Od tego czasu zwłaszcza politycy spierają się o wskazanie głównej przyczyny tak gwałtownej zmiany. Komisja Europejska, posiłkując się stanowiskiem większości ekspertów obciąża przede wszystkim ceny gazu. Część analityków proponuje, by nie pomijać znaczącego wzrostu cent EU ETS, na który z kolei powołują się rządy Hiszpanii i Polski.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka