4 obserwujących
120 notek
104k odsłony
1011 odsłon

Internet, korporacje i rozbicie dzielnicowe

Wykop Skomentuj20

Czy trzydzieści osiem milionów klientów to dużo czy mało? Pytanie ma kluczowe znaczenie wobec nacisków internetowych gigantów w sprawach światopoglądowych.

Blokady kont o umownie prawicowych charakterach na Facebooku, Twitterze i Youtubie mogły na początku wyglądać na dzieło przypadku. Ot, w wyniku przesunięć personalnych do klawisza DELETE dorwała się feministka z włosami farbowanymi na niebiesko i wycięła wszystkich, których nie lubiła. Tymczasem niedawno reprezentanci stanu Georgia uchwalili przepisy chroniące nienarodzone dzieci. W odpowiedzi Netflix zagroził wycofaniem inwestycji i likwidację miejsc pracy. Do tego można dodać tęczowe symbole firm na Paradzie Równości w Warszawie. Dla niezorientowanych: postawy gejowskie/tęczowe w odróżnieniu od homoseksualnych identyfikują obecnie wybór polityczny, a nie orientację seksualną. Dlatego parada stała się jednoznaczną manifestacją ideologiczną.

Umowne środowiska lewicowe nie widzą w tym żadnego problemu. Posuwają się nawet do stwierdzeń, że prywatnej firmie wolno wykonywać działania, których nie powinno wykonywać państwo. Sprawa jest bardziej skomplikowana z dwóch powodów. Po pierwsze banki i inne instytucje nie powinny odrzucać klientów ze względu na religię lub przynależność partyjną. Po drugie w zdecydowanej większości mediów społecznościowych brakuje precyzyjnych zapisów co do tzw. mowy nienawiści. Pozwala to na uznaniowe traktowanie treści wstawianej przez użytkowników.

W każdym razie nietrudno sobie wyobrazić, jaki wrzask protestu dałoby się słyszeć, gdyby w Twitterze lub Facebooku zamiast niebieskiej feministki zasiadł złowrogi Antoni, albo nawet sam Prezes (wiadomo, o którego prezesa chodzi). Z tego względu istotnego znaczenia nabiera pytanie postawione na początku. Wygląda na to, że w dwudziestym pierwszym wieku opór zakusom korporacji może postawić jedynie sprawnie działające państwo. I to w dodatku państwo, za którym stoi spora liczba obywateli.

Oczywiście w przypadku Polski liczba użytkowników mediów społecznościowych jest daleka od trzydziestu ośmiu milionów. Ale wielkość populacji ma znaczenie. Dlatego projekt Zdecentralizowana Rzeczpospolita wydaje się chybiony w aspekcie wzrostu znaczenia globalnych korporacji. Położenie Polski w Europie i naciski ze wschodu i zachodu wymusiłyby większą decentralizację niż zakładana w pierwotnym projekcie - historycznie Polska już to przerabiała. Tym samym zmniejszyłaby się presja ze strony państwa na korporacje. Już dzisiaj polska prokuratura ma problem z Facebookiem nawet przy tak prostej wydawałoby się czynności, jak ustalenie źródeł finansowania profilu „Sok z Buraka” (istnieje podejrzenie o niezgodne z prawem finansowanie kampanii wyborczej).

W próbie siły z korporacjami państwo posiada atut w postaci możliwości odcięcia od korporacji sporej liczby klientów. Sytuacja Polski jest przy tym inna niż stanu Georgia - nie chodzi o miejsca pracy, lecz o klientów, na których internetowi giganci zarabiają pieniądze. Atut więc jest, pozostaje tylko następne pytanie: czy rząd, ten lub inny, odważy się wystąpić przeciwko korporacjom?

Wykop Skomentuj20
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Technologie