13 obserwujących
34 notki
34k odsłony
422 odsłony

O zamienianiu się z wujem na głowy

Wykop Skomentuj7

Myśleć powinno się głową, nie główką. Ta ostatnia jest tylko narzędziem przydatnym w określonym, nie powiem, przyjemnym celu. Gdy jednak przejmuje ona kompetencje mózgu, to robi się nieciekawie. Podobnie i państwo jako najwyższa forma organizacji społecznej jest strukturą hierarchiczną i uporządkowaną, którą już starożytni porównywali z ludzkim ciałem. I źle się doprawdy dzieje, gdy któryś z jego - nomen omen! - członków w sprzeczności z naturą zajmie nienależne mu miejsce.

Uporządkujmy więc sobie kilka prostych pojęć.

Chyba najlepszym przykładem jest dyktatura wojskowa. Armia, organizacja której zadaniem jest prowadzenie wojny, nie raz i nie dwa razy brała się za rządzenie. Zarządzanie państwem, kierowanie gospodarką i przewodzenie społeczeństwu to zadania krańcowo odmienne od obrony kraju, tudzież przełamywania oporu i unicestwiania nieprzyjaciela. Prowadzenie polityki to jedna z tych rzeczy, na których po prostu wojskowi zazwyczaj się nie znają. Bywały oczywiście dyktatury wojskowe, którym do czasu szło nieźle. Głupi dyktator w mundurze miesza się do wszystkiego, mądry zostawia życie gospodarcze i społeczne swemu własnemu biegowi. Jeśli porównać państwo do samochodu - niegdyś porównywano je do statku, tzw. nawy państwowej, więc czemu nie do auta? - to armia jest tylko zderzakiem. Nie może zastąpić kierowcy...

Podobnie służby specjalne, które przejęły ster władzy w państwach bloku wschodniego. One są w naszym pojeździe czymś takim jak nawigacja albo reflektory, czasami też ciężka latarka, którą można przywalić. Mają dostarczać informacje, oświetlać trasę, niekiedy usuwać drobne przeszkody. Gdy jednak GPS myśli za kierowcę, łatwo jest skończyć w rowie.

Dlaczego wojskowi i ludzie służb pchają się do władzy? Im się wydaje, że mogą. Umieją i dadzą radę. Bo czy dowódca wydający rozkazy tysiącom żołnierzy nie poradzi sobie z rządzeniem armią urzędników? A armia urzędników będzie rządziła już resztą. Rozkaz - i po problemie! Niestety (?), to tak nie działa.

Podobnie służby specjalne. Są świetnie poinformowane, przyjmuje się do nich ludzi wybitnie uzdolnionych, inteligentnych i twardych. Stanowią ścisłą elitę każdego systemu, więc ich skuteczność łatwo może stać się zagrożeniem dla klasy politycznej czy partii rządzącej. W tej sytuacji nietrudno służbom zapomnieć, iż są bezcennym wprawdzie, lecz nadal tylko narzędziem. Kiedy narzędzie odpowiedzialne za niewielki odcinek zaczyna kierować całością, działa niezgodnie z przeznaczeniem. Działając niezgodnie ze swą rolą stwarza oczywiste zagrożenie. Zagraża przetrwaniu całości, pośrednio zatem i sobie. Ktoś wbija gwoździe piłą? Podstawy BHP...

Dobrym przykładem są kraje postkomunistyczne, gdzie ludzie służb zajęli pozycje nuworyszy i oligarchów, szarych eminencji polityki zwanych po dziennikarsku wajchowymi, a nawet najwyższe urzędy. Narzędzie, które pierwotnie służyło walce z wrogiem zewnętrznym na niewidzialnym froncie zimnej wojny, przejęło rolę zwierzchnika. Z opłakanym skutkiem dla szarych obywateli, bo o ile w bloku wschodnim nigdy nie mieli oni zbyt kolorowo, o tyle dzisiaj zostali już półoficjalne sprowadzeni do roli biomasy, podludzi i frajerów zarabiających na luksusy nowych panów. 

Czy fakt, że ludzie służb spoglądają w ten sposób na rzesze swoich współobywateli powinien nas dziwić? Bynajmniej, wystarczy przeczytać Akwarium Suworowa. Problem w tym, że dzisiaj służby nie służą, a panują. Wybuchowa mikstura państwa policyjnego z dyktaturą ludzi związanych ze służbami i resortami siłowymi wyniszcza słowiańskie narody, nie tylko w Rosji. Za Sowietów tajne służby były przynajmniej podporządkowane państwu i polityce partii, dzisiaj to one powołują kolejne partyjki i kreują scenę polityczną. Car Putin i Jedna Rosja wystarczą chyba za przykład?

Podobna sytuacja wiąże się z nadreprezentacją prawników w elitach politycznych, co widać i w naszym kraju. Dość wspomnieć osobę Prezesa partii z prawem w nazwie, zdominowanej zresztą przez ludzi z wykorzystaniem prawniczym. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że prawnik, podobnie zresztą jak nawykły do rozkazywania wojskowy, nadaje się do rządzenia. Powinien przecież umieć napisać porządną ustawę? Bynajmniej. Nic bardziej mylnego!

Jedynym skutkiem nadmiaru prawników w polityce jest postępująca degeneracja systemu prawnego RP. Wynika ona z jednej strony z sejmowej biegunki legislacyjnej, a z drugiej z typowo prawniczej skłonności do komplikowania spraw prostych. Do tego dochodzi irracjonalne przekonanie o cudownej mocy regulacji. Coś sprawia kłopot? Zakazać! Uregulować! Napisać o tym ustawę! Najwyraźniej wydaje im się, że im więcej przepisów, tym mniej problemów na świecie. Cóż, gdyby faktycznie tak było, żylibyśmy jak w raju...

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo