63 obserwujących
370 notek
629k odsłon
  2187   0

Dokumentacja: polsko-niemiecki podręcznik do historii


Wspólny projekt chwalili także przedstawiciele niemieckich władz, przyznając, że historia wschodniej Europy wśród niemieckich uczniów pozostaje praktycznie nieznana. - Wiem, że to nie będzie łatwe, będą na pewno różnice zdań, na pewno będą także kłótnie, ale mam nadzieję, że mimo to uda się nam opracować wspólny podręcznik historii - powiedział minister edukacji, młodzieży i sportu w Brandenburgii Holger Rupprecht.

Twórcy nadal nieznani

Przewodniczący Wspólnej Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej ze strony polskiej prof. dr hab. Robert Traba zapowiedział, że zostanie powołana specjalna Rada Zarządzająca Nadzorczo-Programowa, składająca się z przedstawicieli rządowych, oraz Rada Naukowa, odpowiedzialna za redakcję i wydanie podręcznika. Zadaniem organu, którego skład pozostaje na razie nieznany, będzie także zaangażowanie do prac nad projektem przedstawicieli polskich i niemieckich środowisk naukowych, historyków, nauczycieli i dydaktyków, którzy zajmą się treścią podręcznika. Traba przewiduje, że konkretne prace rozpoczną się najwcześniej pod koniec tego roku. - Jest to dla nas wielkie zobowiązanie i wyzwanie wobec tysięcy młodych ludzi, którzy będą z tego podręcznika korzystali - powiedział Traba.
W Berlinie nie padły żadne konkrety, ani co do kształtu przyszłego wspólnego podręcznika historii, ani na temat ludzi, którzy go będą tworzyć. Jak stwierdzili obecni na konferencji przedstawiciele Polski i Niemiec, jest to dopiero początek prac i na takie informacje jest zbyt wcześnie.
Tymczasem można odnieść wrażenie, że w przyszłym podręczniku nie znikną i nie ulegną zmianie kwestie sporne, ponieważ jak tłumaczyli inspiratorzy projektu, pozostaną w swojej obecnej formie i obecnym kontekście, czyli różnie ujęte w wersji zarówno niemieckiej, jak i polskiej. Czyli inaczej mówiąc, najprawdopodobniej Polacy nadal będą się uczyć o niemieckich wysiedleniach, ucieczkach, podczas gdy niemieccy uczniowie wciąż będą czytali w swoich książkach o "wypędzeniach" rodaków.
Inspiratorzy europejskiego podręcznika nie potrafili przy tym podać, nawet w przybliżeniu, kosztorysu tego przedsięwzięcia. Jedynie polski wiceminister edukacji zarzekł się, iż jak rząd mówi, że podręcznik powstanie, to znaczy, że powstanie.

Waldemar Maszewski,
BerlinNasz Dziennik 18.05.08Sposobna chwila do „europeizacji“ 
 


Z polskim przewodniczącym Wspólnej Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej prof. dr. hab. Robertem Trabą rozmawia Waldemar Maszewski

Panie Profesorze, czy nowy podręcznik do historii, o którym mówiliśmy na konferencji prasowej, będzie rozszerzoną kontynuacją podobnego pilotowego podręcznika, z którego korzystają obecnie uczniowie gimnazjum Saksonii i Śląska? Przypomnę, że tamten był przez historyków dość mocno krytykowany za braki i niedopowiedzenia.

- Nie, absolutnie mówię, że nie. Ten pierwszy to nie jest podręcznik, a jedynie materiał pomocniczy do nauki historii, natomiast nasz projekt będzie normalnym podręcznikiem, z którego będą korzystali uczniowie ze szkół zarówno w Polsce, jak i Niemczech. Musimy to wyraźnie oddzielić. Wszystkie poprzednie próby tworzenia czegoś w rodzaju podręcznika lub fragmenty wielu prac dotyczące pewnych okresów historii Polski to jedynie materiały pomocnicze, a my tworzymy prawdziwy podręcznik.

Czy ludzie, którzy pracowali nad stworzeniem poprzedniego, dość głośnego wspólnego podręcznika, lub jak Pan twierdzi pomocniczego materiału do nauki historii, będą także pracowali nad obecnym projektem?
- Teraz jest jeszcze za wcześnie, aby o tym mówić, gdyż to dopiero początek prac. Tę pracę będą tworzyli praktycy i dydaktycy, nie zaś jedynie naukowcy.

Jak mamy rozumieć stwierdzenia obydwu ministrów, polskiego i niemieckiego, że nowy podręcznik nie będzie ujednolicał historii? Czy można to zrozumieć w ten sposób, że liczne sporne historyczne kwestie w książce pozostaną nadal sporne? Czy niemiecki punkt widzenia w nowym podręczniku pozostanie niezmienny?
- Wie pan, siła tego projektu i istota dialogu nie polega na tym, żeby z podręcznika wyrzucić to, co należy do dobrej czy też złej narodowej tradycji, ale polega na tym, abyśmy to nazwali, zdefiniowali i później powiedzieli wyraźnie, dlaczego się różnimy.

Czy mam rozumieć, że w niemieckim podręczniku nadal pozostanie na przykład sformułowanie "niemieckie wypędzenia", podczas gdy w polskim będziemy czytać o niemieckich i polskich wysiedleniach?
- Nie wiem, czy to spowoduje na przykład, że zastosujemy w tym wypadku niemiecką kalkę i zaczniemy o polskich przesiedleńcach ze wschodu mówić "wypędzeni ze wschodu". Chociaż sam kiedyś wydałem książkę, którą zatytułowałem "Losy Polaków wypędzonych ze wschodu". Myślę, że w tym wypadku owa niemiecka kalka ma przełożenia na język polski i nie możemy takiego nazewnictwa wprowadzać jako obowiązkowego pojęcia. I właśnie na tych pojęciach (dotyczących powojennych emigracji) możemy dokładnie pokazać, jak się różnimy. Dla nas punktem ciężkości naszej pamięci jest przecież wojna i okupacja. W moim odczuciu nie jest sukcesem fakt, że na granicy polsko-niemieckiej spotykają się polscy i niemieccy wysiedleńcy i mówią, iż mają wspólny los. Nie, to nie to samo. Ten los w sensie psychicznym jest być może równy, bo i tych, i tych wysiedlono, ale w sensie historycznym nie jest, bo inne były tego przyczyny i inny był kontekst tych wydarzeń. Moim zdaniem, nie istnieją żadne obawy, że w nowym projekcie zostanie zachwiana równowaga w tej materii. Najgorszą rzeczą byłoby, gdybyśmy szukali na siłę jakiegoś spłaszczenia tego problemu i na siłę szukali politycznego konsensusu w ramach poprawności politycznej. Nie możemy, bo byłaby to klęska zarówno dydaktyczna, jak i naukowa takiego przedsięwzięcia.

Czy nie obawia się Pan, że w Polsce uczniowie będą musieli się uczyć jednak o "wypędzonych" Niemcach?
Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale