Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
21 obserwujących
171 notek
118k odsłon
325 odsłon

Po co mamy należeć do NATO? – czyli o Polskę polską

Wykop Skomentuj9

To jakiś przymus jest, jak do TPPR w czasach mojej podstawówki (kiedy nie zapisałem się jako jedyny w całej szkole i teraz nie wiem dokąd się zgłosić po uprawnienia kombatanckie i rentę z tego tytułu)?
image

Na wojnie z historią i geografią


Zadziwiające jak często w rzadkich, bo rzadkich, ale jednak czasem wywoływanych wśród narodowego uśpienia dyskusjach nad obecnością Polski w NATO – pada "argument": "Musimy należeć do NATO, bo 17. września 1939 r. Stalin zadał nam cios w plecy!". Cóż, może to być dla niektórych szok, ale obawiam się, że NATO nie obroni nas przed sowiecką agresją w 1939 r... Oczywiście, zawsze w takich przypadkach niezastąpione są też rozbiory. Przecież z tego, że straciliśmy Witebsk wynika niezbicie, że jutro odbiorą nam Ciechanów! No i oczywiście greps rozstrzygający: Gruzja/Osetia, Donbas i Krym. Zatem, po ciekawostce historycznej – pora na newsa z geografii: żadne z tych miejsc NIE LEŻY W POLSCE!

Ta dam!

Na tym z reguły wszelka wymiana zdań się kończy. Czasem, ewentualnie dochodzą jeszcze. Nord Stream (?) i Tupolew i naprawdę rozmówcy są przekonani, że konieczność polskiego członkostwa w NATO została w ten sposób udowodniona, zagrożenie rosyjskie – bezsporne, a tłumaczenie takich oczywistości wręcz zbędne. Zaprawdę, jaka to fascynująca planeta, ta Polska... Niczym więzienie bez strażników…

Mimo wszystko jednak, nawet tak pozornie jałowe wymiany zdań – mogą okazywać się pożyteczne. Dobrze bowiem ilustrują przyczyny, dla których polskie poparcie dla członkostwa w NATO pozostaje w istocie bezrefleksyjne (by nie powiedzieć dosadniej...). Oto z jednej strony istnieje przekonanie, że "przecież trzeba gdzieś należeć" – bez żadnego wyjaśnienia skąd bierze się to założenie, czemu Polska miałaby z góry rezygnować z kształtowania swojej polityki zagranicznej i wojskowej. "Jeśli nie NATO - to co?!" powtarzane jest natrętnie pytanie, jakby przynależność do bloków militarnych była obowiązkowa.

Oczywiście, wiąże się to z założeniem drugim również nawet nie uprawdopodobnianym, a mianowicie, że "Rosja zagraża Polsce, bo taka już jest agresywna/zawsze to robiła itp.". I znowu, zdanie to podawane jest do wierzenia, a od wiernych nie sposób dowiedzieć się na czym konkretnie zagrożenie owo miałoby dla Polski polegać, a gdyby nawet istniało – to czy jest przyczyną czy raczej skutkiem naszej przynależności do NATO? Niestety, ale w szczątkowej polskiej debacie publicznej wszystko to są kwestie pozarozumowe, oparte wyłącznie na fałszywie przyjętych aksjomatach, podszytych emocjami i zwykłą niewiedzą. Bo też fałsz, histeria i ignorancja są najczęstszym podglebiem najfatalniejszych decyzji politycznych – zwłaszcza w dziejach Polski...

O co chodzi z tą Rosją…


Tymczasem, rozbierając kolejno – najprostsza i w dodatku prawdziwa odpowiedź na pytanie co Polska miała zrobić zamiast wstąpienia do NATO brzmi…Nie wstępować. Po prostu. A na pytanie co miałaby zrobić teraz – odpowiedź jest jeszcze oczywistsza: WYSTĄPIĆ. Bo tak z ręką na sercu - do czego NATO jest Polsce potrzebne? Przed czym konkretnie nas "broni"?

A, no tak, przed Rosją… No to od początku.

Po kolei – to Gruzja w 2008 r. napadła na Osetię i Rosję, a nie odwrotnie. Zaatakowała stojące w Osetii rosyjskie siły rozjemcze, których obecność wcześniej wielokrotnie akceptowała. Czy zwolennicy przynależności Polski do NATO też chcą kogoś, nie daj Boże, napadać?

Idźmy dalej. Na Ukrainie nacjonalistycznie nastawiony parlament w 2014 r. odebrał ludności rosyjskojęzycznej (i polskojęzycznej również, ale Polska – jak zwykle – nie zareagowała…) prawa językowe, kulturalne i oświatowe, a gdy ta zaczęła protestować – zaatakowano cywilów podczas pokojowych manifestacji w Doniecku. Stąd konflikt, mord w Odessie, odpadnięcie Krymu. W tym ostatnim przypadku – wobec naruszenia konstytucji Ukrainy przez kadłubowy skład Rady Najwyższej, a więc w sytuacji przewidzianej po referendum w 1991 r. – mieszkańcy Półwyspu mieli prawo wypowiedzieć się ponownie na temat statusu swego kraju i tak też uczynili. Akt ten nie naruszał więc w żaden sposób ani prawa ukraińskiego (złamanego za to już wcześniej w Kijowie), ani umów i zobowiązań ukraińsko-rosyjskich. A nawet zresztą, gdyby tak było – to, czy gdyby o pomoc państwo polskie poprosili Polacy z Litwy czy Ukrainy, to Rzeczpospolita miałaby im takiej pomocy nie udzielić tylko dlatego, że paru polityków wciąż liczy na zrobienie osobistej kariery w biurokracji Paktu Północnoatlantyckiego, a inni pośredniczą przy łapówkarskich w charakterze inwestycjach zbrojeniowych firmowanych przez NATO? Wiem, pytanie jest retoryczne – Polacy z Kresów o pomoc nigdy nie poproszą, bo doskonale wiedzą, że by jej od III RP nie otrzymali…

Wszystko to nie zmienia też jednak faktu, że ani Krym, ani Donbas nie mają związku z sytuacją Polski. Nie ma w Polsce terenów i ludności rosyjskiej czy rosyjskojęzycznej o sytuacji analogicznej do położenia Szachtarów i Rosjan krymskich. To, co zdarzyło się Osetyńcom, Gruzinom, Ukraińcom, Szachtarom, Rosjanom we wszystkich tych krajach – zdarzyło się więc INNYM. Pytanie brzmi natomiast i zawsze, i wyłączanie brzmieć powinno: czy Rosja (czy ktokolwiek inny) ma JAKIEKOLWIEK roszczenia i żądania WOBEC POLSKI ?

W Polsce nie ma mniejszości rosyjskiej, nie mamy z Rosją sporów granicznych, Polska nie jest częścią Ruskiego Miru i w praktyce nikogo szczególnie w Rosji nie interesuje. To gdzie tu jakieś punkty sporne? Jeśli NATO faktycznie miałoby nas "bronić przed Rosją" – to jest tym bardziej zbędne.

Z przeglądu internetowych „argumentów” (i tak brawo, że ktoś zdobywa się na wysiłek, by w ogóle uzasadniać, większość uważa wszak przynależność Polski do NATO za aksjomat, którego w żaden sposób podbudowywać wręcz nie wolno!) – mamy też: "Roszczenia Rosji, póki co dotyczą nieusuwania pomników radzieckich". No i...? Za te pomniki chcą od nas np. Suwałk? Czy po prostu mówią, że im się to nie podoba? Nord Stream… Jasne, ominięcie Polski przez gazociąg nie jest w naszym interesie, ale niby czemu… miałoby być? Polska świadomie i celowo nie weszła do konsorcjum realizującego tę inwestycję (choć była doń zapraszana), ani wcześniej nie zgodziła się na proponowaną przez Rosjan nitkę JAMAL-2 – wszystko w imię interesów… ukraińskich, a dokładniej dla zabezpieczenia możliwości podkradania przez Kijów rosyjskiego gazu idącego przez ten kraj. Sorry więc, ale nie dość, że to sprawy ekonomiczne, a nie stricte militarne – to jeszcze sami je sobie ściągnęliśmy na głowy, w dodatku dla pięknych oczu Ukraińców. To do kogo powinniśmy mieć pretensje, do Rosjan, czy do samych siebie, za głupotę i szkodnictwo naszych rządzących?

Dokładnie zresztą tak samo jest z cenami gazu – które sobie również sami dzielnie tak wynegocjowaliśmy, żeby mieć relatywnie wysokie (acz i tak niższe od amerykańskich). I co, NATO nam obniży ceny gazu i zbombarduje niemiecko-rosyjski gazociąg po Bałtyku? I don’t think so…

Jeszcze bardziej śmieszno-straszne (mimo smutnej materii) jest wysuwanie w relacjach polsko-rosyjskich nieszczęsnego Tupolewa. Zwłaszcza, że jeśli już – to jest to przecież polskie (?) roszczenie wobec Rosji, a nie odwrotnie. I choć szczerze mówiąc nie wiadomo tak naprawdę do czego niby ten wrak miałby być nam jeszcze potrzebny – to i tak zostaje pytanie: czy zdaniem podnoszących ten… „argument” należymy do NATO, żeby nam Rosjanie oddali szczątki samolotu? Na pewno? I znowu – jak nam Pakt w tym wielkim dziele pomaga?

Niestety, ale czego się więc nie tknąć w wątłej „argumentacji” ślepo popierających NATO – po poskrobaniu zawsze okazuje się, że Rosjanie jednak nie zgłaszają i nie mają żadnych realnych roszczeń wobec Polski. Tylko robią to z jakąś taką niefajną miną! Tak, wychodzi, że to jednak poważna sprawa...

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka