Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
18 obserwujących
141 notek
97k odsłon
878 odsłon

Prezydent Wschodu z Patriarchą Zachodu

Wykop Skomentuj29

Choć uwaga świata skupiała się w ostatnich dniach na spotkaniu Władymira Putina i Donalda Trumpa, wróżąc globalne odprężenie, nieomal nowy koncert mocarstw, a także wyśmiewając skrzywione miny odchodzących w niebyt jastrzębi w rodzaju Teresy May – to w tym tygodniu doszło do szczytu kto wie, czy jeszcze nie ważniejszego.
image
Agenda rozmowy rosyjskiego przywódcy z papieżem Franciszkiem nie była oficjalnie znana, również po nim w komunikacie nie opisano poruszanej tematyki. Specjaliści spekulują, że objęła ona Bliski Wschód (w tym sytuację chrześcijan w Ziemi Świętej i Syrii), Wenezuelę, ale przede wszystkim - Ukrainę. Co uznaje się za szczególnie znaczące – papież Franciszek wezwał do Watykanu przedstawicieli ukraińskich uniatów dokładnie na dzień po wizycie Władymira Putina. Polska, dla której faktor religijny wciąż pozostaje jednym z najważniejszych elementów świadomości narodowej, a nawet bieżącej polityki – powinna szczególnie zwracać uwagę na możliwe porozumienie watykańsko-moskiewskie. Jednak jak zawsze, kiedy nad Wisłę nie dociera obowiązująca wykładnia z Zachodu – wśród polskich komentatorów panuje raczej zdziwione/zażenowane milczenie.

Kościół jako organizacja polityczna


Na swoje usprawiedliwienie lokalni analitycy mogliby jednak dodać, że Polacy zawsze mieli problem z obiektywnym widzeniem i opisywaniem polityki kościelnej. Popularny pogląd stwierdza fakt, iż Polska leży między Niemcami i Rosją, i jest to okoliczność determinująca naszą historię. Oczywiście, jest to pogląd prawdziwy. Tyle, że niepełny. Polska leżała niemal zawsze w swoich dziejach między Niemcami, Rosją, a Kościołem katolickim. Dlatego właśnie kluczowe dla stanu, przyszłości i bezpieczeństwa państwa polskiego są wszystkie zdarzenia dziejące się w tym właśnie trójkącie na przestrzeni ostatniego tysiąca lat. A także najbliższych dni…

Dostrzeżenie tych oczywistych faktów jest jednak w polskiej historiografii (jak i współczesnej analizie politycznej) mocno utrudnione. O ile im dalej w przeszłość – tym łatwiej nam rozumieć rolę Kościoła katolickiego jako odrębnego bytu politycznego, o określonych interesach i dążeniu do ich zabezpieczenia, o tyle im bliżej naszych czasów, tym bardziej Kościół wydaje nam się przezroczysty, niedookreślony, ot, zdaniem jednych służbowo dbający o jakieś szlachetne idee, zdaniem drugich nieomal diaboliczny w sekretach swej tajnej dyplomacji. W istocie też instytucje kościelne postrzegane są niemal wyłącznie przez spektrum jednej z dwóch, sprzecznych legend – albo tylko białej, jako elementy nadprzyrodzonego ciała ukierunkowanego wyłącznie na Zbawienie wieczne – alby wyłącznie czarnej, eksploatującej wszystkie prawdziwe i wymyślone wątki i epizody, od palenia czarownic po „pedofilię”. Miotanie się między tymi skrajnymi wizjami cechuje prób analiz zarówno po stronie katolickiej, jak protestanckiej i ateistycznej, w efekcie czego bodaj jedyne w miarę zobiektywizowane spojrzenia na Kościół znaleźć można niemal wyłącznie w politologii i historiografii prawosławnej, muzułmańskiej, a także chińskiej.

Polska jako ślepe narzędzie latynizacji Wschodu

Nic więc dziwnego, że również dyplomacje pochodzące z tych właśnie kręgów kulturowych są w stanie bez obciążeń, nie na kolanach, ale i nie wrogo rozmawiać ze Stolicą Apostolską, przy pełnym zrozumieniu, że zwłaszcza historyczne jej cele znajdowały się na ostrym kursie kolizyjnym choćby ze strategicznymi interesami Rosji. Od setek lat jednym z najważniejszych celów papiestwa była katolicyzacja ziem ruskich, a gdy okazywało się to niemożliwe – wówczas zadowalano się przynajmniej jak najdalszym przesuwaniem na Wschód wpływ łacińskich. Przez całe stulecia narzędziem takiej polityki była zwłaszcza Polska, od średniowiecza wprost i bardzo silnie zależna od papieży, nadrabiająca swą katolicką misją na Wschodzie absencję Polaków na krucjatach przeciw Islamowi. Niestety, tak użytkowe traktowanie polskiego narzędzia nie tylko nie przynosiło sukcesów polityce kościelnej, ale i przysparzało poważnych problemów państwu polskiemu. Dość wspomnieć dwa najbardziej charakterystyczne przykłady: oto, gdy w II połowie XVI wieku, rywalizując z państwem moskiewskim o wpływy na ziemiach ruskich, Rzeczpospolita po raz ostatni była w stanie siłą osiągnąć dominację – została powstrzymana przez emisariuszy papieskich, łudzonych możliwością konwersji Wielkiego Księstwa Moskiewskiego na katolicyzm. Z kolei w okresie ruskiej smuty, gdy przez Rzeczpospolitą i Moskwą otworzyła się droga do pojednania i zjednoczenia pod rządami jednej dynastii, przy poszanowaniu wyznania prawosławnego, wówczas siły katolickie, znienawidzeni na Wschodzie jezuici – narzucili obu państwom prowadzenie wyniszczających wojen, które w ciągu dwóch stuleci osłabiając Polskę przyczyniły się do jej upadku.

Wykop Skomentuj29
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka