Ojciec 1500+
Ojcowie, nie drażnijcie dzieci, ale wychowujcie je stosując dyscyplinę i nauczając je tego, co się podoba Panu. Ef 6.4
0 obserwujących
1 notka
263 odsłony
241 odsłon

Spacer miłosierdzia

Wykop Skomentuj

image


Pewna Pani Psycholog zapytana przeze mnie w kwestii szczegółowej dotyczącej wychowania jednego z trójki moich Synów, na wstępie zadała mi pytanie: 

- Co, jako rodzice w pierwszej kolejności możemy i musimy dać Dziecku? 

- Szczęśliwych rodziców - brzmiała Jej odpowiedź.

Prawda. Od tego wszystko się zaczyna. Szczęśliwi i "poukładani" rodzice dają swoim pociechom poczucie bezpieczeństwa nieosiągalne w przypadku rodzin, w których rodzice nawet nie wiadomo jak się starają, ale są nieszczęśliwi, skonfliktowani, pełni wewnętrznych napięć, sfrustrowani... 

Ktoś, kto kiedykolwiek spotkał się z terminem "Spacer miłosierdzia" zapyta mnie zapewne, "ale co to ma wspólnego z wychowaniem dzieci, z zapewnieniem im bezpieczeństwa?" Już wyjaśniam. 

Co to takiego?

Na rozmaitych kursach i warsztatach często spotyka się ćwiczenie polegające na zaznaczaniu stopnia spełnienia w różnych dziedzinach. Jeśli stopień spełnienia jest w miarę wyrównany i w miarę wysoki, to wszystko w porządku. A co, jeśli w jakiejś dziedzinie życia jest "dziura"? Czasem jest to niedobór w strefie zdrowia i aktywności fizycznej, czasem w sferze rozwoju i aktywności intelektualnej, a bardzo często... dziura towarzyszy sferze duchowej. Gdzieś coś się wydarzyło (bardzo często nie z winy zainteresowanego), co sprawiło, że cała ta przestrzeń stała się dla niego jedna wielką "czarną dziurą". Można być człowiekiem szczęśliwym i spełnionym będąc np. ateistą. Ale czy mozna mówić o szczęściu, gdy w sferze ducha panuje wewnętrzna sprzeczność, ciągły konflikt, jakiś stary ból, do którego lepiej nie wracać? Celowo napisałem o wydarzeniach bez winy zainteresowanego, bo żyjemy w czasach, kiedy o zranienia łatwo, a wyjście z tych zranień często wydaje się mission impossible. Żyjemy w czasach, kiedy z bólem zęba idzie się do stomatologa - to standard. Ale z bólem psychicznym trudniej już udać się do psychologa, bo "co ludzie powiedzą - przecież nie jestem wariatem", więc męczy się z tym do popadnięcia w głęboką depresję lub nawet do pierwszej próby samobójczej (oby nieudanej), po której bliscy biorą delikwenta za fraki i ciągną siłą do specjalisty. A do kogo udać się z bólem duchowym? Zwłaszcza, kiedy osoba mająca kompetencje w tej dziedzinie nosi ten sam strój, co osoba, która nas skrzywdziła: sutannę lub habit? 

"Spacer miłosierdzia" jest (między innymni) szansą dla osób, które znalazły się w podobnej sytuacji. To rozmowa mająca elementy spowiedzi, ale nie zamknięta w jej formie - bez konfesjonału, bez formułek, bez schematów, bez pośpiechu... w sumie elementami, jakie łączą tę rozmowę z "klasyczną" spowiedzią są: szczerośc, poufność (absolutna dyskrecja), dialog i zasada spotkania z miłosiernym Bogiem. Przychodzi się z problemem, a ksiądz - na ile może - stara się w tym problemie pomóc. Przede wszystkim UWAŻNYM WYSŁUCHANIEM, którego tak bardzo nam dziś potrzeba - nie czujemy się jednym z kolejki, którego facet po drugiej stronie kratki konfesjonału chce "obsłużyć" niemal hurtowo - jesteśmy potraktowani z uwagą i indywidualnie. Stara sie także pomóc swoją wiedzą teologiczną oraz doświadczeniem kapłańskim. Nie bawi się jednak w "wujka dobra rada", który ma przygotowane gotowe odpowiedzi dla wszystkich (tak samo trywialne, schematyczne i nieskuteczne... jak to we wszystkich przypadkach "wujków dobra rada" bywa), ale podchodzi do każdego zagadnienia z pokorą... nawet z taka ewentualnością, że może sam nie sprostać problemowi, ale jedynie wskazac kilka kroków z długiej i krętej drogi. Jeśli jest taka chęć i możliwość, wówczas osoba na koniec może uzyskać rozgrzeszenie (niekiedy przychodzące osoby znajdują sie w sytuacji to uniemożliwiającej lub przychodza z problemem, który nie dotyczył sfery grzechu), ale za każdym razem uzyskuje pomoc. 

Moje osobiste świadectwo 

Zanim jeszcze mój szalony i bezkompromisowy Kolega (ks. Michał Misiak... tak, ten Michał Misiak - to nie zbieżność nazwisk) zaczął propagować tę formę posługi, zdarzyło mi się z niej kilka razy skorzystać. Pamiętam szczególnie trzy takie spacery. 

Pierwszy zapamiętany "spacer milosierdzia" odbyłem jakieś 15 lat temu z ks. Andrzejem Szpakiem - duszpasterzem Ruchu Młodzieży Różnych Dróg (czyli głównie hipisów). Potrzebowałem poukładać sobie w głowie sprawy po swoich bolesnych i gorszących (w tle była afera pedofilska) przeżyciach katechety (wówczas już byłego). Ból po złym potraktowaniu mnie nie zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej róźdźki (to wymagalo całej dekady i usłyszenia słowa "przepraszam" od innego księdza - wcale niezwiązanego z tą sprawą, ale czującego się odpowiedzialnym za swoich parafian zgorszonych przez jakichkolwiek księży), ale pojawił się wewnętrzny spokój - sfera życia duchowego, która kiedyś sprawiała mi wiele radości, a która przez tę bolesną sprawę została mi skradzina znów wróciła ze swoim radosnym kolorytem uwielbienia Boga. Otrzymałem też proste słowa mądrości doświadczonego duszpasterza "ty ciesz się, że zmieniłeś pracę, bo z tgo, co od ciebie słyszę, tamta za bardzo ciebie eksploatowała, a to są dzieci - angażowałeś się, to dobrze, ale zdenerwowany i przemęczony w końcu wpakowałbyś się w poważne kłopoty np.: rozgniótł na ścianie jakiegoś łobuza dręczącego słabsze dzieci (...) a księżom, co ciebie zranili przebacz - nie dla nich - dla samego siebie... nie zasługujesz na to, abys cierpiał nosząc w sercu gorycz i nienawiść z ich powodu". 

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo