0 obserwujących
72 notki
44k odsłony
  167   0

Miłość i solidarność


Emancypacyjnym rozwiązaniom prawnym musi zatem towarzyszyć wsparcie państwa dla nieinwazyjnego, liczącego się z wrażliwością konserwatywnej części opinii publicznej akcentowania obecności homoseksualistów i par homoseksualnych w życiu codziennym. Afirmująca rola ustawodawstwa sprzyjającego związkom homoseksualnym nie powinna bowiem prowadzić do powstania co prawda wyzwolonej, lecz wyobcowanej i funkcjonującej w swoim getcie grupy społecznej, ale do maksymalnego włączenia tego stylu życia do dominującego. “Szokowe” zmiany legislacyjne mogłyby służyć czemuś dokładnie odwrotnemu. Przykładem udanej propagandy homoseksualnej (w najlepszym rozumieniu tego słowa) może być kampania plakatowa przeprowadzona we francuskich szkołach i uczelniach przez tamtejszy resort oświaty (zdj.). Podkreślała ona trudności związane z integracją społeczną osoby homoseksualnej w grupie koleżeńskiej, zachęcała do wczucia się w sytuację takiej osoby .

 

Naturalne zmiany obyczajowe już doprowadziły do znacznego polepszenia wizerunku i sytuacji mniejszości seksualnych w Polsce. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich grup społecznych i prawdopodobnie największe problemy z tolerancją są tam, gdzie wcale ich nie widać, gdyż ofiary przemocy czy dyskryminacji nie mają siły lub odwagi, aby wyartykułować swoje skargi. Opublikowane niedawno wyniki badań Fundacji „Przestrzeń Kobiet” pt: „Niewidzialne (dla) społeczności. Sytuacja społeczna lesbijek i kobiet biseksualnych na terenach wiejskich i w małych miastach w Polsce” wskazują na poczucie uwięzienia ankietowanych kobiet w ich środowiskach macierzystych. Stopień dyskryminacji nie jest zależny tylko od wielkości ośrodka, lecz od poziomu rozpoznawalności i braku poczucia anonimowości, które pozwalałoby na życie zgodnie ze swoją orientacją seksualną. Badane lesbijki i biseksualistki wskazywały również często na post-transformacyjną atrofię cywilizacyjną ich miejscowości, która zmniejsza szansę awansu społecznego, izoluje lokalną społeczność od reszty świata i petryfikuje konserwatywne postawy społeczne, co przejawia się chociażby brakiem miejsc spotkań dla osób homoseksualnych. Postępująca degradacja transportu publicznego utrudnia korzystanie z oferty większych ośrodków (s. 90-101).
 


Oznacza to (co zresztą powszechnie wiadomo), że w miarę swobodne życie par homoseksualnych w Polsce jest możliwe najczęściej w sytuacji oderwania od środowiska rodzinnego i daleko posuniętej dyskrecji, którą zapewnia otoczenie wielkomiejskie. Jest to dyskrecja dość swoista, gdyż opiera się o tworzenie relacji społecznych wewnątrz grupy homoseksualistów przy jednoczesnym zachowaniu powściągliwości wobec heteroseksualnego otoczenia (często uzasadnionej wrogością tego ostatniego). Zachowanie to – choć w przypadku homoseksualistów niezawinione – przypomina postawę wielkomiejskich ortodoksyjnych katolików, którzy starają odizolować swoje rodziny od „zepsutego świata” posyłając dzieci do ekskluzywnych szkół i budując własne osiedla. Lewicowym czytelnikom nie trzeba chyba dłużej tłumaczyć społecznej szkodliwości tego typu podziałów.
 


Opowiadam się za taką polityką gospodarczą państwa, która prowadziłaby do wyrównania impulsów rozwojowych pod względem geograficznym i społecznym. Identyczne działania konieczne są w sferze promocji tolerancji: globalny wolny rynek może sprzyjać wyzwoleniu obyczajowemu, ale tylko tam, gdzie mu się to opłaca. Trzeba również dodać, że pogłębianie się antagonizmu “tolerancyjnych” metropolii i “nietolerancyjnej” prowincji służy bujnemu rozwojowi gentryfikacji wśród samych mniejszości seksualnych, która w naszych warunkach ukształtowała już swoiste zjawisko wewnętrznej dyskryminacji (estetycznej, finansowej…) każdego, kto nie wpisuje się w dość specyficzny szablon wyglądu, zachowań i postaw. Można nawet ironicznie (?) zasugerować, że transformacja obyczajowa w naszym kraju nosi wiele znamion transformacji gospodarczej.
 


Część uczestniczek wspomnianego badania zdawało się podzielać tezę o zgodności miejskiej kultury LGBT z narracją klasy wyższej, a także zwracało uwagę na niedocenienie kwestii lesbijskiej w działaniach środowisk emancypacyjnych. Można powiedzieć, że homoseksualiści z mniejszych ośrodków odczuwają lęk przed odrzuceniem nie tylko ze strony heteroseksualnej większości, lecz także innych, bardziej zamożnych i wyemancypowanych homoseksualistów (s. 141-143). Jedna z uczestniczek, Niemka żyjąca obecnie wraz ze swoją partnerską w małej miejscowości Polski zachodniej, poddawała w wątpliwość obowiązujący wśród „homoseksualnego mainstreamu” buntowniczy model okazywania własnej odmienności, nastawiony na chęć zaszokowania nią innych, na rzecz stopniowego oswajania otoczenia z faktem swojego homoseksualizmu i życia w związku z inną kobietą. Za najbardziej szokujący aspekt polskiej homofobii uznała fakt nieistnienia jej związku w rozmowach z otoczeniem. Środowisko, w którym żyje – nawet jeżeli wykazuje się tolerancją – nie potrafi wypracować języka, za pomocą którego można by swobodnie rozmawiać o życiu osobistym osób homoseksualnych. Bardzo to przypomina zwyczajowe żale, jakie polscy rodzice wylewają na swoje homoseksualne dzieci: „co ja powiem sąsiadce/dziadkowi/ciotce, kiedy mnie zapyta o Twoją przyszłość?”.
 

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale