Gorące tematy:

Cudów nie ma - Józef Stalin
"Polska, sami Polacy to twierdzili, nierządem stoi. Polska to jest prywata, Polska to jest zła wola. Polska to jest anarchia. I jeśliśmy po upadku mieli sympatię dla siebie, to nigdy nie mieliśmy szacunku dla siebie" -----------------Józef Piłsudski
5 obserwujących
36 notek
95k odsłon
3987 odsłon

O legislacyjnym przekręcie PiS wobec frankowiczów

Tomasz Piątek (FB)
Tomasz Piątek (FB)
Wykop Skomentuj14

Niniejszy tekst jest oryginalnym przedrukiem tekstu (za zgodą autora), w którym Tomasz Piątek tłumaczy trick legislacyjny PiS neutralizujący wyrok TSUE. 

PiS przeciwko frankowiczom! Rząd dał bankom groźną broń. Bankowcy mogą omijać wyrok TSUE i ścigać kredytobiorców bez końca


Sprawa na pozór wydaje się prosta. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) otworzył drogę do unieważniania frankowych umów kredytowych. Co oznacza unieważnienie takiej umowy? Bank ma oddać frankowiczowi wszystko, co przez lata od niego dostawał. Frankowicz ma oddać bankowi tylko pierwotną kwotę kredytu, bez narosłych odsetek. Czyżby zmagania frankowych kredytobiorców zostały uwieńczone sukcesem? Niestety, nie. Rząd PiS zafundował im bolesną dogrywkę. Bankowcy nieraz zapowiadali, że w razie unieważnienia kredytów frankowych poszukają innej drogi, aby uzyskać wieloletnie odsetki. Te deklaracje przeważnie lekceważono jako puste groźby. Jednak rząd Prawa i Sprawiedliwości nadał im mocy. Zrobił to celowo, przemyślnie i po cichu. 

Argumentacja bankowców wyglądała następująco: 

– frankowicz przez lata posiadał gotówkę banku w postaci kredytu; 

– bank nie mógł wówczas tą gotówką obracać; 

niezależnie więc od wyroku unieważniającego umowę kredytową, bank mógłby zażądać wyrównania utraconych możliwych korzyści z obracania gotówką za cały okres korzystania z kredytu… 

Byłaby to więc – znowu! – jakaś forma odsetek. Jednak mało kto się tym przejmował, ponieważ roszczenia banków wobec kredytobiorców przedawniają się po 3 latach. A w sprawach frankowych chodzi często o sprawy znacznie dawniejsze. 

Mówiąc dokładnie, unieważnienie umowy sprawia, że termin przedawnienia związanych z nią roszczeń liczy się od momentu jej zawarcia. Zatem wszyscy frankowicze, którzy wzięli kredyt przed 2016 r., mogliby dziś odetchnąć z ulgą. Mogliby – gdyby nie to, że PiS wprowadził furtkę dla banków i ich żądań. Ta furtka udaje maleńką furteczkę, jednak ma wymiar sporej bramy.

O czym mowa? Furtkę-bramę stanowi „Ustawa z dnia 13 kwietnia 2018 r. o zmianie ustawy – Kodeks cywilny oraz niektórych innych ustaw” (Dziennik Ustaw 2018, pozycja 1104). Dlaczego? Dlatego, że ustawa ta wprowadza przepisy, które przewrotnie zmieniają prawo. Przede wszystkim, dodaje do kodeksowego artykułu 117 jeszcze jeden krótki przepis oznaczony jako artykuł 1171. Mała jedynka u góry po siódemce zdaje się sugerować, że chodzi o dopisek, drobną notę…

Tymczasem pod pozorem drobnej zmiany PiS wprowadził zmianę ogromną. Albowiem w artykule 1171 czytamy, że: „…sąd może, po rozważeniu interesów stron, nie uwzględnić upływu przedawnienia roszczenia przysługującego przeciwko konsumentowi”.

Znaczy to, że sąd może… nie uwzględnić przedawnienia w przypadku roszczeń firmy wobec konsumenta, np. kredytobiorcy!

To rewolucja w polskim prawie. Dotąd przedawnienie było „niewzruszalne” – raz stwierdzone, stawało się ostateczne i nieodwracalne. Przedawniają się nawet przestępstwa i zbrodnie w opisane w kodeksie karnym.

Taka rewolucja może być bardzo bolesna dla frankowiczów. Teraz banki mogą ich pozywać o procent od gotówki, którą frankowicze dostali w postaci kredytu. Banki mają prawo występować z takimi pozwami niezależnie od przedawnienia całej sprawy. Sąd nie musi odrzucać przedawnionych bankowych roszczeń jako nieaktualnych. Może je uznać za aktualne i godne rozpatrzenia.

W jakich konkretnych sytuacjach sąd ma prawo wdrażać tę rewolucję? Właściwie… we wszystkich, w których chodzi o roszczenia firmy względem konsumenta. Co prawda, artykuł 1171 zastrzega, że sędzia może nie uwzględnić przedawnienia „w wyjątkowych wypadkach”. Pozwala jednak nie uwzględniać go zawsze, gdy „wymagają tego względy słuszności”.

Czym są „względy słuszności”? Prawnicy się o to spierają. W tym przypadku ogólnikowość sformułowania wręcz razi. Przy szerszej interpretacji „względami słuszności” da się nazwać wszystko.

Przy okazji trudno nie zadać jeszcze jednego pytania – pytania, na które PiS powinien nam odpowiedzieć. Jakie to względy słuszności sprawiły, że unieważnienie przedawnienia dotyczy tylko roszczeń firmy wobec konsumenta, nie odwrotnie?

Najwyraźniej PiS-owski ustawodawca sprzyja bardziej biznesowi niż człowiekowi.

Zmiany wprowadzone do kodeksu cywilnego w 2018 r. powszechnie chwalono jako przyjazne dla konsumentów. Dlaczego? Najwyraźniej nikt dotąd nie zauważył pułapki, którą stanowi artykuł 1171.

To poniekąd zrozumiałe, ponieważ obudowano go sympatyczniej wyglądającymi dodatkami.

Na przykład, dzięki zmianom z 2018 r. przedawnienie zachodzi automatycznie. Dotąd przedawnienie stwierdzano z inicjatywy osoby pozwanej. Najpierw ona musiała wystąpić z zarzutem przedawnienia – i dopiero wtedy sąd musiał ten zarzut uznać. Teraz sąd sam z siebie ma obowiązek sprawdzić, czy sprawa się nie przedawniła. Co więcej, termin przedawnienia niektórych roszczeń przyspieszono z 10 lat do 6…

Wykop Skomentuj14
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka