6 obserwujących
108 notek
161k odsłon
  1481   0

Google, Facebook - nie tylko Trump oberwał

Zablokowanie konta Donalda Trumpa okazało się zaledwie prologiem. W minionym tygodniu giganci internetowi pokazali, jak można przykręcić śrubę przeciętnym obywatelom.

Zaczęło się od akcji firmy Gamestop. To amerykańska firma z siecią wypożyczalni gier video w galeriach handlowych. Ponieważ obecnie gracze pozyskują gry raczej przez Internet, niż przez fizyczne nośniki, przyszłość dla Gamestop nie rysowała się zbyt kolorowo. Postanowili to wykorzystać maklerzy jednego z nowojorskich funduszy powierniczych obstawiając na giełdzie spadek wartości akcji tej firmy.

Ujmując rzecz w skrócie chodziło o to, że maklerzy niejako pożyczyli akcje Gamestop i sprzedali je w dużych ilościach, zakładając, iż wtedy wartość akcji szybko spadnie. Tym samym - liczyli - będą mogli je z powrotem odkupić po niższej cenie i oddać pierwotnym właścicielom. Różnica między ceną sprzedaży i kosztem ponownego zakupu miała trafić na konto funduszu.

Strategia tego rodzaju jest dosyć ryzykowna i postrzegana jako nieetyczna. Prowadzi do szybkiego spadku wartości firmy obranej na cel działań, która zazwyczaj i tak ma już kłopoty z pozyskiwaniem kapitału na swoje działania (inaczej prawdopodobnie nie znalazłaby się na celowniku).

W każdym razie temat pojawił się na forach internetowych i nagle zorganizowała się potężna grupa małych inwestorów. Wykorzystując m. in. aplikację Robinhood, zaczęli wykupywać akcje Gamestop grając na odwrotny trend, niż zakładał wspomniany fundusz. W ten sposób akcje Gamestop poszły w górę siedemnastokrotnie (!), a fundusz nagle stanął w obliczu bankructwa, bo kończył się termin pożyczki akcji i musiał je odkupić po znacznie wyższej cenie, niż sprzedał.

W tym momencie do gry włączyły się korporacje. Najpierw Robinhood ni stąd, ni z owąd zablokował możliwość operacji akcjami Gamestop. Wkurzeni użytkownicy zaczęli więc wpisywać negatywne komentarze w sklepie Google. W efekcie ocena aplikacji bardzo szybko spadła z czterech gwiazdek do jednej. I tutaj następne zaskoczenie: w ciągu jednej nocy Google usunął około sto tysięcy negatywnych komentarzy i w ten sposób przywrócił poprzednią ocenę. Ot tak, po prostu sto tysięcy głosów wyparowało.

Mało tego. Facebook również zauważył poruszenie wśród małych inwestorów. Odpowiedział po swojemu, to znaczy zablokował blog Robinhood Stock Traders, który był jednym z nieoficjalnych kanałów przepływu informacji pomiędzy oddolnie zorganizowanymi inwestorami. W ten sposób stracili możliwość koordynacji działań, co było kluczem do wywarcia presji na giełdzie.

Cała ta historia pokazuje, że wykasowanie konta Donalda Trumpa było zaledwie przygrywką. Siła gigantów internetowych leży w możliwości wyciągnięcia wtyczki każdemu obywatelowi, nawet jeśli wykorzystuje zasoby udostępnione przez gigantów do celów, dla których zostały stworzone. Właściciele Robinhood’a na przykład zarobili miliony dolarów umożliwiając przeprowadzenie drobnych transakcji małym inwestorom. Okazało się to słuszne, dopóki te drobne transakcje układały się w trendy pasujące do strategii grubych ryb z Wall Street. Kiedy jednak trendy okazały się przeciwne, użytkownicy Robinhood’a zostali pozbawieni podstawowej funkcji aplikacji.

Podobnie Google i Facebook. Dopóki oceny Robinhood’a zachęcały nowych użytkowników do inwestowania pieniędzy w transakcje wykonywane za pomocą tej aplikacji, wszystko było w porządku. Kiedy jednak ujawniono hipokryzję autorów aplikacji, oceny przestały być potrzebne. I znowu: dopóki ruch na stronach Facebook’a pozwalał tworzyć bazę danych o potencjalnych klientach, śledząc ich przyzwyczajenia, strony mogły swobodnie funkcjonować. Jednak wykorzystanie tego samego medium do skoordynowanych działań psujących szyki Wall Street - no nie, tak nie wolno.

Skutki cenzury mają tutaj bezpośrednie przełożenie na pieniądze. Pokazują też doskonale, że próby tłumaczenia typu: „załóżcie własnego Facebook’a” są kompletnie bez sensu. Jeżeli bowiem na rynku zostaje zaoferowana jakaś usługa, to nie wolno jej blokować selektywnie tylko dlatego, że klienci wykorzystują ją w sposób, którego nie przewidzieli twórcy. Albo wyłączone zostaje wszystko, albo nic.

Ciekawe swoją drogą, jak wyglądałby wynik wyborów prezydenckich w USA, gdyby powyższa historia wydarzyła się jakieś trzy miesiące temu, to jest przed głosowaniem? By może te sto tysięcy głosów wykasowanych z Google Play trafiłoby do puli Trumpa.

Lubię to! Skomentuj47 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Technologie