Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
21 obserwujących
176 notek
120k odsłon
467 odsłon

Rozpoczął się wyścig do Moskwy

Wykop Skomentuj2

Francja weszła do gry. Prezydent Emanuel Macron, wciąż widzący się w roli przywódcy nowej Europy, ale i muszący ratować resztki swojego ginącego poparcia w samej Francji – coraz wyraźniej lansuje swoją wizję „nowej architektury zaufania i bezpieczeństwa”, obejmującej także uregulowanie relacji z Rosją i wprowadzenie Federacji Rosyjskiej do nowego systemu międzynarodowego w oparciu o partnerstwo europejsko[francusko]-rosyjskie. Od pomysłu wprawdzie zdystansował się Berlin, jednak przede wszystkim dlatego, by nie stracić swej dotychczasowej „złotej karty” na wyłączność w relacjach z Moskwą. Jeśli do całej tej układanki dodamy dość wyraźniejsze umizgi Waszyngtonu (metodą zwaną w czasach mojego dzieciństwa „końskimi zalotami”) – wyjdzie nam, że najważniejszym pytaniem nie tylko dekady, ale wręcz kilku najbliższych lat pozostanie kto wygra globalny wyścig do Moskwy – i dlaczego będzie to… Putin.

image

Putin – geopolityczny zwycięzca

Bo kto przegra nawet nie trzeba zgadywać. Przegrają te państwa, które nie zauważyły geopolitycznych zmian zachodzących właśnie na Zachodzie – tak w Stanach Zjednoczonych, jak i w Unii Europejskiej. Oczywistością jest dzisiaj, że globalną rozgrywkę o kształt świata post-jednobiegunowego wygrywa Rosja, bo to jej wizja, obejmująca balans sił, niezależnych mocarstw subregionalnych działających bez i poza strategicznymi interesami i rozwiązujących problemy w miarę ich powstawania na zasadach racjonalnych kompromisów – ta wizja staje się właśnie obowiązującą dla współczesnych stosunków międzynarodowych. Równie jasne jest też, że dotychczasowy globalny monopolista, czyli USA, jak i jego podwykonawcy, w tym zwłaszcza Unia Europejska – woleliby rozwiązanie alternatywne i pośrednie, czyli coś w rodzaju XIX-wiecznego koncertu mocarstw, czy kissinigerowskiej polityki równowagi, ograniczonej jednak tylko do wybranych podmiotów.

Dość ewidentnie, według koncepcji amerykańskiej – o sprawach świata mieliby więc decydować liderzy pierwszego rzędu, tj. Donald Trump i Władymir Putin, dopraszający ewentualnie do konkretnych spraw Wielką Brytanię, Unię Europejską i ewentualnie pomniejszych pojedynczych graczy. Swego rodzaju próbką takiego układu miałoby być np. rozwiązanie kwestii kurdyjskiej w północnej Syrii. Tamtejsze wprowadzenie sił rosyjsko-syryjskich na terytorium Rojavy mogłoby się wydawać właśnie klasycznym dogadaniem potęg z pominięciem jakichkolwiek zastrzeżeń zgłaszanych tak przez Kurdów, jak i Turków – gdyby jednak nie fakt, że Ankara nie godząca się wcześniej na jakiekolwiek żądania amerykańskie w sprawie Kurdystanu Syryjskiego – nagle zupełnie zgrabnie dogadała się z Moskwą i pozostającym pod jej opieką Damaszkiem. W. Putin perfekcyjnie uniknął więc pułapki zastawionej przez D. Trumpa, stając się po raz kolejnym dyplomatycznym zwycięzcą konfliktu syryjskiego, bez narażania relacji rosyjsko-tureckich, za to przy jednoczesnym coraz wyraźniejszym skłóceniu Turcji z Waszyngtonem i NATO. W dodatku zaś obiektywnie zadziałał także na rzecz Europy, stabilizując sytuację na Bliskim Wschodzie, co jest przecież kluczowe choćby dla rozwiązania europejskiego kryzysu imigracyjnego. I jest to bardzo wyraźna lekcja także dla Starego Kontynentu, aspirującego wszak (choć nie zawsze szczerze) do geopolitycznej roli w nowym, multipolarnym układzie światowym.

Klęska polityki izolacji Rosji

Zasadniczą kwestią pozostaje jednak KTO miałby być takim potencjalnym geopolitycznym podmiotem: superpaństwo europejskie - a jeśli tak – to w jakim kształcie, a nawet składzie, czy nie ograniczone jedynie do obecnej Eurozony, może nawet bez Włoch? A może tylko Francja i Niemcy – razem bądź w jakimś porozumieniu, przypominającym pierwotną Wspólnotę Węgla i Stali? Co ciekawe, wydaje się, że wbrew historycznej tendencji - adwokatem pierwszego rozwiązania wydaje się właśnie E. Macron, podczas gdy dyplomacja niemiecka coraz wyraźniej zakłada swój ekskluzywizm w relacjach z Rosją. To znaczy, że mimo swojej dominującej pozycji w Unii Europejskiej – Berlin chciałby zarabiać i zyskiwać na interesach z Moskwą w imieniu i na konto Republiki Federalnej, a nie Unii, podczas gdy obecne kierownictwo Francji wciąż czuje się odpowiedzialne za cały projekt europejski, nawet rozumiejąc (?) jego bankructwo w obecnej formie. Mówiąc prościej – będąc amerykańskim ramieniem w Europie, przy stosunkowo dużym poziomie autonomii (zwłaszcza gospodarczej) – Niemcy są w stanie myśleć partykularnie, stąd nawet okresowo ulegając uderzeniom propagandy rusofobicznej – Berlin na chwilę nawet nie zaprzestał negocjacji gospodarczych z Moskwą na własny rachunek (czego Nord Stream wciąż pozostaje najbardziej dobitnym symbolem). Tymczasem E. Macron miał być wszak przykładem nowego formatu politycznego dla całej Europy jako części wielkiego projektu globalistycznego, stąd i jego propozycje są bardziej emblematyczne dla dominujących tendencji tego nurtu. Jeszcze prościej? Skoro to prezydent Macron chce się już dogadać z W. Putinem – to znaczy, że projekt izolacji Rosji jest już całkiem martwy i pogrzebany.

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka