z odmętów szaleństwa :-)
Kwestionowanie uczciwości wyborów to odmęty szaleństwa. /Bronisław Komorowski/
49 obserwujących
319 notek
556k odsłon
1216 odsłon

Dobry trener, ale nie ma wyników

Wykop Skomentuj42


Zatem "polska myśl szkoleniowa" już dawno nie żyje, a jeżeli w ogóle istniała, to jest tak stara jak piramidy egipskie. Dlaczego? Przecieź jako Polacy jesteśmy kreatywni, sprytni. odpowiedzialni, charyzmatyczni i pilni - zatem posiadamy cechy jakimi charakteryzują się najlepsi trenerzy piłkarscy w Europie. Bogate i stojące na najwyższym poziomie ligi Europy powinny błyszczeć polskimi trenerami, a polska Ekstraklasa już dawno powinna mieć ze dwa miejsca w Lidze Mistrzów, że o Lidze Europejskiej nie wspomnę. Dlaczego tak nie jest?


Przyczyn jest wiele i są one złożone. Jedną z nich jest system licencji trenerskich w Polsce. który jawi się jako swoisty skansen, tkwiący korzeniami w głębokiej komunie. Droga po UEFA Pro, trenerski Mount Everest, pozwalający wskoczyć na karuzelę trenerską polskich klubów w Ekstraklasie, pierwszej i drugiej lidze,  jest kręta, skomplikowana i rodzi patologiczne sytuacje. Trzeba wiedzieć, że w Polsce licencję - a zatem prawo do karuzeli - ma około 180 trenerów. Polska piłka klubowa obraca się zatem w wąskim kręgu tych samych osób, które kisi się we własnym gronie "polskiej myśli szkoleniowej". Dla porównania -  w Hiszpanii jest to grono liczące prawie osiem tysięcy i każdy licencję UEFA Pro może zrobić w swoim regionie, nie musi - tak jak w w Polsce -  robić jej tylko na kursie organizowanym przez PZPN. Dostanie się na taki kurs w Polsce, graniczy z wygraną w totolotka, bo PZPN ma  niejasne, "komunistyczne" wciąż kryteria naboru, które wywołują liczne kontrowersje i spory. Pisząc wprost, jest to system korupcjogenny balansujący na granicy prawa i przestępczych układów. Wielu młodych trenerów odstrzeliwuje się  z miejsca, choć spełniają formalne wymagania określone w regulaminie. Pytanie: gdzie mają oni zdobywać trenerskie szlify, skoro nie mogą pracować w trzech najwyższych klasach rozgrywkowych? Pytanie drugie: jakie doświadczenie miał Pep Guardiola, zanim zdobył historyczne sześć trofeów w jednym sezonie z Barceloną? Przez rok prowadził rezerwy klubu...


Po co to wszystko? Jeśli chcesz zostać piekarzem, musisz być sumienny, punktualny, gotowy na pracę w godzinach nocnych i dobrze, żebyś miał doświadczenie w zawodzie. Ale jeśli nie – spokojnie, nauczysz się. Bez żadnej papierologii, biurokracji, pozwoleń, zezwoleń, licencji. Natomiast ktoś – nawet będący kilkanaście lat piłkarzem, kilkanaście lat trenerem i całe życie przesiąknięty futbolem – nie może trenować w Polsce klubu na trzecim poziomie rozgrywkowym. Prawda jest taka, że jeśli właściciel klubu chciałby zatrudnić sprzątaczkę do zarządzania zespołem – powinien mieć taką możliwość. Jego cyrk, jego małpy. Pewnie jej nie pójdzie zbyt dobrze, ale jej pracę zweryfikuje boisko. Dla wielu ludzi z dalszych zakątków kraju zdobycie licencji to  ogromne koszty ( kurs kosztuje 14 tysięcy złotych, do tego dochodzą noclegi i transport na regularne zjazdy z Białej Podlaskiej, na których wymagana obecność jest stuprocentowa), a trenerzy młodzieży nie zarabiają kokosów, robią to z pasji, społecznie. Jak mają oni spełnić wymogi bycia asystentem czy stażu w pierwszej lub drugiej lidze? Takie osoby trzeba wspierać i pomagać, a nie piętrzyć trudności. Niestety, PZPN zabetonował trenerską scenę, a brak dopływu świeżej krwi powoduje nieustanny regres i rosnącą przepaść dzielącą polskie kluby od klubów zachodnich.


W tej elitarnej grupie 180 wybrańców "polskiej myśli szkoleniowej" jest lekarz, piekarz, hydraulik i kilkunastu ludzi zupełnie nie związanych z piłką. Kobieta nawet jest. Oczywiście posiadają oni tylko papier, niczego w polską piłkę nie wnoszą i nie kręcą się na trenerskiej karuzeli, przez co mocno zawężają pole wyboru prezesów klubów. Ogranicza to w oczywisty sposób wolność i swobodę zatrudnienia. A przecież trenera musi weryfikować rynek - i tak się dzieje w tych krajach, gdzie za futbol klubowy wstydzić się nie muszą. Tymczasem u nas ukiszona we własnym sosie "elita" w swoich CV ma zaliczone kilka ( niekiedy kilkanaście) klubów. To o nich mówi się "dobry trener, ale nie ma wyników". Bo ich rzeczywiście nie ma - z klubem A spadł, z klubem B awansował, ale go zwolnili, z C się utrzymał, ale drużyna nie robiła postępów. I tak dalej, w kółko Macieju. Tam zwolnią, tu zatrudnią. Obłęd.



Prezesi klubów szukają zatem trenerów za granicą. Problem w tym, że zatrudnienie średniej klasy trenera zagranicznego, który coś tam osiągnął, to wydatek przekraczający możliwości polskich klubów. Sprowadza się zatem tych, których poważniejsze ligi wypluły -  czyli rynek zweryfikował ich negatywnie. Wyjątki takie jak Okuka, Liczka, Maaskant, Berg, Cherchesow i może jeszcze Bjelica czy Latal, tylko potwierdzają regułę. I w tym miejscu dochodzimy do podstawowej przyczyny słabości polskiej piłki klubowej: nie mamy praktycznie własnego, rodzimego rynku szkoleniowego, a dostęp do rynku zagranicznego jest ograniczony ze względu na finanse. Dodatkowo obraz zaciemniają nieco tacy trenerzy jak: Stokowiec, Probierz, Brosz czy Fornalik, którzy może nie mają spektakularnych sukcesów, ale przynajmniej widać ich dobrą robotę, jaką w klubach wykonują. Do tego grona zbliża się Papszun, którego na fali sukcesów Rakowa Częstochowa dziś zatrudniłby każdy prezes klubu piłkarskiego w Polsce. Na ich tle widać jednak, że większość karuzelowej "elity' powinna już dawno zmienić zawód. Jacek Zieliński, Jan Urban czy nawet Adam Nawałka prochu już na nowo nie wymyślą.


Kończąc powyższe rozważania nasuwa się jeden zasadniczy wniosek - bez radykalnej reformy szkolenia trenerów i przyznawania licencji regres polskich klubów piłkarskich będzie się pogłębiał. Rzecz jasna drugą stroną tego samego medalu jest szkolenie młodzieży. Ale kto ma ich szkolić? Garstka zapaleńców i "elita" mitycznej "polskiej myśli szkoleniowej"? To jest przecież samobójstwo i zarzynanie polskiego futbolu. Środowisko trenerskie trzeba przewietrzyć i to już i teraz. Zbyt dużo mamy już tych, o których można powiedzieć - dobry trener, ale nie ma wyników. Jest też zbyt chyba wielu byłych piłkarzy, którym uzbzdurało się, że będąc dobrym piłkarzem, posiedli patent na bycie znakomitym trenerem. To tak nie działa, profesja trenera w dzisiejszych czasach to ścisła specjalizacja z wielu dziedzin życia i sportu, a więc wymaga wszechstronnego wykształcenia. Kiedy zapytano twórcę wielkiego Milanu z przełomu lat 80-tych i 90-tych - Arrigo Sacchiego -  czy w pracy szkoleniowej nie przeszkadza mu fakt, że nigdy nie był profesjonalnym piłkarzem, ten odpowiedział: "Nie wiedziałem, że dżokej wcześniej musi być koniem”.

No właśnie - trzeba dać wreszcie szansę "dżokejom". 




Wykop Skomentuj42
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Sport