5 obserwujących
126 notek
110k odsłon
715 odsłon

To nie jest kraj dla konserwatystów

Wykop Skomentuj34

Jest taki typ wyborcy, najwyraźniej dosyć rzadki, który woli, gdy w gospodarce państwo działa bardziej jak sędzia w meczu piłki nożnej niż jeden z zawodników. Akceptuje przy tym niektóre aspekty socjalne, godząc się z pewnymi stratami - na przykład powszechną służbę zdrowia. Taki wyborca uznaje prawo obywateli do wyczyniania pod kołderką czego tylko chcą i z kim chcą, lecz równocześnie nie godzi się na wywracanie społeczeństwa, zwłaszcza rodziny, do góry nogami. Bałamucenie dzieci uważa za zwyczajne przestępstwo. Uprzedzając komentarze: księżowską pedofilię postrzega jako karygodny i bolesny, ale jednak tylko margines, w odróżnieniu od systemowej próby wychowania dzieci na konsumpcyjne zombie, które traktują seksualny stosunek na równi ze zmianą bielizny.

I co ma wspomniany wyborca zrobić w Polsce? Na kogo głosować? Z jednej strony jest PiS. Partii rządzącej nie można odmówić skuteczności. Zainicjowane transfery socjalne zadziałały, bo w państwie przyduszonym przez rozmaite sitwy nawet minimalne zdjęcie pazurów zaciśniętych na gardłach podatników musiało poprawić sytuację.

Co do sitw - wystarczy zerknąć chociażby na środowisko Jerzego Stuhra. Proszę sprawdzić, ile dotacji z Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej wyciągnęły jego filmy przez ostatnie prawie trzydzieści lat. Podobno na tegorocznym festiwalu filmowym w Gdyni tylko jeden film nie był dotowany przez państwo. Dlaczego Stuhr z kolegami mieliby korzystać z pieniędzy zebranych w podatkach, a inni nie?

Niestety, mimo iż zaświtała nadzieja na zbilansowanie budżetu, czyli powolne, ale jednak spłacanie długów, to podejście PiS’u do gospodarki na dłuższą metę więzi Polskę w pułapce pełzającego rozwoju. Paradoksalnie Polacy są w sytuacji Achillesa ścigającego żółwia - tego od Zenona z greckiej Elei. Gonią i gonią Zachód, a ten ciągle umyka.

Do tego dochodzi realne zagrożenie, że obecna władza sprzeda nawet te pierwsze, malutkie owoce poprawy sytuacji gospodarczej ulegając różnym aktom czterysta czterdziestym siódmym. Sądząc po działaniach wokół nowelizacji ustawy o IPN dwa lata temu, jeżeli sytuacja gospodarcza Polski będzie w miarę sensowna, to i tak PiS pozwoli zjeść owoce zagranicznym „inwestorom”. Skończy się jak za rządów PO-PSL z koncesjami na wydobycie gazu łupkowego.

Dla konserwatywnego wyborcy alternatywą jest Konfederacja. Mieszanka ludzi o tak różnych poglądach, że właściwie trudno sobie wyobrazić, by po uzyskaniu mandatów dalej trzymali się razem. Do tego dochodzi cała gama sprzecznych sygnałów.

Robert Winnicki z Krzysztofem Bosakiem wdają się na przykład w zupełnie niepotrzebną pyskówkę w mediach z Rafałem Ziemkiewiczem. Ziemkiewicz od dawna głosił w różnych mediach, że „jego serce leży na prawo od PiS”. Całkiem niezła promocja, choć oczywiście nie bezpośrednia, Konfederacji. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę na przykład pięciokrotnie większą liczbę osób obserwujących na Twitterze Ziemkiewicza niż Winnickiego. Jaki sens ma wypominanie honorariów z państwowej telewizji publicyście, który dla promocji ruchów prawicowych zrobił więcej, niż Winnicki z Bosakiem razem wzięci? Przecież nie składał im przysięgi na wierność.

Owszem, Konfederacja ma pod górkę zarówno w mediach rządowych, jak i anty-rządowych. Krzysztof Bosak i Robert Winnicki mają absolutną rację wypominając brak dostępu do mediów państwowych. Zebrali przecież na tyle dużo podpisów, aby utworzyć komitet wyborczy. Tylko, czy ktoś jest zaskoczony pomijaniem w mediach polityków Konfederacji? Właśnie dlatego należy ważyć każde słowo i postawić na jeden, spójny przekaz.

Tymczasem wychodzi na to, że Antoni Macierewicz lepiej radzi sobie z mediami niż Janusz Korwin-Mikke. Kiedy swego czasu na konferencji Ministerstwa Obrony Narodowej padło pytanie niezwiązane z tematem, były minister odpowiedział, że poruszana kwestia nie ma wpływu na działania jego resortu i skończył dyskusję. Korwin-Mikke odwrotnie. Nawet podczas wywiadu prowadzonego w komfortowych niemal warunkach w siedzibie „Super Expressu” nie powstrzymał się od wycieczek w rejony, które delikatnie mówiąc nie przysparzają mu nowych wyborców.

Czy to przejaw megalomanii, taka potrzeba dyskusji na każdy temat? Czy tylko brak profesjonalizmu mimo wieloletniego doświadczenia w polityce? A może rzeczywiście brak chęci wygrania czegokolwiek, poza poprzednimi wyborami do europarlamentu, żeby podreperować budżet? Nic prostszego, jak oznajmić dziennikarce, że wywiad prowadzony na dwa tygodnie przez wyborami powinien jednak dotyczyć poważnych tematów, a nie średniej inteligencji kobiet i mężczyzn oraz różnicy między inteligencją i mądrością.

W efekcie konserwatywny wyborca otrzymuje, trzeba powtórzyć, sprzeczne sygnały. Czy ta cała Konfederacja jest w końcu pro-rosyjska, czy nie? Rozwiąże problemy Polaków czy będzie tylko organizować Marsze Niepodległości? I tak biedny konserwatysta zostaje zupełnie bezradny. A wybory coraz bliżej.

Wykop Skomentuj34
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka