7 obserwujących
93 notki
143k odsłony
1015 odsłon

Jak to jest z niedzielnym handlem?

Wykop Skomentuj56

W grudniu 2019 roku zlikwidowano rekordową liczbę małych firm handlu detalicznego (*). Tymczasem jeszcze w sierpniu ubiegłego roku pojawiły się informacje (**), że branża handlowa uniknęła katastrofy. Jako główny powód gwałtownego spadku liczby sklepów podano zakaz handlu w niedzielę. Jak to jest naprawdę?

Na początku zastrzeżenie: nie robię zakupów w niedziele, bo mam lepsze pomysły na spędzenie wolnego czasu. Albo za dużo zaległej pracy, żeby odpoczywać. Z tym że równocześnie wolałbym, aby sklepy pozostawały zamknięte nie ze względu na odgórny nakaz, ale z powodu braku klientów reprezentujących podobne do mojego podejście do niedzieli.

Sprawa wpływu zakazu handlu w niedzielę na funkcjonowanie sklepów jest ciekawa nawet dla ludzi nie zajmujących się zawodowo ekonomią. Obrót w handlu nie mógł się przecież gwałtownie załamać, bo ludzie nie zmieniają nagle stylu życia, przynajmniej nie wszyscy w tym samym momencie. Jeżeli w niedzielę na stole stała flaszeczka napoju wyskokowego, to będzie się zjawiała nadal, tylko zakupy zrobi się wcześniej. Widać zresztą, że obroty dużych sieci handlowych wzrosły - wspominają o tym obydwa przytoczone wcześniej źródła (*, **).

Problem jest złożony i  można wymienić przynajmniej dwa powody spadku liczby sklepów bez powoływania się na zakaz niedzielnego handlu.

Pierwszy to wzrastające wymagania względem przedsiębiorców. Można odnieść wrażenie, że rząd stawia na równi mały, rodzinny biznes z potężnymi korporacjami. Tylko że mały biznes nie ma wsparcia lobbystów i łatwiej go kontrolować. Zwiększenie płacy minimalnej na pewno załamało bilans niejednemu właścicielowi sklepu, a nie da się prowadzić biznesu w pojedynkę. Podobnie rosnące składki ZUS. Są przecież uzależnione od średniego i minimalnego wynagrodzenia, więc przy sztucznym wzroście pensji minimalnych, a do tego jeszcze pensji pracowników na państwowych etatach, składki idą w górę przy niekoniecznie wzrastających obrotach handlowców.

Do tego dochodzi coraz większa liczba wymagań w rodzaju Bazy Danych o Odpadach. Akurat Baza na razie upadła przez nieudolność urzędników, ale pewno wróci. A każde wymaganie tego typu wiąże się z wydatkami - sto złotych tu, sto złotych tam.

Drugi powód, prawdopodobnie ważniejszy, to wygoda klientów. Małe sklepy są bardzo często położone w miejscach, gdzie nie da się zaparkować. Wzrastająca z roku na rok liczba samochodów wskazuje, że Polacy preferują wygodę - i nic dziwnego. W mojej dzielnicy nie ma ani jednego małego sklepu, przed którym zmieszczą się więcej niż dwa samochody. Ba, do ponad połowy sklepów w ogóle nie da się dojechać. Tymczasem duże sieci budują parkingi razem z fundamentami budynku i od pierwszego dnia działalności przyciągają klientów.

Co prowadzi do kluczowego wniosku. Otóż małe sklepy zostały postawione na straconej pozycji, gdy wielkie sieci wpuszczono do centrów miast. Teraz nie mają już znaczenia wszystkie te koperty, które przekazano pod stołami prezydentów miast i wójtów. Przywołując ponownie przykład mojej dzielnicy: dwa dyskonty zajęły centrum między kościołem a pocztą. Nawet nie trzeba daleko jeździć samochodem, dwie minuty i klient jest na miejscu. Z tym po prostu nie da się konkurować.

Ostatecznie nie ma co zwalać wszystkiego na zakaz niedzielnego handlu. Jakiś wpływ ma, pytanie: jak duży? Bo za wszystkie zlikwidowane małe sklepy na pewno nie odpowiada.

*
https://dorzeczy.pl/kraj/126344/oto-efekt-zakaz-handlu-rekordowa-liczba-zamknietych-sklepow.html

**
https://www.money.pl/gospodarka/zakaz-handlu-w-niedziele-sklepy-jednak-nie-stracily-zyski-w-gore-6418787722229889a.html

Wykop Skomentuj56
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka