Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
16 obserwujących
131 notek
91k odsłon
168 odsłon

Czy Jakubiak to Kowalski-bis?

Wykop Skomentuj5

Przyznaję, że lokowanie nadziei politycznych środowisk względnie niezależnych akurat w p. Marku Jakubiaku – uważam po prostu za zabawne. Jeszcze o ile ktoś robi to pragmatycznie – ot, nowa inicjatywa, nieobsadzona jeszcze, można się załapać, lider taki ludyczny, to OK, przynajmniej brzmi to z sensem (nieważne czy go naprawdę ma). Gorzej, jeśli ktoś naprawdę przejmuje się, dajmy na to, programem takiej Federacji dla Rzeczypospolitej.

image

Milioner-naturszczyk za nas nie zrobi


Z samym p. Jakubiakiem sprawa wydaje się dość jasna – ot, z jednej strony ogniskuje w sobie typowo polskie marzenie o „milionerze-filantropie”, którego wcześniejszymi emanacjami mieli być m.in. Tymiński i Palikot. To trochę kompleksy, trochę chłopski szacunek do najbogatszego na wsi, trochę naiwne przekonanie, że „bogaty to nie potrzebuje ukraść”, za to „wie, jak zarobić - to nas wszystkich nauczy”. No dobra, dziecinne to, ale bywają głupsze motywy zakochania się w liderach partyjnych. Gorzej, że dotychczasowe występy szefa FdR czynią z niego raczej kolejne wcielenie… Mariana Kowalskiego. Te ciągłe wyjaśnienia fanów, że „dopiero się uczy…”, że „no wiecie, jaki jest…”, że „czasem coś chlapnie, ale dobry chłop z kościami…!” itd. To pewnie wszystko prawda, ale pamiętacie, jak się skończyło z Kowalskim? A Jakubiak ma przecież dokładnie tę samą tendencję, by przytaknąć każdej medialnej gównoprawdzie, nad którą akurat się nie zastanawiał i na którą go wcześniej żmudnie nie przygotowano. Niestety, ale naturszczykowski styl często oznacza tylko to, co oznacza – że się niewiele wie i nic więcej nie ma do powiedzenia, choćby mówiło się bez przerwy. Stąd właśnie biorą się u p. Jakubiaka takie… kiksy, jak chwalenie pomysłu wydawania 2 miliardów dolarów na stałą bazę US Army w Polsce, czyli gwarancję żydowsko-amerykańskiego dyktatu nad naszym krajem itp.

Posłowie to durnie, więc dajmy im więcej władzy?


Stąd też, życząc jak najlepiej tym Kolegom, którzy akurat via FdR chcą się załapać/wrócić do polityki – muszę wzruszyć ramionami na wszelkie próby dodawania temu projektowi jakiejś ideowo-programowej głębi, co się zdarza m.in. na łamach Konserwatyzm.pl. Szanując bardzo i lubiąc kol. dra Pawła Bałę (prywatnie przesympatycznego) uznaję dokonane przez niego zestawienie p. posła Jakubiaka z... Carlem Schmittem za absolutnie najbardziej kozacki fikołek intelektualny ostatniej kampanii.

Punktem wyjścia (skądinąd cennych) refleksji ustrojowych kol. dra Bały, stał się tradycyjnie banalny cytat z p. pos. Jakubiaka: „Jestem za przywróceniem czegoś, co nazywa się władzą ustawodawczą. Wszystkie centra legislacyjne są poza Sejmem. Posłowie, a nie ministerstwa, powinni pisać prawo. To bardzo istotny problem, który jest bagatelizowany przez wszystkich. Sejm jest ubezwłasnowolniony, ponieważ prawnicy i pieniądze na legislację są poza Sejmem”. Cóż, można by złośliwie zapytać: ile p. poseł Jakubiak napisał ustaw - i o czym by one były, gdyby je pisał, co zamykałoby temat, ale ponieważ jednak artykuł napisał ktoś od lidera FdR poważniejszy i bez wątpienia merytoryczny – właśnie do merytoryki warto się odnieść, traktując cały pomysł dużo poważniej niż na to zasługuje.

Postulat "przeniesienia legislacji do Sejmu" brzmi fajnie, bo paradoksalnie - tyle, że jest czymś między utopią, a populistycznym graniem na naiwnym sentymencie o parlamencie mędrców, w pocie czoła piszących ustawy. Takie coś nie zajdzie i trzeba mieć świadomość, że bajki są bajkami. Większość posłów nie ma kwalifikacji, wiedzy, ani pojęcia by napisać regulamin podwórkowego klubu cymbergaja i nie, także żadna cudowna reforma np. ordynacji wyborczej stanu tego też nie zmieni. Panu Jakubiakowi ustawę to może machnąć w wolnym czasie kol. mec. dr Bała i niech tak lepiej zostanie.

Realniejszy byłby natomiast postulat wzmocnienia intelektualnego obecnie istniejących biur legislacyjnych Sejmu (zawsze marnego) i Senatu (w pewnych okresach wyraźnie mocniejszego). Dałoby to może przynajmniej stan, w którym parlament przestałby wypuszczać akty już nie tylko sprzeczne z innymi, ale i wewnętrznie niespójne, jak to było z częścią sławetnych reform sądowych PiS-u. Jak p. dr Bała doskonale zresztą wie - problemem jak zwykle pozostaje też jakość kształcenia prawniczego w Polsce, w tym i przygotowywania legislatorów, podobno zawodowych. Posłów pisania ustaw lepiej natomiast nie uczyć, bo jeszcze im się za bardzo spodoba.

Analiza ryzyka


Inny popularny obecnie, więc oczywiście i obecny w programie Federacji postulat, to wprowadzenie mechanizmu "odwoływania posłów". Urzeka w nim najbardziej ta naiwna wiara, że oto mieszkańcy tej ziemi, w mądrości swojej będą mianowicie oczyć na wybrańców swoich, przemyśliwać "tenże to niegodnym się okazał", po czym z godnością odwoływać, by zrozumiał lekcję i poprawie uległ. A nie, że jedna partia drugiej partii będzie nieustającą karuzelę w terenie urządzać, jeszcze bardziej wkurwiając zwykłych ludzi niż teraz. Chwalona przez kol. dra Bałę „klauzula czechosłowacka” (czyli, cyt: „możliwość orzekania przez trybunał utraty mandatu, jeżeli poseł lub senator z „niskich i niehonorowych” powodów (późniejsza nowelizacja zmieniła przepis na z „niskich lub niehonorowych”) przestaje być członkiem tej partii, z której listy został wybrany”) – w realiach III RP oznaczałaby przecież tylko dalsze wzmocnienie władzy prezesów partyjnych. Czy tego też chce FdR?

Tak, wiem, orzekałby wszak Trybunał (wg. programu FdR – raczej Sąd Najwyższy). Który zesłaliby aniołowie z niebios, a nie klasa polityczna? Tak, tak, to też wiem. Receptą na pewno miałoby być powszechne wybieranie sędziów. I znowu, żadnego wpływu na to by nie miały interesy partyjne, ani oligarchiczne. Na jakim świecie żyją twórcy takich pomysłów... I te dyskusje... „Ale to jest bardzo dobry przepis!” - słyszę /czytam. Być może. I do tego jeszcze „A w kraju X. działał!”. Ciekawe. Niekiedy też: „Ekspert prof. Y napisał o tym 16 książek!”. Doprawdy, fascynujące. Ale ja, jeśli już – tłumaczę jak to będzie (nie) działać w Polsce. To się nazywa analiza skutków prawnych /analiza ryzyka. Bardzo polecam, zwłaszcza legislatorom…

Polityka bowiem polityką, kiedy jednak mówimy o stanowieniu prawa – musimy trzymać się faktów. Otóż przy tworzeniu ustaw kluczowa, poza samą formalną i systemową poprawnością – pozostaje nie intencja twórców, ale CO MOŻE PÓJŚĆ NIE TAK, inaczej niż zamierzali, gdzie w danym prawie są dziury, jak mogłoby zostać wykorzystane nie tylko wbrew zamiarom, ale nawet wbrew literze itd. Takich zdolności analitycznych brakuje, niestety, III-RP-owskim legislatorom i o nie trzeba zabiegać, mniej zaś o samą zmianę miejsca przygotowywania projektów.

Z drugiej jednak strony normalne, że mówi się ludziom to, czego akurat lubią słuchać, czy przynajmniej tak im się wydaje. A że wciąż na topie są bajki w rodzaju „bezwzględnie obowiązujących wyników referendów” (jakby ci, którzy wybierają głupich posłów – sami umieli podejmować mądrzejsze decyzje…), odwoływania posłów, JOW-ów czy nawet wzmacniania pozycji Sejmu (poza tym krytykowanego przecież – słusznie – za niski poziom merytoryczny i intelektualny, a w ogóle odsuwanego na plan dalszy wobec postulowanego systemu prezydenckiego) – nie może dziwić i posługiwanie się nimi w propagandzie formacji tak amorficznej, jak Federacja dla Rzeczypospolitej.

Jasne, nie jest to jedyna partia w Polsce mająca niespójny program, będący zbiorem oderwanych od realiów pobożnych życzeń i nieprzemyślanych instynktów – a przynajmniej część materiału ludzkiego jest w FdR lepsza niż gdzie indziej. Stąd też życzę szczęścia, nie śmieję wcale głośno z p. Jakubiaka, a radząc szczerze i zupełnie po koleżeńsku - obiecujcie ludziom co tylko chcecie, grajcie na takich liderów, jacy się akurat sprzedają, pewnie ktoś się nawet na to złapie.

Tylko, u licha, sami w to nie wierzcie.

Konrad Rękas
Konserwatyzm.pl


Wykop Skomentuj5
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale