62 obserwujących
873 notki
1185k odsłon
  5140   0

Pendolino - "szczała północy" i kino domowe

Można mianowicie dyskutować o kondycji systemu jaki w Polsce nazywa się demokracją, ale on jest, jest taki jest w zasadzie, i trzeba się niestety do niego odnosić. System ten działa z grubsza tak, że państwo wyrywa nam spod pazuchy wszystko co się da i wrzuca to potem do takiego specjalnego wielkiego pomieszczenia, gdzie tym wszystkim potem po prostu pali się w piecu – dla blogerów ekspertów podam nazwę ekspercką: chodzi mi tu o budżet państwa. Używam tu złośliwej metafory, ale każdy wie o co chodzi. Nasze pieniądze tylko w części służą urzędnikom do załatwiania spraw ważnych, duża ich część natomiast wypływa z tego wiadra pordzewiałymi dziurami wielkimi jak pięść i to dzieje się w każdym możliwym segmencie naszej gospodarki. Na to nałóżmy jeszcze główne media, które doszły do niesamowitej wprawy w kolorowaniu tego całego jarmarku i mają na tym polu niesamowite osiągnięcia. Dochodzi już do tego, że jakakolwiek krytyka poczynań Systemu uznana zostaje za objaw nie tylko złych intencji, ale po prostu, nazwijmy to po imieniu, sabotażu, albo i nawet choroby psychicznej.

Wydaje mi się, że ja jako obywatel (w wersji dla urzędników, petent) mam prawo ocenić zakup pociągu Pendolino z perspektywy tylko i wyłącznie podatnika i to podatnika korzystającego z transportu kolejowego na co dzień. Nie muszę i nie chcę wiedzieć jakie Pendolino ma pantografy (wiem, nie znam się na kolei, ma w ogóle pantografy?) jaki ma deseń siedzisk i czy TGV przy wchodzeniu w zakręt przechyla się o ileś tam stopni. Nie mam zamiaru zostawać kolejowym ekspertem i prenumerować „Twojego Kolejarza” czy jak tam się nazywa branżowy periodyk. Bo mi wystarczy to, że widzę ogólny stan polskich kolei. Widzę, na ten przykład, nędzę dworców kolejowych w naszym kraju. Kazikowi Staszewskiemu kiedyś pękały oczy jak zjawiał się na dworcu w Kutnie. Mi, gdy zjawiam się na dworcu Warszawa Zachodnia pękają nie oczy, a momentalnie wysiada węch a jelita zaczynają zgrzytać jak zwrotnica kolejowa. Tam i tak nie jest tak źle. Wystarczy czasami zapędzić się gdzieś w Polskę i nieopatrznie wysiąść na jakimś zapomnianym przez spółki PKP lokalnym dworcu, by momentalnie przenieść się do labiryntu Fauna. Nazwijmy rzecz po imieniu, polska kolej, ta taka zwykła, dnia codziennego, to po prostu jeden wielki syf z niewielkimi wysepkami względnej normalności. Kiedy bywam w Holandii to zachwycam się tamtejszą koleją. Dlaczego, skoro pociągi które jeżdżą tam na „zwykłych” trasach wcale nie wyglądają jak Pendolino. To są zwykłe, nieco już z wyglądu trącące myszką, pociągi. Ale są czyste, ciche i co najważniejsze punktualnie rozwożą pasażerów po kraju. Tylko tyle i aż tyle.

Tymczasem jak jest u nas to chyba naprawdę widzi każdy, może oprócz wyalienowanych informatyków przemykających samochodami z garażu podziemnego do garażu podziemnego.

Żeby sprawa była śmieszniejsza, mamy jeszcze tę PESĘ. Oczywiście eksperci blogowi i tu się wykłócają, ale ta PESA jest i nie chce zniknąć, tylko tłucze te nowe, równie ładne co Pendolino, pociągi, jakby, do diabła, na złość pomysłodawcom polskiej wersji Kolei Dużych Prędkości. I w to wszystko wjeżdża pociąg, który na kilometr śmierdzi absurdem. Już sam fakt, że wtłoczono nam w głowy, to że mamy mówić jako o Pendolino, o czymś co przecież Pendolino nie jest, wskazuje że mamy tu do czynienia z jakimś poważnym zakrzywieniem czasoprzestrzeni. Czy ktoś normalny podjeżdża gdzieś Skodą i mówi: patrzcie jakiego mam fajnego Merca? No a my mówimy Pendolino o nie-Pendolino i szlus.

Pendolino więc jest i już nic z tym nie zrobimy. Ja tylko mówię o tym co widzę i naprawdę nie ma tu znaczenia na kogo zagłosuję w wyborach. Widzę kosztowny gadżet, o którego zasadności kupna można by i dyskutować (no te wszystkie podbijania atrakcyjności oferty, przyciągania biznesu do kolei itp., to są przecież argumenty sensowne), ale wtedy, gdy systemowo polska kolej wydostałaby się z dna, w które to dno otatecznie przywaliła swoim niezbornym cielskiem już dawno temu. Tymczasem nie słyszałem jeszcze żadnego sensownego argumentu za Pendolino. Bo szybko rozmowa zostaje sprowadzona na to co zasyganlizowałem na wstępie tego tekstu, czyli na emocje. Nie zdążysz jeszcze otworzyć ust, by wytłumaczyć, że w samym Pendolino nie ma nic złego, ale nie teraz, nie w momencie, gdy rozpadają nam się tory, tabor kolei jest przestarzały, a dworce w ruinie, a już usłyszysz, że jesteś zacofany i nie rozumiesz mądrości etapu. Nie wiem, nie przypomnę sobie kto to był konkretnie, ale jeden z komentujących blogerów napisał pod jakimś tekstem zdanie tak genialne w swej prostocie i tak doskonale oddające to co się dzieje przy okazji tego Pendolino, że ja muszę je zacytować. To było coś takiego: „u nas jak się chce pomóc bezrobotnemu, to mu się kupuje kino domowe”. I wszystko jasne.

Dlatego nie będę analizował gdzie i jakie kraje mają taki czy inny pociąg. Nie będę analizował, ile który „leci na setkę” i jaka firma przy tym umoczyła, a jaka znowuż wpadła na korupcji. Widzę produkt jakim jest „polska kolej” i widzę to nowe kino domowe z blu-rayem, które właśnie przywieziono bezrobotnemu, któremu i tak za dwa tygodnie elektrownia wyłączy prąd.

Lubię to! Skomentuj122 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale