6 obserwujących
104 notki
157k odsłon
  856   0

Minister Ziobro pręży muskuły

Reakcja ministra Ziobro na ostatnie wydarzenia w USA dowodzi, że Polacy nie mają najmniejszych nadziei na porządek w mediach społecznościowych. Nikt nas nie obroni przed blokadą lub usuwaniem kont „po uważaniu” przez anonimowych administratorów.

Warto przypomnieć, że tematem od paru lat zajmuje się minister Andruszkiewicz. Działa tak skutecznie, że aż wysłał listy polecone do delegatur internetowych gigantów na Europę Środkową. Podobno bardzo stanowcze w tonie, aż całe pierwsze piętro Facebooka w Irlandii pokładało się ze śmiechu, zanim list trafił do kosza. W nagrodę za wybitną działalność żona Andruszkiewicza dostała dobrze płatną posadę, czy jakoś tak.

Teraz za porządki bierze się szeryf Ziobro i proponuje ustawę wolnościową. Oczywiście trzeba to było nazwać pompatycznie - jak nie „narodowe”, to „wolnościowe”. Sejm powoła Radę Wolności Słowa, a kiedy tylko Facebook kogoś zablokuje, to Rada groźnie popatrzy, zmarszczy brwi i zaraz administratorzy przywrócą usunięte treści. Bo jak nie, to Rada łupnie taką karę finansową, że winni się nie pozbierają. Dlaczego Ziobro zatrzymał się na tylko pięćdziesięciu milionach złotych? Trzeba było dać pińcet milionów.

Wszystko więc jest jasne, za wyjątkiem jednej drobnej kwestii: śmiać się, czy płakać? Śmiać, bo minister robi sobie jaja, czy płakać, bo kluczowe stanowisko w państwie zajmuje człowiek, który najwyraźniej wierzy w moc sprawczą rady wystruganej z patyka?

Po pierwsze propozycja ministra Ziobry pokazuje podejście, które niestety partia rządząca stosuje od pięciu lat, ku rozpaczy nawet jej własnych wyborców. Zamiast uporządkowania tematu - prężenie muskułów, zamiast przejrzystych procedur i przepisów - kary.

Kwestia mediów społecznościowych jest złożona. Podstawowy problem wiąże się z tym, czy powinny działać jak redakcje, biorąc pełną odpowiedzialność za wszystkie teksty, czy może jak słup ogłoszeniowy, na którym każdy wiesza, co chce. W pierwszym przypadku właściciel portalu może cenzurować nadesłane materiały, w drugim - wprost przeciwnie.

Być może rozwiązaniem byłby nakaz zadeklarowania przez właściciela sposobu funkcjonowania medium w Internecie. Dalej wszystko byłoby jasne. Być może lepszym rozwiązaniem byłoby zastąpienie regulaminów portali odwołaniem do paragrafów kodeksu karnego. Nie wolno nawoływać do przestępstwa, nie wolno publikować treści, których telewizja nie pokazuje przed dwudziestą trzecią - czy to by nie wystarczyło?

Minister Ziobro zdaje się nie widzieć tych niuansów. Jego propozycja nie stanowi próby rozwiązania problemu, tylko go spotęguje. W dodatku zgodnie ze schematem organizacyjnym pana ministra Rada Wolności Słowa może podtrzymać decyzję administratora serwisu, albo ją zaskarżyć. Innymi słowy ma powstać kolejne ciało, które będzie pełniło rolę sądu. A zatem nie procedura, ale decyzja urzędnika państwowego.

Po drugie, wprowadzenie prawa musi zostać poparte środkami przymusu. Kodeks karny, przynajmniej teoretycznie, wspiera policja, prokuratura i sądy. Jaki wpływ mają te organa władzy na media społecznościowe? Mogą co najwyżej napisać tweeta albo posta, nic więcej. Nie trzeba szukać daleko, żeby się zorientować, które państwa poradziły sobie z internetowymi gigantami: Chiny, Turcja i kraje muzułmańskie.

Co z tego, że to kraje zamordystyczne, totalitarne czy rządzone przez religijnych fanatyków. Nie chodzi o implementowanie u nas innych tamtejszych rozwiązań, a jedynie o skorzystanie z całkiem dobrego przykładu w jednej sprawie. Wymienione kraje pokazały bowiem, że treści w Internecie da się zablokować. Nawet pornografię.

Polska wbrew pozorom nie jest ani taka mała, ani taka biedna, żeby giganci internetowi mogli machnąć na nią ręką i zawiesić u nas usługi. A jeśli nawet, to od czego polityka międzynarodowa? Czy w Europie nie dałoby się zmontować koalicji przeciw ewentualnym wymuszeniom ze strony Facebook’a, Google czy Twitter’a? To byłoby działanie polityczne dla rozwiązania konkretnego problemu.

Mając to wszystko na uwadze, aż nie chce się wierzyć, że minister Ziobro rzeczywiście sądzi, iż jego Rada Wolności Słowa będzie miała jakikolwiek wpływ na internetowych liderów. To musiało być zagranie obliczone na urwanie kolejnych punktów w konkursie popularności.

*
https://dorzeczy.pl/kraj/168769/nawet-50-mln-zl-kary-za-lamanie-wolnosci-slowa-ziobro-prezentuje-ustawe-wolnosciowa.html

Lubię to! Skomentuj18 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka