Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
20 obserwujących
164 notki
110k odsłon
180 odsłon

Czy Europa pogodzi Polskę z Rosją?

Wykop Skomentuj2

Po czym poznać, że ktoś jest analitykiem? Bo dokładnie potrafi z sześciu stron naświetlić co się wydarzyło i z żadnego – co dopiero może nastąpić. A po czym odróżnić, że dany analityk jest z Polski? Po parotygodniowym co najmniej opóźnieniu i naświetlaniu wyłącznie tego, co wyczytał w wyznawanych przez siebie opracowaniach zachodnich. Ze szczególną dotkliwością definicja ta sprawdza się zaś w Polsce na odcinku wschodnim.
image

Pinokio wierzy, że jest chłopcem…


Wbrew wszelkim bowiem pozorom – Polska nie ma własnej polityki wschodniej. To znaczy, oczywiście udaje, że takową posiada, ba, że jest w ogóle pionierem i liderem rosjoznawstwa na świecie. Sęk w tym jednak, że to… nieprawda. Faktycznie, dodajemy jakieś swoje emocje, polonizujemy wyselekcjonowanymi zdarzeniami historycznymi, ale tylko to, co podyktują nam inni. Stąd i jakieś cienie odprężenia sprzed blisko już dekady, i ostatnie przypływy rusofobii i teraz pojawiające się wezwania do kolejnego détente - nie są niczym więcej niż tylko echem tendencji dominujących w polityce światowej. Rzecz jasna – ze wspomnianym już typowo polskim opóźnieniem.

To znaczy, mówiąc prościej, kiedy Donald Tusk przechadzał się z Władymirem Putinem po Westerplatte, niemal dokładnie 10 lat temu – to przecież nie z impulsu serca ani dla jakiegoś przebłysku geopolitycznego rozsądku, tylko ze względu ówczesne nastawienie tak Waszyngtonu, jak i Brukseli oraz Berlina, sprowadzające się do taktyki wciągania Rosji w orbitę wpływów „świata demokratycznego kapitalizmu”. Celem było więc wzmacnianie zapadnickich skłonności w samej Rosji, a metodą m.in. technika małych gestów, wykonywanych rękoma chłopców na posyłki – w tym Polski. Metoda ta po dziś dzień nie uległa zmianie, a ściślej chwyty są te same, tylko zwrot w ostatnich latach był przeciwny. Ci sami chłopcy dostali więc do rąk szabelki, którymi wymachiwali na Wschód znowu, nie z powodu naturalnych wojowniczych skłonności, nie dla żadnych celów polskich (choćby opacznie rozumianych) – tylko dlatego, że tak kazali zachodni sponsorzy.

Zrozumienie całkowitej niesamodzielności III RP jest kluczowe dla jakichkolwiek rozważań o możliwych zwrotach geopolitycznych i dyplomatycznych z udziałem naszego kraju. I choć spostrzeżenie to przecież całkowicie oczywiste dla wszystkich zewnętrznych obserwatorów – to ze zrozumiałych względów samym Polakom mówi się tę prawdę raczej niechętnie i formie zawoalowanej. Cóż, pewnie żadna kukiełka nie lubi przecież słuchać, że jest z drewna…

Rusofobia jest passé


Rozważania co dalej w relacjach polsko-rosyjskich, skoro gorzej być prawie nie może – jednak się bardzo rzadko, ale pojawiają. Z taką właśnie cichą sugestią, że nasza rusofobia jako punkt pierwszy racji stanu – jest już nieco passé, bo wyglądamy z nią jak ten gość, który dalej ciągnie „Sto lat…” choć cała sala śpiewać już przestała. Mówiąc zaś wprost – zaczyna się tłumaczyć Polakom, że skoro sami nie umiemy ułożyć sobie relacji z Rosją, to ktoś to znowu zrobi za nas. I tak mniej więcej można odczytać kolejną wycieczkę jednego z bardziej wpływowych ośrodków głównego nurtu, Fundacji Batorego, na wody tematyki wschodniej .

Oczywiście, jest to teza dość bezczelna – bo nie tyle Polacy nie umieją się porozumieć z Rosjanami, tylko ktoś nam to stale i bardzo skutecznie utrudnia i jest to zapewne ten sam ktoś, kto potem załamuje ręce nad rzekomym polskim brakiem rozsądku i geopolitycznego obycia. Same obserwacje p. dyr Pełczyńskiej-Nałęcz są jednak całkiem ciekawe, może mało odkrywcze, ale jak na przedstawicielkę głównego nurtu – naprawdę zadowalające. Oto bowiem szefowa Forum Idei Fundacji Batorego przyznaje, że era przedstawiania Rosji jako „Imperium Zła” dobiega końca, może nie bezpowrotnie, ale na pewno na długo i to w związku z aż dwoma długofalowymi czynnikami. Po pierwsze – zmianą hierarchii celów amerykańskich, a po drugie – reorientacją (docelowo być może nawet reorganizacją) Unii Europejskiej.

Czy Rosja znowu uratuje Zachód?

Rzeczywiście, pytanie czy Rosja zemści się dziś na Chinach za ping-ponga Mao z Nixonem – pozostaje jedną z najważniejszych kwestii geopolitycznych świata. Rosjanie decydujący się zaakceptować dość już czytelną ofertę amerykańską i przyjmujący rolę skrzydłowego USA w rozgrywce reakcyjnego kapitalizmu przemysłowego à la Donald Trump przeciw rodzącemu się nowemu centrum kapitalizmu finansowego w Pekinie i Szanghaju – zapewne znów, jak nie raz w historii rozstrzygnęliby na długo globalną rozgrywkę. W takim wydaniu nie byłoby jednak mowy tylko o resecie, dotychczasowy podział na Zachód i Wschód w ogóle przestałby być aktualny, a Moskwa musiałaby zostać uznać za jedną z równoprawnych stolic zwycięskiego (być może…) systemu gospodarczo-politycznego świata. Za takim rozwiązaniem przemawiają i wciąż silne tendencje zapadnickie w rosyjskim kierownictwie politycznym, i charakter gospodarki samej Federacji Rosyjskiej. Do takiej też opcji zaczyna się przekonywać Polaków, występujących od jakiegoś czasu na smyczy krótszej od strony Waszyngtonu niż od innych stolic, a więc naturalnie szczególnie posłusznych wobec poleceń płynących z tego kierunku (mowa oczywiście o głosach przebijających się powoli via ośrodki rządowe III RP).

No tak, ale wbrew temu, co tak chętnie powtarza się od dekad w Polsce i co w odświeżonej wersji Amerykanie podpowiadają Rosjanom – ilość punktów spornych między Moskwą a Pekinem jest znikoma, by nie powiedzieć żadna. Po cóż więc Rosja, nawet zamykając jeden kierunek konfliktu, z Zachodem (jak się już okazało w istocie mało uciążliwy) – miałaby sobie otwierać kolejny, na Dalekim Wschodzie, a więc obszarze znacznie bardziej rozwojowym i przyszłościowym?  I na to radę próbują mieć doradcy, w rodzaju p. dyrektor Pełczyńskiej-Nałęcz, przekonującej Polaków, ale bardziej chyba nawet samych Rosjan, że są… „uzależnieni od Chin”. A zatem że powinni zależność tę zrzucić, przystąpić do rywalizacji np. na obszarze środkowo-azjatyckim, słowem – zachowywać się wobec ChRL mniej więcej tak, jak obecnie Polska wobec Federacji Rosyjskiej. No cóż, oczywiście Rosja nie jest ratlerkiem Zachodu i nigdy nim zapewne nie będzie, porównanie może więc wydawać się chybione – ale też i przykład polski powinien być dla decydentów rosyjskich wystarczająco odstręczający, by nad takim dobrymi radami przejść tym razem do porządku.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka