Ojciec 1500+
Ojcowie, nie drażnijcie dzieci, ale wychowujcie je stosując dyscyplinę i nauczając je tego, co się podoba Panu. Ef 6.4
20 obserwujących
106 notek
200k odsłon
  1522   0

Orban pod ścianą, Le Pen z szansą na wygraną... a w Polsce bez zmian - wojna

Sytuacja zmienia się tak szybko, że nawet moje zdolności analityczne zawodzą. 

Wczoraj napisałem, że w cokolwiek gra Viktor Orban, postępuje nieetycznie, ale skutecznie - w perspektywie krótkookresowej daje Węgrom poczucie bezpieczeństwa, którego Polacy chwilowo mogą im pozazdrościć. Dziś rano dotarł news, że eurokraci zdecydowali się na krok zupełnie absurdalny - uruchomienie wobec Węgier procedury naruszenia praworządności w trzy dni po wygraniu przez Fidesz wyborów (i to z ogromną przewagą) było wysłaniem jednoznacznego przekazu: "zaakceptujemy każdy demokratyczny wybór Węgier i innych państw członkowskich pod warunkiem, że wybiorą partię przez nas wskazaną" (coś w stylu dewizy Henry'ego Forda z 1914 roku: „możesz otrzymać samochód w każdym kolorze, pod warunkiem, że będzie to kolor czarny”). W ten sposób po Brexicie już także Huexit został przesądzony. Putin zaciera łapki - przejmie Węgry do swojej strefy wpływów bez jednego wystrzału. I gdy już mi się wydawało, że nic głupszego dziś nie może się wydarzyć, nagle wpadł news, że Orban zakwestionował zbrodnie wojenne dokonane w Buczy. Cóż, facet jest pod ścianą i jedyne drzwi, jakie mu się otwierają to te z napisem "Federacja Rosyjska". Więc dobrze, że mój wczorajszy artykuł zacząłem od wyjaśnienia dlaczego tak bardzo nie lubię Orbana. Po tym co dziś zrobił mam niekwestionowany powód do tego, by nie lubić go dwa razy bardziej. 

We Francji jaja jak berety. Marine Le Pen w sondażach goni Emmanuela Macrona i jeśli nie zmienią się tendencje, ma szansę go na finiszu wyprzedzić. To by oznaczało trzęsienie ziemi w europejskiej polityce, bo z jednej strony Francja wpadłaby w łapy skrajnie prawicowej polityk, która przed wojną wielokrotnie chwaliła Putina (ale przynajmniej w czasie wojny nie krytykowała Joe Bidena za nazwanie Putina "rzeźnikiem"), a z drugiej strony Polska, PiS i Kaczyński przestałyby być synonimami "skrajnej, narodowo-populistycznej prawicy" (będącej w rzeczywistości czymś z pogranicza chadecji i socjaldemokracji), a stały się ostatnią szansą Europy na to, że nie przejmie jej rzeczywista, proputinowska skrajna prawica tylko ugrupowania mniej eurosceptyczne i bardziej umiarkowane (przynajmniej nie planujące wyprowadzenia swojego kraju z NATO). Ale czy Europa potrafi to dostrzec, docenić i mądrze wykorzystać, czy w swoim chocholim tańcu pójdzie na dno? Obstawiam drugą opcję (obym się mylił). 

A w Polsce bez zmian - wojna Total[itar]nej oPOzycji z państwem polskim trwa w najlepsze, jakby nam krwawej wojny za wschodnią granicą nie było dość. W mediach "Fala oburzenia po słowach Viktora Orbana" a w tej "fali" takie "światowe autorytety" jak rzecznik PO Jan Grabiec, szef PSL Władysław Kosianiak-Kamysz, poseł Franek Sterczewski z klubu KO, poseł Krzysztof Śmiszek z klubu Lewicy... i to by było na tyle. Czyli całe "oburzenie" jest typową "gównoburzą" - zagrywką na użytek wewnętrzny. Bo jak się ma po swojej stronie takich piewców propagandy Putina jak: Roman Giertych, Tomasz Lis, Tomasz Grodzki, Janina Ochojska etc... to trzeba PiS-owi przynajmniej Orbanem dowalić. Simple shit storm. Świetnie to wyjaśnił Wiktor Świetlik w swoim felietonie "Niemcy i Węgry - wstydliwi sojusznicy PO i PiS":

By pojąć, który problem jest większy, wystarczy posłuchać samego ukraińskiego prezydenta i zwrócić uwagę, ile miejsca poświęca swoim marginalnym problemom z Orbanem a ile dwulicowej polityce Niemiec, która wprost na Ukrainie określana jest jako zdrada.

Na jeszcze większą uwagę zasługują ostatnie słowa tego felietonu: 

W tym wszystkim irytuje jednak też coś innego. Polscy politycy zachowują się jak zdeprawowani magnaci z późniejszego okresu Pierwszej Rzeczpospolitej przerzucający się argumentami czyj sojusznik albo czyj pan jest lepszy. Chyba pora przestać mieć "przyjaciół na stałe" lub "unijnych senior partnerów", a zorientować się na interes jednego państwa - Polski. Wykorzystując sojusze i zbieżności celów, gdzie się da i gdy się da. 

A dziś w naszym interesie jest przede wszystkim, by Ukraina zadała Rosji jak największe straty i powstała jako zaprzyjaźnione i wolne państwo, po drugie by jak najbardziej naszym regionem interesowały się militarnie i biznesowo Stany Zjednoczone. Jedno i drugie jest prawdopodobne, ale przeciwników nie brakuje. Nie tylko w Moskwie, ale i w Berlinie, i zapewne nad Wisłą.

Niby proste, niby oczywiste... Prezydent to wie i Premier to wie i Wiktor Świetlik to wie i ja to wiem... Tylko jakoś dziwnie ogromna większość polityków i dziennikarzy zdaje się tego nie dostrzegać, że jeśli przeciwnicy zawarcia w tej chwili silnego sojuszu Polski i USA (nie było kwestią przypadku ani mojej złośliwości, że na liście piewców propagandy Putina umieściłem Tomasza Lisa i Tomasza Grodzkiego - patrz ilustracja poniżej) w tej wojnie odniosą TAKTYCZNE ZWYCIĘSTWO sabotując i niwecząc zapewnienie Polsce bezpieczeństwa aby nie zostało ono poczytane za "sukces PiS" to będzie to jednocześnie STRATEGICZNA TOTALNA PORAŻKA... ale nie rządu PiS tylko POLSKI.

Dawno dawno temu w PRLu mistrz Jan Pietrzak zakończył swój skecz słowami: 

"Na Titanicu też się bawiono do końca"

image


Post Scriptum: 


Lubię to! Skomentuj48 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka