Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
20 obserwujących
159 notek
107k odsłon
244 odsłony

„Tym, co mają słabe serce…!”

Wykop Skomentuj1

Szlak bojowy Brygady Świętokrzyskiej Narodowych Sił Zbrojnych JEST częścią historii polskiego ruchu narodowego, a jako rzadki objaw realizmu w polskiej historii wojskowości – stanowi także ważny punkt odniesienia dla wszystkich nawiązujących do konserwatywnej szkoły myślenia politycznego.
image
Tak, założyciele i dowództwo BŚ mylili się wierząc w III wojnę światową, co nie zmienia faktu, że wykazali większy rozsądek / zdolność przewidywania zdarzeń niż ich koledzy, zasilający następnie szeregi Żołnierzy Wyklętych. I za to właśnie, za MYŚLENIE oraz za ORGANIZACJĘ, dwie cechy naprawdę rzadkie w polskiej polityce – należy się Brygadzie uszanowanie.

U zarania lat 90-tych współtworzyłem Stronnictwo Narodowe „Szczerbiec” – zakładaną  przez weteranów nacjonalistycznej opozycji anty-ustrojowej pierwszą organizację endecką głoszącą jednolity front nacjonalistyczny, nie wdającą się w talmudyczne rozważania „czy w latach 30-tych lepsza była opcja staro- czy młodo-narodowa, a może narodowo-radykalna”. Nie mieliśmy najmniejszych wątpliwości, że nasze historyczne dziedzictwo to i Narodowa Organizacja Wojskowa – i Narodowe Siły Zbrojne, tak scalone, jak i do końca (słusznie…) sceptyczne wobec AK i oficjalnych struktur Polskiego Państwa Podziemnego. I Związek Jaszczurczy – i Konfederacja Narodu, i Narodowo-Ludowa Organizacja Wojskowa – i Uderzeniowe Bataliony Kadrowe. Oraz Stronnictwo Zrywu Narodowego, a także Miecz i Pług na dodatek. Moje relacje z instytucjonalnym ruchem narodowym w następnych latach były zróżnicowane – ale endekiem byłem, jestem i pozostanę. I nie rozumiem czemu miałbym obrażać się na rozsądnych i bohaterskich żołnierzy NSZ tylko dlatego, że śpiewali „Pierwszą Brygadę”. Sam to śpiewałem. I grałem, jeszcze w szkole, na wibrafonie (to takie duże cymbałki…), ku zawstydzeniu moich PRL-owskich nauczycieli. Nie tylko jednak dlatego zalecam odrobinę zdrowego rozsądku w ocenie Brygady.

Fałszywy kult


Oczywiście, jej dzisiejszy oficjalny kult – to WSPÓŁCZESNY fakt polityczny. W dodatku wyjątkowo zakłamany, bo znakomicie pamiętam z lat 90-tych, kiedy to Jarosław Kaczyński odcinał się jeszcze od „antysemitów z NSZ”, a jego hunwejbini z Ligi Republikańskiej przeciwstawili „dobre WiN” (dobre, bo inwigilowane przez UB?) „złej Brygadzie”. Ba, w forpoczcie wylewania pomyi na niescalone NSZ był wówczas tak dziś hołubiony Leszek Żebrowski! O ile więc można i nawet należy piętnować FORMY i INTENCJE nagłego przekonania ludzi Kaczyńskiego do uszanowania Brygady Świętokrzyskiej – o tyle zupełnie błędne jest stosowanie techniki "kult jest zły, bo Brygada była zła". Bo chociaż koledzy w środowiskowych sporach broniący BŚ oczywiście się z tym nie zgodzą – ale to tak, jak z burzeniem pomników sowieckich. Nie chodzi o to czy ci uwiecznieni na nich byli fajni czy nie – tylko czemu niefajny jest WSPÓŁCZESNY akt polityczny polegający na burzeniu. I analogicznie – zgadzając się, że prawidłowość działania Brygady jest niewątpliwa, można i nawet należy uważać, że obecny nieszczery kult ze strony choćby takiego prezydenta Andrzeja Dudy może mieć fatalne dla dzisiejszej i przyszłej Polski konsekwencje. Zostanie bowiem kłamliwie wykorzystany do oskarżenia Polaków o ZBROJNĄ kolaborację z nazistowskimi Niemcami. Dlatego NALEŻY być przeciw pałętaniu się przez jakichś amerykańsko-syjonistycznych politykierów wokół miejsc pamięci Brygady i jej profanowaniu dla bieżących ANTYPOLSKICH celów i prowokacji – natomiast oddawać szacunek żołnierzom i oficerom, którzy zrozumieli, że czasem rozsądniej jest NIE WALCZYĆ.

Pragmatyzm nad formalizmem


Obie strony bezsensownego, wewnętrznego sporu kłócą się bowiem w istocie Z KIM ("to może należało z...?!" - "nigdy nie wolno było z...!" zarzucają jedni drugim) – zamiast zgodzić się co do samej METODY POSTĘPOWANIA. Oto bowiem z perspektywy samobójczej ideologii dwóch wrogów - postawa Brygady była POSTĘPEM, czyli wzrostem PRAGMATYZMU. A więc wbrew szyderstwom czy zaprzeczeniom - czymś bliskim choćby działaniu... Bolesława Piaseckiego. Nieprzypadkowo wszak ugodę z Sowietami wsparli także ci, którzy podczas wojny popierali jakieś porozumienie techniczne z Niemcami. Bo to sama KOLABORACJA bywa po prostu optymalną dla danej wspólnoty techniką polityczną i nie to Z KIM, ale KIEDY jest wówczas ważne.

Co najmniej niepoważny jest także zarzut, że „Brygada wychodziła w sposób zorganizowany, taktycznie dogadując się z Niemcami”. Podnoszący go powinni bowiem dopowiedzieć – to co ich zdaniem BŚ miała zrobić? Uciekać pojedynczo? W parcianych workach? Z zawiązanymi oczami? Nie, oni jednak "Wyszli w sposób zorganizowany" – faktycznie, cholera, jakoś nie po polsku! A przecież taka relokacja dawała po prostu większe gwarancje powodzenia, była operacją wojskową, a nie jakąś tam symboliką. I dobrze, że ktoś to umiał zrobić. Nadto nie pytajmy czy "się dało" to zrobić inaczej, tylko co było praktyczniejsze. Marsz w zabezpieczonej dużej formacji OKAZAŁ się skuteczny, a ryzykować tylko z pobudek propagandowych "żeby lepiej wyglądało" nie miało sensu. Jak zawsze – pragmatyka nad formalizmem, koledzy malkontenci!

Dalej – czemu Brygada (a w istocie całe niescalone NSZ) nie podporządkowała się Armii Krajowej i kierownictwu Polskiego Państwa Podziemnego? Po pierwsze – i od tego należałoby zacząć, że przecież tylko ktoś wyjątkowo naiwny, w każdym razie po upadku Francji – mógł zakładać, że kiedy „słoneczko wyżej, to Sikorski bliżej”. Zwłaszcza, kiedy generała już nie stało… Wszyscy ludzie rozsądni wiedzieli, że układ władzy w Polsce po wojnie nie będzie miał większego związku z tym, co było w II RP, a powoli orientowano się także, że również londyńskość jest ślepą uliczką. Wiedzieli to pierwsi nawet… sikorszczycy z Centralnego Komitetu Organizacji Niepodległościowych (to dopiero paradoks, co?), nie ma więc powodu by odmawiać równie rozsądnego podejścia do tego samego problemu Służbie Cywilnej Narodu. Naprawdę jakiś endek twierdzi, że należało słuchać Komendy Głównej Armii Krajowej, której fatalne akcje każdorazowo kosztowały życie setki polskich zakładników, która dopiero przymuszona broniła Zamojszczyzny, która do ostatniej chwili nie chciała bronić Wołynia, która zarządziła absurdalną „Burzę”, a żeby jeszcze bardziej dobić naród dopuściła do zniszczenia jego stolicy? W dodatku, kiedy Brygada Świętokrzyska wychodziła - Polskie Państwo Podziemne było już faktycznie fikcją. Jesienią 1944 r. AK była bankrutem politycznym, skompromitowanym powstaniem i bez żadnej dalszej wizji stosunków w Polsce.

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka