Myśleć trzeba. Myśleć!
Nae King! Nae Quin! Nae Laird! Nae Master! We will nae be fooled again!
22 obserwujących
262 notki
144k odsłony
150 odsłon

Czas Orląt

Wykop Skomentuj3

Słowem – to narodowcy powinni być najbardziej ideową i fundamentalną opozycją wobec rządów PiS-u (jak zresztą i całej III RP, której partia Jarosława Kaczyńskiego jest tylko częścią i produktem). A jednak – z różnych względów – nie są i to właśnie różne odpryski ruchu narodowego i Ruchu Narodowego okazują się być szczególnie mało odporne na wciąganie przez formację rządzącą. Winna jest oczywiście od początku błędnie określona agenda ideowo-programowa tych środowisk, sprowadzająca się w istocie do dość płytkiego założenia „chcemy tego samego, co centro-prawica, tylko bardziej i trochę głośniej”. Każe to wyborcom ulegającym patriotycznemu sztafażowi PiS-u widzieć w tej odmianie narodowców w najlepszym razie młodzieżówkę, a w najgorszym nawet bojówkę obozu rządowego, bez żadnej realnej refleksji na temat rzeczywiście występujących, nieprzekraczalnych różnic.

Ruch narodowy (jako nurt, nie tylko jako partia) staje więc dziś przez zasadniczym problemem: czy trzymać się formuły liberalnej, która przyniosła wszak te upragnione kilka miejsc w parlamencie i liczyć, że spodziewany po śmierci Jarosława Kaczyńskiego upadek PiS-u skłoni wyborców do zainteresowania leseferyzmem, poglądami Miltona Friedmana czy nawet Ayn Rand – czy jednak wrócić do/trzymać się programu konsekwentnie endeckiego, będącego alternatywą dla całego paradygmatu partyjno-medialno-socjalekonomicznego III RP tak na polu postulowanego solidaryzmu społecznego, postulatu odbudowy własnej siły gospodarczej i militarnej Polski i oczywiście geopolitycznego realizmu.

Właśnie ostatnią okazją do takiego sformułowania odrębnej wizji Polski narodowej mogłyby być przychodzące wybory prezydenckie, trudno jednak dziś wskazać konkretnego kandydata czy choćby środowisko, które było zdolne wystąpić w nich właśnie z programem Solidarności Narodowej.

Zamiast rozwoju idei narodowej w Polsce – mimo pozornego sukcesu – można więc raczej spodziewać się pewnego zastoju i dalszej dezorientacji, a z czasem może i przejęcia kolejnych form polskiego obozu narodowego przez środowiska zupełnie mu obce. Co bowiem miałoby przeszkodzić np., by podczas nieuchronnego rozpadu PiS-u wodzem polskiego nacjonalizmu nie ogłosił się choćby Antoni Macierewicz?

Narodowcy a sprawa wschodnia

Teoretycznie to, co nawet teraz odróżniać powinno prawicową opozycję parlamentarną od PiS-u – powinna być polityka zagraniczna. Nawet jednak w Konfederacji czynnikiem rozsądku w polityce wschodniej pozostaje raczej Janusz Korwin-Mikke (osamotniony w tym zakresie nawet wśród własnych wyznawców) niż liderzy deklaratywnego Ruchu Narodowego, szalenie wyczuleni na wszelkie oskarżenia o „rosyjską agenturę” w stopniu nie mniejszym niż establishment III RP. W dodatku i JKM, i Grzegorz Braun swoje niekiedy całkiem racjonalne przemyślenia choćby na temat współczesnych relacji z Rosją – mieszają z dogmatycznie ideologicznym myśleniem o przeszłości, co zawsze kończy się z ich strony próbami pouczania Rosjan co w historii ich obszaru geopolitycznego panom polskim posłom nie odpowiada. Oczywiście, to i tak dużo lepiej niż z założenia rusofobiczne zacietrzewienie całej reszty III RP, ale to wciąż nie jest realizm… realny. Najbardziej nawet przyjazne Rosji i Rosjanom polskie środowisko polityczne nie może przecież za Rosjan wygrywać ich historycznych wojen domowych – ani dla Białych, ani dla Czerwonych i najwyższa pora, żebyśmy to w końcu w tym wąskim kręgu ludzi pozbawionych antyrosyjskich uprzedzeń powiedzieli jasno.

Znacznie lepiej prezentuje oczywiście postawa narodowców i to niemal wszystkich ugrupowań i środowisk na odcinku ukraińskim. Chociaż jeszcze kilkanaście lat temu wsparte dolarami starania banderowców o pozyskanie polskich sojuszników, gotowych rozgrzeszyć nacjonalizm ukraiński za Rzeź Wołyńską i inne zbrodnie – wydawały się przynosić pewne efekty (od których nie wolne było także kierownictwo Ruchu Narodowego), o tyle oddolna presja mas sympatyków ostatecznie ukróciła chyba takie zapędy. Polscy narodowcy byli, są i będą przeciw ukraińskiemu nazizmowi i zwłaszcza w tym zakresie można przynajmniej liczyć na choćby próby łapania za ręce wciąż ślepo pro-kijowskich władz w Warszawie. Da to zapewne niewiele dopóki nie rozwiąże się problemów w samym Kijowie i Lwowie (najlepiej wprowadzając do tego ostatniego polskiego wojewodę…), ale może stanowić i punkt oporu przeciw polskiej niesuwerenności, i potencjalną płaszczyznę porozumienia z Rosją, i element odróżniający od PiS-u – no i przede wszystkim będzie w samej swej istocie narodowe, odwołując się do obowiązku państwa polskiego roztaczania opieki nad wszystkimi etnicznymi Polakami niezależnie od ich miejsca zamieszkania i nad całym obszarem polskiego geopolitycznego oddziaływania, obejmującym nasze dawne Kresy Wschodnie.

To także ważna analogia z polskim Świętem Niepodległości. Gdy przed 101 laty Polska odradzała się po latach zaborów – pierwszym miejscem, w którym trzeba było chwycić za broń, by niepodległość wywalczyć, był polski Lwów, a walkę tę toczyła polska młodzież, Orlęta Lwowskie – przeciw zachodnim Ukraińcom. Może i dziś właśnie w ten sposób uda się nam odbudować naszą własną niepodległość?

Konrad Rękas

Konserwatyzm.pl


Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale