32 obserwujących
34 notki
87k odsłon
  2702   0

Stalin by nie czekał...

Ci, którzy uważają inaczej, nie tylko przeceniają WP, ale też konstruują wizje rozwoju sytuacji, z punktu widzenia ich założenia idealne. Zakładają, że po zawarciu sojuszu polsko-niemieckiego byłby czas na to, aby sojusznicy zdążyli Polaków przezbroić. A potem wojna wybucha w wybranym przez Hitlera i Rydza momencie…

To się nazywa traktowanie przeciwnika per non est – jakby go nie było, jakby był całkowicie bierny – co w szkołach oficerskich było i jest najbardziej dyskwalifikującym błędem.

Przed wyprawą na wschód Niemcy – taki mieli przecież plan – musieli wyeliminować Francję, którą Hitler traktował jako głównego wroga.

 

Błagać Hitlera o pomoc…

 

Więc zapewne byłoby tak – Niemcy mają gwarancję spokoju ze strony Polski, i uderzają na zachód. Ale przecież Stalin nie umarłby po otrzymaniu wiadomości o sojuszu Warszawy z Berlinem, tylko zacząłby działać. I nie czekałby, aż Rydz z Hitlerem wykonają na nim wyrok śmierci. Uderzyłby na Polskę.

A armia polska, jeśli nawet byłaby już dozbrojona przez Niemców, to w niewielkim stopniu (priorytet przecież miałby Wehrmacht, a czasu byłoby mało).

Więc Polacy by się bronili. A ofensywa radziecka nie byłaby oczywiście blitzkriegiem, bo Armia Czerwona po czystkach to nie była ta siła, którą pamiętamy z lat 1943-45. Ale liczebnie przeważałaby nad WP zdecydowanie. A w dodatku na Kremlu wduszonoby przygotowywany przez 20 lat guzik, i na tyłach polskiej armii, na szlakach komunikacyjnych na front, Kresy zapłonęłyby dywersją i partyzantką.

Polskie wojsko nie zostałoby przez Rosjan rozwalone w pył, tak jak w rzeczywistości stało się z nim w konfrontacji z Niemcami. Walczyłoby w zwartych formacjach, wytrwale, ale byłoby spychane na zachód. Sądzę, że dwa-trzy tygodnie od rozpoczęcia wojny Wilno, a może i Lwów (na południowym odcinku polska obrona byłaby bowiem zapewne mocniejsza, tam mieliśmy silniejsze fortyfikacje, a narodowy ruch ukraiński, przecież antyradziecki, zapewne nie kazałby swoim komórkom rozpoczynać dywersji) zaczęłyby być realnie zagrożone.

Rząd polski w sposób coraz bardziej rozpaczliwy monitowałby Hitlera prośbami o pomoc. I Hitler zapewne tej pomocy by udzielił. Może nawet przed ostateczną klęską Francji, która i tak by nastąpiła, tylko trochę później. Ileś dywizji niemieckich rzucono by na wschód, by uratować polskiego sojusznika, a w związku z tym odsunąć groźbę wtargnięcia bolszewików do Reichu.

I chyba zatrzymano by Rosjan. Ale polski sojusznik nie odgrywałby już roli takiej, jaka marzyła się Łojkowi. Miałby już utrwaloną pozycję petenta… I armię wprawdzie istniejącą i zdolną do walki, ale mocno pokiereszowaną. W dodatku masowe bunty na Kresach – nawet stłumione – pokazałyby światu, a więc i Niemcom, słabość wewnętrzną polskiego państwa.

Potem, gdy Niemcy miałyby już rozwiązana sytuację na zachodzie, przerzuciłyby resztę sił na wschód. Zaczęłaby się wymarzona ofensywa.

I nawet mogłaby być zwycięska. Ale przecież nie w takiej skali, jak w rzeczywistości, w 1941 roku, przez parę miesięcy zwycięski był hitlerowski blitzkrieg w ZSRR. Bo teraz nie byłoby mowy o zaskoczeniu, a armia radziecka byłaby ostrzelana i doświadczona po paromiesięcznej wojnie. A zapewne Stalinowi – tak jak się stało w rzeczywistości – udałoby się uzyskać wsparcie Anglii, a z biegiem czasu i Ameryki. Bo ideowe antypatie obu demokracji do hitleryzmu byłyby takie same jak w wersji historii, która znamy. A groźba zdominowania całego kontynentu przez Niemcy byłaby tak samo nie do zaakceptowania przez Londyn. Wsparcie polskiej armii nie mogłoby, jak sądzę, zrównoważyć tych elementów sytuacji.

Wojnę na wschodzie Niemcy mogłyby więc – tak jak w rzeczywistości – wygrać w jednym wypadku. Gdyby od samego początku zupełnie inaczej zdefiniowały cele wojny i swoje wojenne zachowania. Gdyby za cel postawiły sobie nie zrobienie z Rosji kolonii, a z poddanych Stalina – swoich niewolników, tylko zniszczenie komunizmu i utworzenie niebolszewickiej Rosji, albo Rosji i Ukrainy. Gdyby inaczej zachowywali się wobec radzieckich jeńców i ludności cywilnej.

Tylko że żeby tak się stało, Hitler musiałby przestać być sobą. A nie byłoby w mocy jego polskich sprzymierzeńców zmusić go do tego.

W tej sytuacji – jak sądzę – prędzej czy później gdzieś w Rosji ofensywa by ugrzęzła, i Armia Czerwona zaczęłaby odzyskiwać teren.

 

Polska jak Bułgaria?

 

Czy rząd polski mógłby uniknąć udziału w holocauście?

Tego oczywiście nie wiemy. Zauważmy jednak, że ten udział nie musiałby być bezpośredni, Polacy nie musieliby własnymi siłami przeprowadzać masowych egzekucji. Mogliby tylko, na skutek niemieckich żądań (a uważam, że oparcie się im, w sytuacji tak nierównego sojuszu, byłoby trudne na granicy niewykonalności) po prostu zgodzić się na wydanie Żydów z okupowanych przez siebie rejonów wschodnich Niemcom.

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura