Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
27 obserwujących
331 notek
168k odsłon
  5042   0

Skręt w prawo

Osoby i środowiska z obsesją antymotoryzacyjną nie mogą przyjąć do wiadomości, że ruch drogowy to NIE JEST WOJNA, w której jedna, strona musi zgnębić drugą. To tylko kombinacja metod przemieszczania się ludzi, która może i powinna odbywać się w miarę płynnie i bezpiecznie. Tyle. Podobnie doktrynerzy działający z pobudek ideologicznych, widzący w samochodzie symbol nadmiernie rozbuchanej konsumpcji, płaczący nad upadkiem wspólnotowości kojarzonej przez nich z transportem publicznym, czy kierujący się względami ochrony środowiska – zbyt często zapominają, że od samego prześladowania kierowców PKS-y nie zmartwychwstaną, ludzie nie rzucą się sobie w objęciu porzucając autostradowy pęd itp. Po prostu – nie będziemy mieli cudownej odnowionej wspólnoty w zielonych autobusach – tylko coraz więcej coraz bardziej wkurwionych kierowców.

Biznes is biznes

Przepisy rzekomo pro-rowerowe zagrażają więc bezpieczeństwu samych rowerzystów, służą też podtrzymaniu na polskich drogach i tak zbyt wysokiego poziomu stresu i agresji, a więc są szkodliwe. Swoją drogą zresztą zastanawiać musi, że właśnie środowiska tak poza tym wyczulone na prawdziwe i urojone manipulacje „lobby motoryzacyjnego” – jakoś równocześnie nie potrafią zauważyć, że taki np. przemysł rowerowy – również jest przemysłem. A więc i biznesem! Zwrócmy uwagę na kolejne zmiany w prawie, mające ewidentnie na celu zwiększenie sprzedaży, a więc i większe zyski producentów i sprzedawców. Oto bowiem od osób, które ukończyły 18 lat nie wymaga się dokumentu uprawniającego do kierowania rowerem. Taka osoba powinna posiadać dokument potwierdzający osiągnięcie 18. roku życia – dokument tożsamości. Rowerzysta jest zatem JEDYNYM użytkownikiem ruchu drogowego, który nie musi znać zasad ruch ten regulujący. Dalej - rowerzysta jest także jedynym użytkownikiem ruchu drogowego innym niż pieszy, który nie wie co się dzieje za nim - bo w myśl obowiązujących obecnie przepisów nie musi mieć lusterka. Itd. Kolejne zmiany kodeksu ruchu drogowego, mające zwiększyć sprzedaż rowerów ZMNIEJSZAJĄ bezpieczeństwo rowerzystów. No, ale kogo to obchodzi skoro rowery są z definicji fajne, a samochody równie oczywiście wyłącznie złe?

Wprawdzie to nie kierowcy wychodzą z domów deklarując, że ich jedynym celem na dany dzień będzie uczynienie miasta nieprzejezdnym (jak to radośnie i cyklicznie czyni niesławna „Masa Krytyczna” – jednak to oni są chłopcem do bicia, piętnowanym i biczowanym przy każdej medialnej okazji (także takiej, jak faktycznie fatalny wyskok nieszczęsnego Zawiszy). Ten za to co zrobił w końcu jednak odpowie – a głupi przepis pozostanie. O ile bowiem bardzo łatwo podpuścić Polaków, żeby przełknęli kolejny pakiet zakazów i nakazów, byle tylko uzasadnianych w duchu dobrych chęci („kiedy wreszcie rząd zrobi coś wreszcie z […]”) – o tyle bardzo ciężko usuwa się z polskiej przestrzeni prawnej nonsensy już uchwalone, nawet jawnie niedziałające i przeciwskuteczne.

O logikę nie tylko na drogach

Taką sytuację mamy też np. z ograniczeniami prędkości. To przecież kwestia podstawowej logiki. Jeśli 85 proc. kierowców przekracza obowiązujące w danym miejscu ograniczenie prędkości - to znaczy, że w tym miejscu ograniczenie prędkości jest NADMIERNE. Elementarne. Niestety, w III RP prawo tworzone jest często reaktywnie, w warunkach nagonek medialnych, dla szybkiego zaspokojenia głodu łatwych bez rozwiązań, bez dociekania istoty problemów. Wśród powszechnych (i często całkiem uzasadnionych) narzekań na zagrożenia na drogach jakoś umyka na przykład fakt podstawowy – że jest bardziej niż prawdopodobne, iż mamy do czynienia z jakimiś fundamentalnymi błędami w procesie kształcenia kierowców. Egzaminy na prawo jazdy zdać coraz trudniej – a ludzie jeżdżą coraz gorzej. Przipadek?

W szumie informacyjnym, skupiającym się na chwilę na co bardziej dramatycznych, ale POJEDYNCZYCH przypadkach gubi się także kolejna oczywistość – że łamiący przepisy są patologią systemu, a nie jego zasadą. Jeśli ktoś żyje z wyścigów na autostradach, po których jeździ 250 km/h - to nie da się go powstrzymać wprowadzając limit 30 km/h na drogach gminnych, tylko trzeba go złapać i osądzić w myśl OBECNIE obowiązujących przepisów. I tak dalej, właściwie czego się tknie w radosnej sraczce legislacyjnej, niby to mającej spowodować, że wszystkim się będzie żyło lepiej i bezpieczniej – okazuje się być rażąco alogiczne i po prostu skazane na niedziałanie, niczym pamiętny radziecki automat do gwizdania w… No, wiadomo w czym.

I tu nie chodzi tylko o ruch drogowy. Wiara, że "co uchwalone - to się stanie!" jest fundamentem alogiczności całej III RP. Stąd właśnie usuwać powinniśmy także absurdy drogowe, w ten sposób krok po kroku naprawiając nasze państwo. W końcu często nam się wydawało, że każda porządna reforma musi zacząć się od… skrętu w prawo.

Konrad Rękas

Xportal.pl

Lubię to! Skomentuj44 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka