26 obserwujących
234 notki
380k odsłon
  1970   0

Bladym świtem: relacje „okęckie”

IV. Dane oficjalne – zeznanie dowódcy jaka-40

Około godz. 3.00 z całą załogą bez obsługi pokładowej spotkaliśmy się w domku pilota i po przebraniu i zabraniu swoich rzeczy udaliśmy się na odprawę celną do portu lotniczego. Po odprawie udaliśmy się do biura odpraw załóg, skąd do przeznaczonego do wylotu samolotu.http://rebelya.pl/post/2798/zeznania-por-wosztyla-mowi-do-nich-zeby-nie-sch?print=1
Uwaga:godzina wg czasu polskiego (LMT)
 
V. Dane półoficjalne – wypowiedzi naocznych świadków
 
1. Zarejestrowane wypowiedzi pracowników Kancelarii Prezydenta
1.1. Marek Martynowski:trzech pracowników obsługiwało rodziny katyńskie na Okęciu
O 5.30, 5.40 odebrał z dwu hoteli Ibis* i Belweder** siedmioro Delegatów, po przyjeździe na Okęcie (”zostało jeszcze trochę czasu, każdy z nas jak mógł tak pomagał, przynosił herbatę, ciepła kawę, jakieś ciastka – w ten sposób staraliśmy się umilić”); następnie podprowadził do samolotu osobę starszą; za nim wchodzili inni; o 7.02 zorientował się będąc w samolocie, że godzina odlotu minęła; wyszedł i jeszcze chwilę rozmawiał ze stojącym u trapu min. Stasiakiem; podjechał samochód z Parą Prezydencką (ok. godz. 7.10-7.15), Doradca, Pan Klarkowski, podprowadził ich do drzwi samolotu. Gen. Błasika nie widział („tego niestety nie widziałem, bo byłem gdzieś w odległości 200 metrów”), w trójkę (wraz z T.S. i M.G.) obserwowali wzbicie się w niebo. Mediów nie było na lotnisku (”tam w ogóle nie były wpuszczane”).
*Hotel Ibis Reduta, ul. Bitwy Warszawskiej 16
**Zespół Rezydencji Kancelarii Prezydenta RP Belweder-Klonowa, ul. Flory 2
Komentarz: Sprinter: 200m w pół minuty? Raczej: opowiada (o pożegnaniu Prezydenta przy trapie) co wie, a nie co widział; dlaczego?
Tu mamy jakby potwierdzenie:
Byłem pracownikiem kancelarii, który odprowadzał delegacje na Okęciu. Z każdej wizyty prezydenta mamy jakieś wspomnienia. Z tej ostatniej utkwił mi w pamięci widok prezydenta na lotnisku.
Stał 200 m od samolotu, gen. Błasika składającego meldunek, nie widział (ale widział doradcę Klarkowskiego!) i z całego poranka „utkwił mu” widok „prezydenta na lotnisku” (co do którego jego kolega Szczegielniak – patrz niżej - nie był wcale pewny!). Prezydenta. Bez Małżonki?
 
1.2. Tomasz Szczegielniak: Ja byłem dosyć wcześnie na lotnisku, między 5., a 6. rano, bo o 6 mieli się, od 6 jakby miały się stawić osoby, które, czy nawet przedstawiciele rodzin katyńskich nawet wcześniej, więc ja byłem między 5. a 6. Przyjechałem na lotnisko z panią Katarzyną Doraczyńską.
ja, pan Michał Grodzki, pan Marek Martynowski, pani Katarzyna Doraczyńska.
My byliśmy tam po godzinie myślę, już z tego co pamiętam, po 5. Była tam już pani poseł Natalli-Świat na przykład, jako jedna z pierwszych. I tak widziałem te praktycznie wszystkie osoby, które, które tym samolotem leciały, jak wchodziły na terminal, na ten i szły do samolotu.
ja byłem już jak, jak zaczęły schodzić się wszystkie osoby
cały czas byłem wtedy w tym hangarze, na terminalu i byliśmy zajęci obsługą tych wszystkich osób, które miały towarzyszyć panu prezydentowi.
Po tym jak ci wszyscy, wszystkie osoby poszły do samolotu, pan minister Stasiak zszedł na dół i został jeszcze w tej salonce na parterze. Prosił mnie, żeby mu dać informacje, poinformować go o tym, kiedy będzie, będzie jechał pan prezydent. Już nie pamiętam czy on chciał się napić jeszcze kawy, czy coś sprawdzić. Więc jak tylko uzyskałem informację od obsługi lotniska, że zbliża się samochód z panem prezydentem poinformowałem pana ministra Stasiaka, że zbliża się prezydent. No i on parę minut przed przyjazdem prezydenta, według mojej wiedzy i z tego co udało mi się zaobserwować, wsiadł ostatni.
Pan prezydent, z tego co pamiętam, tam stawił się około 7.08, 7.09. Podjechał samolot, podjechał samochód pod, bezpośrednio pod samolot, bo tak pan prezydent podjeżdżał. O 7.17 samolot wystartował, dokładnie to pamiętam, bo o tej godzinie wysłałem sms-a pracownikowi Kancelarii Prezydenta, który był na miejscu, na lotnisku w Smoleńsku. Zaczął kołować, 7.23 mniej więcej wystartował
samolot wystartował 7.23, mniej więcej czy dokładnie nawet
Komentarz:to jednak 100 m. Nie poszedł na płytę – obserwował sprzed terminala.
Uwaga istotniejsza:T.S. jest prawnikiem, co może tłumaczyć te zadziwiające słowa:
A.M. A widział pan wysiadającego pana prezydenta?
T.S. Widziałem osoby wysiadające z tego samochodu.
A.M. O, właśnie. A mógłby pan powiedzieć, kto wysiadł z samochodu pana prezydenta?
T.S. Wydaje mi się, tak jak mówię, to była pewna odległość, więc jakby stuprocentowej pewności nie mogę mieć, że to był pan prezydent.
 
1.3. Andrzej Klarkowski: wydaje mi się, że kiedy przyjechałem na dworzec lotniczy, to już na miejscu była cała generalicja. Mogli przyjechać już dużo wcześniej.
na lotnisku byłem już około 6.10.
Na samej płycie byłem może 10-15 minut. Kiedy wszyscy wsiedli do samolotu, podszedłem do trapu, żeby tam czekać na przyjazd prezydenta. Czekałem wówczas razem z gen. Andrzejem Błasikiem, a niedaleko samolotu chodził kapitan Arkadiusz Protasiuk. Został mi w pamięci jego uśmiech... Czekaliśmy, jak mówiłem, około 15 minut, w międzyczasie przyjechał jeszcze trochę spóźniony minister Mariusz Handzlik, który również pozostał na trapie, żeby przywitać prezydenta.Wylot był, z tego, co pamiętam, o godzinie 7.23.
Komentarz:szczegóły dot. osób i sytuacji w relacjach A. Klarkowskiego doczekały się krytycznej analizy w: http://noweczasy.salon24.pl/587643,legenda-okecka-i-jej-bajarz-the-end
 
1.4. Michał Grodzki:ostatni i nigdzie nie wypowiadający się (sic!) członek ekipy Kancelarii Prezydenta, obecnej na Okęciu, na które przybył - jeśli wierzyć relacji Barbary Zakrzeńskiej ("wyszedł z domu po czwartej") - ok. 5.!; złożył też bardzo lakoniczne zeznania w prokuraturze cywilnej:
„w dniu 10 kwietnia miał za zadanie zawieźć na lotnisko dwóch członków delegacji(w tym Janusza Zakrzeńskiego).  Razem z Tomaszem Szczegielniakiem i Markiem Martynowskim odprowadzali osoby do samolotu. Ponadto rozdał części pasażerów tzw. książki”
Komentarz: nieznane są powody, dla których tak istotny świadek „okęcki” nie był dotychczas obiektem zainteresowania publicznego; jest to w dodatku autor słynnych zdjęć „aparatem blekbery” i osoba, która jako pierwsza w Polsce dowiedziała się (od Marcina Wierzchowskiego), że „wszyscy nie żyją”…
 
1.5.  ???: jeden z pracowników Kancelarii PrezydentaRzeczypospolitej; mówi: „podwiozłem Stefana na lotnisko”; mówi: „byłem w tym saloniku, w którym oni wypili jeszcze kawę i tak dalej, zostawiłem ich i odjechałem
http://vimeo.com/76755330 , min.14.22 – 15.15.
Komentarz:sformułowanie: „podwiozłem Stefana” wyklucza trójkę młodszych pracowników KP; „zostawiłem ich i odjechałem” sugerowałoby z kolei nieobecność na płycie lotniska! Czyżby relacja (patrz wyżej) A. Klarkowskiego była do tego stopnia zmyślona? Bo faktem jest, że nie wspomina on o ważnych osobach  przy trapie… ale jaki byłby w takim razie cel (musiał posiadać przecież przepustkę na wejście na terminal) tej wyprawy – rozeznanie sytuacji i uwiarygodnienie obecności?
Faktem jest też (i to znaczącym!) że w bardzo obszernej relacji Tomasza Szczegielniaka (patrz wyżej) nie pada ANI RAZU nazwisko A. Klarkowskiego!
Nie sposób jednak wykluczyć, że był to inny, dodatkowy (i dotąd nieujawniony!) pracownik KP.
 
2. opublikowane relacje dziennikarzy – pasażerów jaka-40
2.1. Była sobota, blady świt, a właściwie jeszcze ciemno. Musiałem wstać o 3 rano, by przed 4 znaleźć się na lotnisku. Nasz samolot miał odlecieć o 5 rano. Rzadko mam okazję towarzyszyć Prezydentowi w czasie oficjalnych wizyt, tym razem, na wyjazd do Katynia zgłosiłem się na ochotnika. Dopiero na Okęciu okazało się, że dziennikarze mają lecieć Jakiem, a dopiero godzinę po nas wystartuje Tupolew.
Komentarz:relacja kogoś, kto sądzi, że cała Delegacja odlatuje o piątej (vide ostatnie zdanie);
czy dziennikarze nie znali programu uroczystości? Kto w KPrez. za to odpowiadał? Wystarczyłby choć telefon w piątek po południu - nie było jeszcze wtedy (tak twierdzi rząd i opozycja – bo nie Ewa Błasik!) „informacji o zagrożeniu terrorystycznym”…
Uwaga istotniejsza: podany czas odlotu tutki ma się nijak do… „faktów”!
Por.:
 
2.2. organizatorzy zdecydowali wynająć drugi samolot do którego oddelegowali niższej rangi urzędników państwowych oraz dziennikarzy, którzy tradycyjnie towarzyszyli prezydentowi. Jednym z nich był Jan Pospieszalski, który relacjonuje jak drugi samolot nie mógł odlecieć:
”„Nasz samolot miał startować natychmiast po pierwszym, było przewidziane ze wylądujemy jedynie z 15-minutowa różnica czasu i w takim przeświadczeniu weszliśmy na pokład i zajęliśmy nasze miejsca.”
(„los organizadores decidieron fletar un segundo avión al que desplazaron a funcionarios de menor rango y a los periodistas que habitualmente seguían al presidente. Uno de ellos era Jan Pospieszalski, que narra cómo ese segundo avión no llegó a despegar: "Nuestro vuelo debía salir inmediatamente después del primero, estaba previsto que aterrizásemos con sólo 15 minutos de diferencia, y con esa idea embarcamos y nos sentamos en nuestros asientos.”) 
 
Komentarz:patrz komentarz powyżej („relacja kogoś, kto sądzi, że cała Delegacja odlatuje o piątej”); wykluczone jest jednak, by planowano wylot dziennikarzy PO Prezydencie!
Uwaga istotniejsza: Jan Pospieszalski zaprzeczał wielokrotnie, że leciał do Smoleńska samolotem; czy domagał się sprostowania w prasie hiszpańskiej i czy… udzielił jej wywiadu – nie wiadomo. Artykuł jasno wskazuje, że słynne słowa reportera TVN z Katynia „Bo tu już jest Delegacja” mogą tyczyć kwestii trzeciego samolotu do Smoleńska. 
2.3. Jerzy Kubrak: O pią­tej rano, na dwie go­dzi­ny przed wy­lo­tem pre­zy­denc­kie­go sa­mo­lo­tu, sie­dzia­łem już w Ja­ku-40. To tym małym sa­mo­lo­tem po­le­cie­li dzien­ni­ka­rze, bo w pre­zy­denc­kiej ma­szy­nie była wiel­ka de­le­ga­cja i dla wszyst­kich nie star­czy­ło miej­sca, Wtedy oka­za­ło się, że z na­szym Ja­kiem coś jest nie tak. Prze­sa­dzo­no nas do dru­giej ma­szy­ny i po­le­cie­li­śmy do Smo­leń­ska
 
2.4. Jan Mróz, dziennikarz TVN24: Też wylecieliśmy z drobnym opóźnieniem, bo Jak, którym pierwotnie mieliśmy lecieć uległ awarii jeszcze na lotnisku w Warszawie, więc musieliśmy zmienić samolot

Jan Mróz: Wchodząc otrzymaliśmy karty pokładowe: wylot - godz. 5.00, numer lotu: PLF03. Dziennikarze zajęli miejsca, ale pilot poinformował, że doszło do awarii i wszyscy muszą przesiąść się do innego, znajdującego się tuż obok sprawnego i zatankowanego Jaka-40. - Około 5:15, 5:20wzbiliśmy się w powietrze i obraliśmy kurs na Smoleńsk - opowiada Mróz.  http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/zuch-tak-wieza-chwalila-pilotow-jaka-40,159488.html

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka