Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
16 obserwujących
122 notki
87k odsłon
1624 odsłony

W roli prezydenta Ukrainy – Wołodymyr Zełenski

Wykop Skomentuj9

Czy można zrozumieć politykę danego państwa bez znajomości najpopularniejszych w nim seriali political-fiction i programów satyrycznych? Z pewnością lepiej lub gorzej oddają one stan nastrojów społecznych, recenzują bieżące wydarzenia i podpowiadają reakcje na widzialną polityczność, często przecież będącą wcale nie mniejszą kreacją artystyczną. Nigdzie jednak chyba serial i kabaret nie STAŁY SIĘ polityką – a to właśnie zachodzi na Ukrainie.

image

Wszystko już było – rzekł Ben Akiba…


Interesujący włoski filozof kultury (i autor powieści… fantastycznych), Roberto Quaglia – opisał niegdyś zjawisko sprzężenia zwrotnego między naszym postrzeganiem rzeczywistości, a przemysłem fikcji (?) artystycznej i rozrywkowej: filmem, telewizją, beletrystyką, grami komputerowymi itd. Otóż żyjemy współcześnie w świecie, w którym coraz mniej może nas zadziwić – bo niemal wszystko… widzieliśmy już w kinie, przeżyliśmy w wirtualnych grach, czy przeczytaliśmy w książkach. Nasze własne doświadczenia i wiedza zostają więc uzupełnione całymi masami zdarzeń potencjalnych, możliwych, a w każdym razie umiejętnie wykreowanych. I przyznajmy, że tak właśnie jest: czego by terroryści dziś nie wysadzili – już pewnie w jakimś filmie czy grze wybuchło! Ogłasza nam się, że prezydent tego czy tamtego kraju okazał się potworem – cóż, już nas tym kiedyś jakiś reżyser straszył. I tak dalej – przecież nawet, gdybyśmy przeżyli lądowanie kosmitów, to po nagraniu ich na smartfon moglibyśmy co najwyżej stwierdzić, że w filmie X. efekty były jednak znacznie lepsze…

Czy zjawisko to ma zastosowanie praktyczne? Spiskolodzy, zwłaszcza śledzący związki Hollywood z polityką amerykańską – gotowi są przysięgać, że tak, pokazując konkretne przykłady różnych inwazji i urabiania opinii światowej do uległości wobec strachów terrorystycznych, tolerancji na coraz powszechniejszą inwigilację itp. Oczywiście niekwestionowany jest też wpływ kulturowy, cywilizacyjny, kształtowanie trendów społecznych i konsumenckich, zwyczajów międzyludzkich. No dobrze, ale czy można użyć produkcji filmowej i scenicznej wprost jako mechanizmu politycznego, na poziomie taktycznym, jednych wyborów, a nie przemian obliczonych na pokolenia czy przynajmniej dekady? Przykład Wołodymyra Zełenskiego pokazuje, że jest to jak najbardziej wykonalne i skuteczne.

To kto jest prezydentem w 1984, Ronald Reagan?!


Jasne, tego też Hollywood próbowało wcześniej. Wszyscy wiemy, że w USA najszybciej ustalono, że skoro w wyborach chodzi o to, żeby dobrze wyglądać, ładnie mówić, dobrze podawać cudze teksty i umieć opowiadać kawały – to najlepiej zatrudnić aktora, który jest do tego odpowiednio wyszkolony, a jeszcze może mieć talent. Przykład Ronalda Reagana zawsze będzie obecny przy każdym takim projekcie politycznym – bo też i był dotąd najefektywniejszy w dziejach, tak skuteczny, że uczestniczący w nim wyborcy często do dziś nie zorientowali się, że wzięli udział w czymś w rodzaju happeningu, co oczywiście nie znaczy, że bez globalnych skutków politycznych. Wprost przeciwnie.

Aktor na prezydenta! A jeszcze lepiej – komik, z takim bowiem w dzisiejszych szydzących, sceptycznych (acz naiwnych…) czasach utożsamić się bodaj najłatwiej. Jest to pomysł właściwie doskonały – osoby takie mogą bowiem i przywalić łatwiej (w końcu są komikami, nie bije się błaznów, nie wolno gniewać na klaunów, to nieeleganckie!), a odpowiedzieć im nie sposób. Zaraz bowiem mogą schować się za kostiumem swej roli, wziąć w cudzysłów i z każdą próbą obrony, polemiki czy kontrataku to sam konkurent wypada coraz śmieszniej, coraz żałośniej, coraz bardziej klaunowato. Komików używano więc dotąd przede wszystkim do kanalizowania głosów protestu, wymiennie m.in. z rzekomymi „self-made manami”, przeważnie bogaczami, co to „tymi ręcami” i oczywiście „poza układem” doszli do miliardów i teraz idą pomóc swym znękanym rodakom – niczym Ross Perrot i Donald Trump.

Zatrudnieni do polityki komicy byli jednak przeważnie zadaniowani do konkretnych celów – wyrażenia emocji szczególnie niezadowolonej części elektoratu, zdezawuowania konkurencji (zwłaszcza aktualnie rządzących), zorganizowania głosów brakujących do zwyczajnych, poważnych (?) gier parlamentarnych etc. Takie role przypadły między innymi Coluche’owi (znanemu w Polsce niemal wyłącznie z komedii „Skrzydełko czy nóżka”), który w 1981 r. tak skutecznie wydrwiwał skorumpowany francuski establishment, że aż musiał pospiesznie rezygnować z kandydowania, na tyle poważna była groźba, że faktycznie zasiądzie w Pałacu Elizejskim. Pod sztandarami kabaretowego cyklu skeczów o Skautach Piwnych w 1991 r. do Sejmu RP wmaszerowała reprezentacja Polskiej Partii Przyjaciół Piwa, złożona jednak bynajmniej nie z komików, ale z raczej ponurej mieszaniny cwaniackiego biznesu i paru mikro-celebrytów, rozdzielonych następnie między „poważne” partie (KLD i SLD). Wreszcie wcale nie żartem okazał się Ruch 5 Gwiazd, partia obecnie współrządząca Włochami, a pierwotnie będąca tylko kreacją Beppe Grillo – komika i showmana.

Pomysł z Zełenskim nie jest więc bynajmniej oryginalny – i wcale taki być nie musiał, bowiem Ukraińcy, jak i Polacy, i wszyscy inni widzowie (pardon – wyborcy…) najbardziej jednak lubią te filmy, które już widzieli i te kawały, które wszyscy znają.

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka