0 obserwujących
72 notki
44k odsłony
  262   0

Białek: Realne, czyli polskość.

Realne to poziom czystego zdarzenia, Symboliczne to interpretacja tych zdarzeń w indywidualnej i zbiorowej narracji, zgodnej z symbolicznym uporządkowaniem obowiązującym w danym momencie historycznym, a Wyobrażeniowe – całościowa rama przedstawiająca sytuację, w której owa narracja się rozwija. [s. 363]

W książce Sowy pojawia się jeszcze szereg innych określeń Realnego: Realne jest tym, co powraca w każdym możliwym świecie [s. 24]; Realne jest czymś niemożliwym w porządku Symbolicznym [s. 386], Realne zawsze powraca na swoje miejsce [s. 365]; Realne nigdy nie poddaje się symbolizacji [s. 363]. Realne zatem – z perspektywy przyjętej przez Sowę – jest podstawą rejestru Symbolicznego, jednak nigdy nie może w nim się znaleźć. Objawia się ono tylko jako symptom. Celem analityka jest „bombardowanie Realnego metaforami, które pozwolą analizowanemu poddać symbolizacji coś, co wcześniej znajdowało się poza jakimikolwiek strukturami symbolicznymi i jeśli mogło jakoś wyrazić swoją prawdę, to tylko pod postacią bezsensownego symptomu.” [s. 364]. Taki też jest cel książki Sowy, a analizowanym jest Polska.

Co zatem autor próbuje poddać symbolizacji? Gdzie znajduje owe objawy Realnego, które dotychczas były pomijane? Co – zdaniem Sowy – zawsze powraca na swoje miejsce? Myślę, że można wskazać na dwie sprawy, które według autora przynależą do rejestru Realnego. Pierwsza to podział Europy wzdłuż Łaby. Jest to pęknięcie, które objawia się w różnych konfiguracjach historycznych i na różnych poziomach symbolizacji. Jak wspomniano wyżej, Sowa opisuje różnice między Zachodem, a Wschodem w kategoriach braku. A zatem na wschód od Łaby występują następujące negatywności: brak dziedzictwa rzymskiego, brak feudalizmu, niedorozwój kapitalizmu, miast i rzemiosła, zniewolenie chłopstwa i nieproduktywna gospodarka. Granica na Łabie zdaniem autora potwierdzana jest również przez decyzje polityczne. Dla przykładu, Sowa za potwierdzenie jej realności uważa podział Europy w czasach Zimnej Wojny.
Fantomowe ciało króla – akt oskarżenia szlachty

Skoro Realne jest tym, co zawsze powraca na swoje miejsce, to należy zapytać, jaką rolę odgrywa owo pęknięcie Europy w przypadku Polski. Otóż zdaniem Sowy Realne wtedy powraca na swoje miejsce, gdy Polska (i inne kraje Europy Środkowej) przestaje istnieć. Skoro w rejestrze Realnego Polska jest negatywnością, brakiem tego, co na Zachodzie, to nie ma ona podstaw, siły do tego, aby być podmiotem politycznym. W naszym przypadku powrót Realnego to faktyczne nieistnienie państwa polskiego. Sowa jednak pozwala sobie na reinterpretację polskiej historii i stawia tezę, iż brak polskiej państwowości to nie tylko zabory. Polskie państwo umarło wraz z ostatnim Jagiellonem, Zygmuntem Augustem:

Rozbiory z lat 1772-1795 to tylko Symboliczne potwierdzenie czegoś, co na poziomie Realnym stało się faktem już dwa wieki wcześniej: nieistnienia państwa polskiego. I Rzeczpospolita w latach 1572-1795 to fantomowe ciało króla. […] [Ś]mierć ostatniego dziedzicznego monarchy w historii polskiego państwa była też śmiercią tego państwa jako takiego. Ciało fizyczne króla umarło śmiercią naturalną, a ciało wspólnotowe zostało dorżnięte przez szlachtę, która na jego trupie urządziła sobie karnawał zwany demokracją szlachecką. Ponieważ ciało było wielkie i potężne, gniło przez długi czas. Trzeba było dwustu lat, aby jego Realna śmierć przebiła się na poziomie Symbolicznym, czyli mówiąc językiem Alaina Badiou, aby ruch historii jako realnego procesu mógł wyrazić się w historii jako symbolicznej narracji i w ludzkiej świadomości jako wyobrażonej całości świata. [ss. 239-240]


Jak widać, to szlachta miała być głównym narzędziem Realnego. Sowa jednoznaczne obarcza tę klasę społeczną odpowiedzialnością za zniszczenie polskiego państwa. Próbuje on zerwać z narracją, że to źli Rosjanie, Prusacy i Austriacy pod koniec XVIII w. unicestwili krainę wolności jaką miała być Rzeczpospolita. Nie, to szlachta po śmierci Augusta sprawiła, że polska państwo istniało tylko w sferze symbolicznej i wyobrażeniowej. Całe „Fantomowe ciało króla” można czytać jako jeden wielki akt oskarżenia szlachty.

Warunkiem możliwości owego „dorżnięcia” państwa polskiego były określone procesy historyczne, które pozwoliły szlachcie zdobyć pełną hegemonię w I Rzeczpospolitej. Zdaniem Sowy już w drugiej połowie XV wieku dały się zaobserwować znaczące różnice między dwoma częściami kontynentu. Przede wszystkim, w Polsce nie istniał znany z Europy Zachodniej feudalizm ze swoją hierarchicznością. Każdy szlachcic był – przynajmniej formalnie – równy pozostałym. Doprowadziło to do powstania klasy społecznej, której król nie miał siły się przeciwstawić. Skutkiem tego nie doszło w Polsce do powstania monarchii absolutnej, która – zdaniem Sowy – działała modernizująco, prowadząc do powstania nowoczesnego państwa i rozwiniętego kapitalizmu (zaznaczmy, że teza o monarchii absolutnej jako niezbędnym warunku kapitalizmu jest dość wątpliwa zważywszy, że w przypadku Anglii i Niderlandów trudno mówić o tego rodzaju systemie politycznym). Sowa wskazuje również na słabość miast polskich, brak rzemiosła, niedorozwój ekonomiczny oraz zdecydowaną przewagę gospodarki ekstensywnej (bazującej na jak najpełniejszym wykorzystaniu dostępnych środków produkcji) nad intensywną (polegającej na kreowaniu innowacyjnych środków produkcji), jako na fundamenty szlacheckiej potęgi.

Szlachta, korzystając ze sprzyjających okoliczności, pozbawiła władzy króla wybieranego przez wolną elekcję, doprowadziła do dalszej marginalizacji mieszczaństwa i wpędziła chłopstwo w niewolę. Rzeczpospolita stała się więc państwem, w którym interesy wszystkich innych grup były pomijane. Jako niezagrożony hegemon, szlachta nie dbała o Rzeczpospolitą, a jedynie o swój partykularny interes. A jeśli hegemon nie dba o swoją dziedzinę, to jasne jest, że ta prędzej, czy później upadnie. I tak też się stało. Szlachta, obawiając się reform mogących ukrócić „złotą wolność”, wyzyskując chłopów do granic możliwości, pogrążając się w „idiotyzmie życia wiejskiego” i zamieniając demokrację szlachecką w rządy oligarchów, sprawiła, że jej (nieistniejące) państwo padło łupem ościennych potęg.

Ogólny obraz wygląda tak, jak ujął to Jacek Kochanowicz: w XVI wieku polska szlachta sama zniszczyła swoje państwo ponieważ uznała, że nie jest jej ono potrzebne, a nawet mogłoby być dla niej szkodliwe, bo – jak przekonuje Theda Skocpol – «organizacje państwowe w pewnym stopniu muszą rywalizować z klasą panującą (…) w przejmowaniu zasobów wytwarzanych przez gospodarkę i społeczeństwo»[s. 252]

Ostateczne zmazanie Rzeczpospolitej z mapy Europy było jedynie symbolicznym potwierdzeniem faktycznego braku. Według Sowy, fakt, że rozbiory wydarzyły się pod koniec XVIII wieku, czyli w chwili wyłaniania się nowoczesnych form państwowych, jest poszlaką na rzecz tezy, iż owo polskie nie-państwo nie było w żaden sposób dostosowane do nowoczesności. Formalna utrata niepodległości była zatem niejako zwycięstwem nowoczesności i przezwyciężeniem archaicznych modeli ustrojowych.
Polski kolonializm a postkolonializm

Jeśli I RP nie była państwem, to czym była? Zdaniem autora, przede wszystkim narzędziem służącym szlachcie do umacniania swojej potęgi i bogactwa. Narzędzie to pozwalało na przeprowadzenie przynajmniej dwóch projektów. Po pierwsze, powiększania wyzysku chłopstwa, a po drugie, kolonizacji Ukrainy.

Ponieważ Rzeczpospolita Obojga Narodów miała kolonializm tak głęboko wbudowany w swoją istotę, na pytanie, czym było fantomowe ciało króla, skoro nie państwem we właściwym tego słowa znaczeniu, odpowiedzieć można również tak, że była to powołana wspólnie przez szlachtę polską i litewską – a głównie ich magnaterie – Kompania Kresowa służąca czerpaniu korzyści – gospodarczych, politycznych, społecznych, symbolicznych i wszelkich innych – z kolonizacji wschodnich rubieży Europy Środkowo- Wschodniej.[s. 334]

Sowa dowodzi, iż Polska prowadziła regularną politykę kolonizacyjną, a samym sensem istnienia Rzeczypospolitej było rozciąganie wpływów jej elit na wschodzie. Teza o systemowym charakterze kolonizacji Ukrainy przez Koronę jest oczywiście dość kłopotliwa. Trudno nie widzieć różnic między inkorporacją województw ruskich w ramach Unii Lubelskiej, a np. podbojem Indii. Należy też pamiętać, że państwo Jagiellonów było posunięte najdalej na wschód przed Unią. To Litwa najczęściej szukała u Polski ochrony przed Moskwą, zabiegającą o wpływy na ziemiach ruskich. Nie sposób również jako argumentu na rzecz kolonialnego charakteru polskiego państwa traktować faktów mówiących o ciężkiej doli mas chłopskich na kresach. Los ten nie różnił się zasadniczo od losu chłopa polskiego. Równie dobrze możemy więc twierdzić, że polska szlachta kolonizowała polski lud, ale wtedy termin „kolonializm” zaczyna tracić sens. Co więcej, jeśli za Sową przyznamy, że Polska nie była żadnym państwem, a tylko narzędziem w ręku magnatów, to wystarczy spojrzeć jacy magnaci władali na Ukrainie – byli to głównie Rusini i Litwini – aby uznać tezę o kolonializmie Polaków za cokolwiek wątpliwą. W jaki sposób etniczni przedstawiciele krajów podbitych mogliby stać się najpotężniejszymi ludźmi w metropolii (przykładem Wiśniowieccy)?

Stwierdzenia, iż mieliśmy do czynienia z jakimś spójnym projektem kolonizacyjnym, albo że Rzeczpospolita była nastawiona na ekspansję są przeto zdecydowanie za daleko posunięte i rozmijają się z rzeczywistością. Nie da się jednak ukryć, że Sowa podaje przykłady praktyk kolonialnych stosowanych przez polską szlachtę. W wielu tekstach pisanych przez Sarmatów dość dobrze widać podkreślanie swojej inności wobec Rusinów, przewijają się wątki o pustej Ukrainie czekającej na zagospodarowanie, czy wręcz o cywilizacyjnym obowiązku utrzymania tego kraju w ramach Rzeczpospolitej (zauważmy jednak, że opowieść o inności szlachty była stosowana nie tylko wobec mieszkańców Rusi, ale również wobec polskich chłopów, mieszczan, czy też krajów Zachodu – Sarmaci czuli się absolutnie wyjątkowi). Sowa za pomocą teorii postkolonialnej dekonstruuje te opowieści.

Może się wydawać, że użycie dyskursu postkolonialnego stoi w sprzeczności z fundamentalną dla książki Sowy opowieścią o dualnym podziale Europy. Sowa zdecydowanie twierdzi, że podział ów jest czymś realnym. Badacze postkolonialni wskazaliby, że tego typu stwierdzenia są niczym więcej, jak narzędziem w rękach kolonialnych hegemonów. Tymczasem zdaniem Sowy to, że Zachód stoi cywilizacyjnie wyżej od Wschodu jest faktem, a nie jedynie narracją mającą umacniać panowanie centrum nad peryferiami. W jaki sposób Sowa może pogodzić demaskowanie kolonialnych zabiegów polskiej szlachty i jednocześnie twierdzić, że na Zachodzie istnieje realne centrum cywilizacyjne? Gdyby konsekwentnie stosować myśl postkolonialną, to stwierdzenia mówiące o wyższości Europy Zachodniej musiałyby również zostać zdekonstruowane. W takim wypadku należałoby uznać Jana Sowę za kompradora, który próbuje przekonać lud znajdujący się w sytuacji zależności (Polaków) do tego, że sytuacja ta jest jak najbardziej słuszna.

Sowa potrafiłby jednak wybronić się z takiego zarzutu. Jego książka jest w pewnym stopniu krytyką założeń teorii postkolonialnych. Wydaje się, iż Sowa na wątpliwości wyrażone w poprzednim akapicie odpowiedziałby mniej więcej tak: twierdzę, że Europa Środkowa była (i jest) cywilizacyjnie zapóźniona wobec Zachodu, gdyż takie są fakty; pozwalam sobie natomiast stosować teorię postkolonialną lokalnie – tam, gdzie na poziomie Realnego o żadnej wyższości nie może być mowy. Polska była cywilizacyjnymi peryferiami względem Zachodu, ale to nieprawda, że Ukraina, czy Białoruś specjalnie różniła od Polski, jeśli chodzi o poziom rozwoju. O ile więc narzędzia teorii postkolonialnej nie działają globalnie, bo nie każdą opowieść o wyższości centrum da się obalić jako element struktury dominacji, to czasem można ich używać – wtedy mianowicie, gdy hegemon nie stoi rzeczywiście wyżej od subalterna.

Mnie taka odpowiedź by satysfakcjonowała. Uważam, że teorie uznające wszystkie teksty kultury za narzędzia władzy popełniają zdecydowany błąd.. Zastanawiam się jednak, w jaki sposób Jan Sowa może bez żadnego krytycznego komentarza powoływać się na „Orientalizm” Edwarda Saida. Czyż nie należałoby w takim wypadku uznać, że kraje Orientu były realnie gorsze, mniej nowoczesne od państw, których padły łupem? Albo: czy podbój Ameryki Płd. nie był całkowicie uzasadniony, skoro Hiszpanie byli lepiej rozwiniętą cywilizacją od Azteków?

Nie jest tak, że Sowa nie zdaje sobie sprawy z komplikacji, jakie wywołuje selektywne korzystanie z teorii postkolonialnych. Podaje on dwa argumenty mające świadczyć o tym, że nie powiela w swoim tekście kolonialnych kompleksów [ss. 373-378]. Podług pierwszego – psychoanalitycznego – punktem odniesienia polskości jest Zachód. To nie narracje płynące z centrum utwierdzają nas w peryferyjności, ale sami Polacy wybrali sobie zachodnią Europę jako punkt dojścia. Arabowie – wracając do Saida – nie szukali w Anglii, czy Francji ideału, do którego powinni dążyć. Inaczej ma się rzecz z Polakami, którzy dokonali samokolonizacji, znajdując przedmiot swoich dążeń na Zachodzie. Problem z tym argumentem jest taki, że jest on jedynie diagnozą sytuacji kolonialnej, w której znalazła się Polska. Każdy postkolonialny badacz stwierdziłby tutaj, że wyobrażenie o Zachodzie jako punkcie dojścia jest czystą fantazją popularną w każdym kraju skolonizowanym. Recepta byłaby więc dość jednoznaczna: przestańcie myśleć o Niemczech, Anglii, czy Francji jako o ideale, do którego musicie dążyć. Sowa, niestety, nie serwuje nam takiej diagnozy. Wręcz przeciwnie, utwierdza czytelników w mniemaniu, że rzeczywiście powinniśmy być tacy, jak owi mityczni Europejczycy.

Drugi argument pochodzi z teorii zależności i mówi, że Polska była peryferyjnym (czytaj: zależnym) elementem gospodarczego systemu Europy. Skoro tak, to Rzeczpospolita była rzeczywiście na niższym stopniu rozwoju niż Zachód. Znaczyłoby to, że przez Sowę nie przemawiają kolonialne kompleksy, ale ścisłe fakty ekonomiczne. Z tym można się zgodzić, wciąż jednak pozostaje problem, jak pogodzić taką tezę z użyciem teorii postkolonialnej.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale