5 obserwujących
134 notki
118k odsłon
102 odsłony

Niezałatwione sprawy

Wykop Skomentuj

Przypominanie PRL’owskiej przeszłości i przemian z lat 1989/90 zakrawa dzisiaj na mamrotanie upierdliwych staruszków. Tyle że dawne sprawy, źle rozwiązane, stanowią źródło problemów współczesnych Polaków.

Nie chodzi nawet o tak górnolotne kwestie jak sądownictwo czy konstytucja, wystarczy coś mniejszego kalibru. Na przykład spółdzielnia mieszkaniowa z Zielonej Góry domaga się wysokich opłat za korzystanie z osiedlowego parkingu i drogi (*). Wezwania do zapłaty otrzymały wyłącznie osoby, które wykupiły spółdzielcze mieszkania na własność.

Sprawa nie jest wcale taka prosta, choć wygląda na złośliwość prezesa. Jeżeli droga i parking rzeczywiście należą do spółdzielni, to właściciel ma niestety prawo zażądać opłaty od każdej osoby nienależącej do spółdzielni. Wykupienie mieszkania na własność uprawnia do korzystania z części wspólnych, ale tylko bloku i terenu, na którym ten budynek stoi.

Problemem jest tutaj zły podział nieruchomości. Jak można było utworzyć działkę z budynkiem, ale bez przynajmniej udziałów w drodze dojazdowej?! Ano, można było. Początek lat dziewięćdziesiątych i przekształcenia majątkowe to czasy Dzikiego Zachodu. Jednym z większych przekrętów było same tworzenie spółdzielni bez udziału ówczesnych lokatorów, kiedy dawna nomenklatura przesiadała się z komitetów partyjnych na fotele prezesowskie.

Z tym że to jeszcze nie wszystko. Błędy, celowe i przypadkowe, wynikające z niedopatrzenia i braku wyobraźni, dzisiaj zatruwają życie w niejednej gminie. Dosyć powszechnym zwyczajem było obdarowanie dawnych zakładów przemysłowych terenami, które w ogóle nie były im potrzebne do podstawowej działalności. Często na przykład do zakładów trafiały działki, na których stały tzw. przyzakładowe przychodnie służby zdrowia, albo części infrastruktury miejskiej w rodzaju przepompowni kanalizacyjnych. Pieniądze na inwestycje tego rodzaju księgowano w fabrykach zakładach energetycznych i kopalniach, bo w PRL było wszystko jedno, kto płaci, skoro wszystko stanowiło rzekomo dobro wspólne.

Dzisiaj ten fatalny podział własności prowadzi do konfliktów. W najgorszym położeniu są nowi inwestorzy, którzy nagle się orientują, że właścicielem kluczowego metra kwadratowego nie jest wcale chętna do współpracy gmina, tylko jakiś inny podmiot. Być może nadszedł już czas, aby te stare sprawy uregulować.

*
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,25588302,spoldzielnia-w-zielonej-gorze-nalicza-mieszkancom-oplaty-za.html

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo