Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
21 obserwujących
164 notki
110k odsłon
473 odsłony

Przep...dółka, czyli wydajemy, żeby wydawać

Wykop Skomentuj2

Kwestia budowy tak zwanego Dworca Metropolitalnego w Lublinie – to coś jak wizja transgalaktycznego lotniska centralnego: jest tyleż porywająca, co pozbawiona sensu, za to BARDZO kosztowna.
image

Dworzec – wstydliwe miejsce Lublina


Specyfika komunikacyjna Lublina polega na tym, że inaczej niż jest to przyjęte – dworce autobusowy i kolejowy nie znajdują się tam blisko siebie, ale w odległości około 2,5 km. I choć wynika to z nietypowego położenia dworca PKP, oddalonego od centrum – to od lat podsuwa się lublinianom rozwiązanie nonsensowne, a sprowadzające się do konieczności wywalenia poza Śródmieście także autobusów „bo tak będzie bardziej cywilizowanie”. Że to głupota i niedogodność dla przybywających do miasta – jest oczywistym. Podobnie jak fakt, że dawny teren PKS, położony przy samym lubelskim Starym Mieście – jest łakomym kąskiem dla inwestorów, a to przecież zawsze ważniejsze niż jakiś tam transport publiczny i wygoda mieszkańców regionu.

Lubelski PKS (od kilku lat pod wiele mówiącą nazwą Lubelskie Dworce) nie raz już padał ofiarą swego zbyt dobrego położenia na mapie miasta. Stary budynek, pochodzący z lat 60-tych i jego otoczenie (tradycyjne budki z małą gastronomią płynnie przechodzące w stoiska pobliskiego głównego targowiska miejskiego) używane są jako podstawowy argument za przeprowadzką „bo to paskudztwo nie pasujące do XXI wieku!”. Faktycznie, przy al. Tysiąclecia/ul. Ruskiej widać dekady zaniedbań i zaniechań – ale lublinianom nie tłumaczy się jakie były ich prawdziwe przyczyny. A fakty są takie, że to kolejne władze miasta nie pozwalały na modernizację dworca PKS i to kierując się nader materialnym, by nie powiedzieć korupcyjnym motywem.

Oto wszystkie projekty przebudowy zakładały połączenie funkcji komunikacyjnej z handlową, a to stanowiłoby konkurencję dla pobliskiej galerii handlowej, zbudowanych w ekspresowym tempie Tarasów Zamkowych, które w swoim czasie znalazły bardzo wpływowych… lobbystów w lubelskim Ratuszu. Tak upieczono dwie pieczenie – jak można się domyślić, zarobiono na galerii, a przy okazji wbito w głowę lublinianom „dworzec jest brzydki, dworzec trzeba zniszczyć i zbudować w innym miejscu”. I zarobić na kolejnej wielkiej inwestycji…

Po co jest ten miś?


Taką też wymyślono. Dworzec Metropolitalny to projekt, dla którego wystąpiono o 136.000.000 zł dofinansowania i który wpisano do Strategii Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych – jest się więc o co bić. Cała przebudowa okolicy, żeby z Dworca z grubsza dało się dokądś dojechać – kosztować ma 364.374.523,90 zł. Sama wizualizacja obiektu i jego otoczenia jest oczywiście śliczna, już się nawet zdążyła załapać na jakiś międzynarodowy konkurs architektoniczny. Nie w tym jednak rzecz czy nowy ogromny kompleks dworcowy jest przeładny, a nawet nie w tym, czy jest Lublinowi potrzebny – tylko czy w zaproponowanym kształcie jest możliwy do realizacji. I to właśnie budzi wątpliwości. Publicznie wyraził je poseł PiS, wiceminister inwestycji i rozwoju Artur Soboń (prywatnie przesympatyczny), proponując by PO-wskie władze miasta przestały się wygłupiać, przyznały, że meganinwestycja jest niewykonalna i zgodziły, aby wspólnie z PiS-owskim Zarządem Województwa rozpocząć procedurę renegocjacyjną z Komisją Europejską, a pieniądze zaklepane na razie na nierealny Dworzec – przesunąć na inne cele, np. na dofinansowanie inwestycji samorządu województwa też zlokalizowanej w Lublinie, czyli dokończenie rozbudowy i wyposażenie Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej.

W odpowiedzi prezydent Krzysztof Żuk (regionalny lider Platformy Obywatelskiej) zapewnił, że z powodów formalnych nie jest możliwe przeniesienie środków z planowanej megabudowy "bo to znaczone pieniądze". I jak doświadczony ex-mąż tak oszukał, żeby się nie dać złapać na kłamstwie. Po pierwsze bowiem – te pieniądze są rzeczywiście znaczone. Ale nie przez Brukselę, a przez Lublin. Można zatem w miarę swobodnie zaprosić KE do renegocjacji ZIT i doprosić do realizacji projektu województwo. Prezydent wie to doskonale, ale tradycyjnie liczy na ignorancję mieszkańców i dziennikarzy. Po drugie zaś w istocie pos. Soboń rzucił koło ratunkowe wyjątkowo nieudolnej inwestycyjnie ekipie lubelskiego Ratusza. I Żuk, i jego ludzie doskonale bowiem wiedzą, że Dworzec Metropolitalny to utopia, w zaproponowanym kształcie niemożliwa do zrealizowania i za najdalej rok trzeba będzie ogłosić, że "wobec obiektywnych trudności" miasto rezygnuje z inwestycji i na gwałt trzeba będzie zmieniać zabezpieczonych środków. Okaże się też wówczas, że ZIT jednak można renegocjować, tylko wówczas będzie się to odbywało pod presją czasu "bo stracimy fundusze", a te pójdą na - mówiąc fachowo – przepierdolenie, czyli pewnie łatanie jakichś dziur w jak zwykle bezplanowych inwestycjach miejskich. I wtedy dopiero zacznie się płacz "Aj waj, czemu wcześniej nikt nie pomyślał?!".

Na razie jednak na pos. Soboniu nie zostawia się w lubelskich mediach suchej nitki, choć przecież występuje niczym najlepszy przyjaciel Żuka. Ten, gdyby posłuchał – mógłby się przecież chwalić, że już, już prawie zbudował transgalaktyczny Dworzec – ale ci wstrętni populiści z PiS-u nie dali i wszystko poszło na jakiś głupi szpital onkologiczny! Dzięki Soboniowi więc Żuk znowu niczego nie wybuduje i jak zwykle wyjdzie na bohatera! Czy to nie idealny układ?

Oczywiście też jednak poseł Soboń na pewno wie, że tak zaprezentowany pomysł – jest z miejsca spalony i Żuk się na niego zgodzić nie może, choćby z powodów pryncypialnych. Już nie mówiąc, że przecież każdy ma jakieś swoje... ulubione inwestycje… Nie zmienia to jednak faktu, że w żaden sposób od dyskusji co ZAMIAST Dworca w Lublinie – i tak nie uciekniemy.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka