Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
22 obserwujących
177 notek
120k odsłon
138 odsłon

Czas Orląt

Wykop Skomentuj3

Media w Polsce lubią podkreślać, że „Marsz Niepodległości się ucywilizował”, co zawiera w sobie sugestię, że doszło do jakiejś fundamentalnej zmiany. Tymczasem w istocie impreza od początku swego masowego charakteru nie tylko miała być taka, ale i w swej ogromnej masie była właśnie spokojnym, masowym, rodzinnym wystąpieniem nader ogólnego wyrażenia radości z niepodległości Polski (niezależnie od tego czy obecne państwo polskie można w ogóle za niepodległe uznać).

image

Długi Marsz

To z jednej strony organizatorzy Marszu wiązali z nim bardzo wąskie i partykularne cele polityczne, których emanacją był przez lata Ruch Narodowy, czyli formacja o zasięgu nie większym, a może nawet mniejszym niż liczba maszerujących w Warszawie. Z drugiej to demoliberalna, „europejska” opinia publiczna eksponowała i podnosiła do niebotycznych rozmiarów wszelkie zajścia i do prowokacje, o które z reguły jest łatwo przy tak wielkich zgromadzeniach. W tym roku część dawnego RN spełniła wreszcie swoją początkową intencję, stojącą za całym pomysłem Marszu i wylądowała w polskim Sejmie dzięki rebrandingowi w Konfederację, a równocześnie w parlamencie znaleźli się też przedstawiciele socjal-liberalnej lewicy, co realnie zmniejszyło napięcia między tymi dwoma grupkami. Mówiąc więc prościej – Marsz się nie tyle ucywilizował, co… skonsumował swoje cele.

W efekcie więc bodaj po raz pierwszy, choć wciąż z jednej strony padały anachroniczne hasła w rodzaju „Precz z komuną!”, a z drugiej zupełnie idiotyczne „Faszyzm nie przejdzie!” – to jednocześnie zarówno część uczestników Marszu Niepodległości, jak i osób biorących udział w konkurencyjnym pochodzie lewicy znalazła wreszcie chwilę, by zastanowić się na współczesnymi uwarunkowaniami – i ograniczeniami niepodległości Polski, dzięki czemu z obu zgromadzeń w pewnej chwili wyrwało się „USA – imperium zła!”. W istocie zresztą podobieństw między maszerującą odmianą ruchu narodowego (mimo jej liberalizmu) i protestującą/kontestującą częścią lewicy – jest znacznie więcej. To znaczy – więcej łączy młodych nacjonalistów z młodymi socjalistami niż np. z bezideowymi spaślakami z PiS, a młodzież lewicowa jest podobniejsza tej prawicowo-patriotycznej niż „europejskim trans-gejo-soc-liberałom” z Wiosny czy Razem. Uspokojenie nastrojów może tylko przybliżyć dojrzenie i zrozumienie tych elementów, które łączą, a przynajmniej łączyć powinny – jak podobny sprzeciw wobec plutokracji, wobec socjal-ekonomicznego wyzysku Polski – no i wobec dominacji amerykańskiego imperializmu.

Narodowcy dobrzy i źli

To jest prawidłowość zauważalna niestety regularnie przy wybiórczym stosowaniu prawa w III RP. Wobec dużego prawo można nawet naciągnąć i przymykać oczy na jego naruszanie – małemu można dopisać do rachunku i to, czego nie zrobił. Widziałem to wielokrotnie np. w przypadku blokad rolniczych – policja i władze zaczynają niektóre manifestacje traktować jako legalne zgromadzenia (którymi tak czy siak są) dopiero po przekroczeniu pewnej masy krytycznej, gdy się już ich nie da legalnymi środkami rozpędzić. Poniżej tej wielkości granicznej – stosuje się wszelkie dostępne, także pozaprawne środki – czyli od armatek wodnych i gumowych kul po sądy i prokuraturę.

Oczywiście pokazuje to, że III RP nadal pozostaje bytem zupełnie odrębnym, by nie powiedzieć wrogim wobec własnych obywateli chcących legalnie wyrażać swoje poglądy i to niezależnie od tego jakie one są. Po prostu, biurokratyczny twór, będący mixem zagranicznego kolonialnego wyzysku, rodzimej bierności i pseudo-polityki, w którym żadnej treści ani wartości nie są traktowane serio – bardzo źle znosi wystąpienia, w których domyśla się szczerości i autentyzmu. W dodatku establishment polityczny III RP już dość dawno rozpoznał, że także w obrębie polskiego obozu narodowego działają osoby i całe środowiska skażone oportunizmem, marzeniami o wejściu w skład akceptowanej elity politycznej, które należy wyłuskać, podkupić i odizolować od naturalnej bazy – także dzieląc polskich narodowców na „tych dobrych”, czyli już wchłoniętych przez PiS (Sylwester Chruszcz, Adam Andruszkiewicz), a nawet… PO (patrz Roman Giertych) – i „ekstremistów”, np. zbyt mocno akcentujących sprawę amerykańskiej dominacji, roszczeń syjonistycznych czy zagrożenia ukraińskiego. Podział Marszów Niepodległości na „ucywilizowany” i „spałowany” – może być kolejnym przykładem tej samej taktyki.

Narodowa opozycja

Narodowcy znaleźli się w Sejmie dzięki swojej fuzji z formacją paleo-liberalizmu ekonomicznego (z elementami konserwatywnymi) – czyli środowiskiem Janusza Korwin-Mikkego. Liberalizm Konfederacji jest więc jej determinantą i wyróżnikiem, pozwalającym zachowywać odrębność od PiS-u. Jest to jednak pewien paradoks, bo to właśnie elementy myśli narodowej powinny budować nieprzekraczalny mur między polityką Prawa i Sprawiedliwości a każdym, kto uważa się za polskiego narodowca! Bo przecież to PiS jest formacją najbardziej zdeterminowaną, by utrzymywać zależność Polski od Stanów Zjednoczonych, PiS jest ugrupowaniem najbardziej w polskich realiach nastawionym na popieranie „Izraela”, PiS wreszcie nic realnie nie zrobiło i nie zrobi ani dla ograniczenia dominacji zachodniego kapitału nad Polską, ani dla prawdziwego ograniczenia imigracji do naszego kraju (twarde liczby wyraźnie bowiem potwierdzają – że rząd w Warszawie prowadzi politykę otwartych drzwi wobec przybyszów ze Wschodu i Południa, a tylko opowiada, że jest inaczej). Sprzeczna wreszcie z fundamentami narodowej szkoły myślenia politycznego jest cała polityka wschodnia PiS-u, zakładająca m.in. bezwarunkowe popieranie sztucznych i antypolskich państewek na Litwie i na Ukrainie – byle tylko prowadziły one politykę wrogą Rosji (nawet kosztem mieszkających na Wschodzie Polaków).

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale